21 sierpnia 2017

Od Patrishii cd Owen'a

Z lasu wróciłyśmy w zasadzie bezpośrednio do akademii. Za oknem zrobiło się już ciemno.
Scar wskoczyła na moje łóżko, zwijając się w kulkę na mojej poduszce. Z oczywistych względów nie udało jej się to, jednak tak długo, jak pysk i łapy były na poduszce, wilczycy to nie przeszkadzało. Mi zresztą też nie. I tak nie zasnę.
Zgasiłam światło i usiadłam przy biurku. Wyciągnęłam z kieszeni paczkę zapałek. Jedną z nich potarłam o znajdującą się na boku opakowania draskę. Pokój natychmiast rozjaśnił nieco blask płomienia. Zapaliłam stojący na biurku, bezzapachowy podgrzewacz. Położyłam ręce na krawędzi mebla, opierając na nich głowę i obserwując płomień i tańczące na ścianach cienie rzucane, przez stojące na blacie przedmioty. W końcu jednak płomień stawał się coraz mniejszy i słabszy, aby wreszcie całkowicie zniknąć, pozostawiając po sobie odrobinę białego dymu, i charakterystyczny zapach. Zamknęłam na chwilę oczy.
Ku własnemu zdziwieniu obudziły mnie dopiero promienie słońca, wpadające przez okno do pokoju. Rozejrzałam się nieco zdezorientowana. Scar nadal drzemała na moim łóżku, tym razem rozciągnięta na całą jego długość. Uśmiechnęłam się lekko, po czym wstałam, podchodząc do lodówki i zaglądając do jej wnętrza. Dźwięk otwieranych drzwiczek "magicznego urządzenia z jedzeniem" sprawił, że najpierw uniosło się jedno ucho Scarlet, potem jej łeb, a na końcu cała Scar zeskoczyła z łóżka, meldując swoją gotowość na śniadanie. Niestety spotkał ją spory zawód - w lodówce znajdowała się jedynie ostatnia puszka energetyka.
- To chyba oznacza zakupy - westchnęłam bardziej do siebie niż do Scar, która w tym momencie obwąchiwała dokładnie każdy zakamarek urządzenia.
Odepchnęłam delikatnie jej łeb, zamykając drzwiczki. Spojrzałam na zegar wiszący nad jednym, z niezajętych łóżek. Było kilka minut po szóstej. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio tak długo spałam.
Weszłam do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic i doprowadziłam się do stanu uważanego przez ogół społeczeństwa jako normalny. Miałam właśnie wychodzić, ale Scar postanowiła usiąść pod drzwiami i błagalnym wzrokiem prosić bym zabrała ją ze sobą. Przez chwilę po prostu patrzyłam się na nią, nic nie mówiąc.
- No dobra... - odezwałam się. - Ale zostajesz w samochodzie - dodałam natychmiast.
Scar radośnie wstała, tym razem ustawiając się przodem do drzwi. Otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz, pozwalając zrobić o samo wilczycy. Scarlet wystrzeliła przed siebie, zatrzymując się dopiero przed wyjściem z internatu i czekając aż do niej dołączę. Razem wyszłyśmy z budynku i skierowałyśmy się do mojego jeepa. Wpuściłam Scar na tylną kanapę, zamykając za nią drzwi, a sama zajęłam miejsce za kierownicą.
Dotarcie do mieszczącego się niedaleko akademii miasteczka nie trwało długo, wręcz przeciwnie niż znalezienie w nim sklepu mięsnego. Ostatecznie udało się jednak i kupiłam kilka skrzydeł z indyka i trochę podrobów. Powinno wystarczyć na trzy dni, więcej zapasów robić nie mogłam, bo nie miałabym gdzie przechowywać mięsa. W drodze powrotnej wstąpiłam jeszcze do jakiegoś supermarketu by uzupełnić zapas napoju energetycznego, który umożliwiał mi jako takie funkcjonowanie gdy nie mogłam spać przez kilka dni.
Zatrzymałam się obok jednego z dwóch stojących pod internatem radiowozów. Jeden z nich odjechał zanim wysiadłam z samochodu, natomiast koło drugiego ktoś stał. Nie zwróciłam na postać większej uwagi, otwierając tylne drzwi, by Scar mogła wyjść i podchodząc do bagażnika. W tym momencie usłyszałam krótkie warknięcie i zauważyłam, że Scar wyskoczyła z samochodu. Natychmiast odwróciłam się, szukając jej wzrokiem. Zobaczyłam jak wypuszcza z uścisku przedramię jakiegoś mężczyzny. Dokładniej - tego samego, którego spotkałyśmy wczoraj w lesie.
- Nic się nie stało - powiedział. - Zostawiłaś coś wczoraj w lesie - dodał po chwili ciszy.
Podał mi coś.
Kamil! Nie wiem jak mogłam nie zauważyć, że go nie mam. Nie wiem taż jak mogłam o nim zapomnieć.
Miałam coś powiedzieć jednak z wnętrza radiowozu dobiegł jakiś komunikat. Nie zrozumiałam o co chodziło. Jednak najwyraźniej coś się wydarzyło, bo mężczyzna bez słowa wrócił do radiowozu. Zagwizdał, a po chwili pojawił się jakiś wilk, który wskoczył do wozu przez okno. Rozległ się dźwięk syreny, a samochód odjechał.
Scarlet ospokoiła się. Zajrzałam do bagażnika i wyjęłam jedno z indyczych skrzydeł, które podałam wilczycy. Zniknęło w jej żołądku zanim zdążyłam zebrać zakupy i zamknąć samochód. Wróciłyśmy do pokoju. Scar musiała tam zostać, podczas gdy ja wróciłam na zajęcia.
Kilka minut po piętnastej drzwi do mojego pokoju ponownie się otworzyły i weszłam do środka. Wilczyca znów spała zwinęta na moim łóżku, a słysząc że wróciłam, zdobyła się jedynie na uniesienie głowy i trzy machnięcia ogonem, w które nie włożyła zbyt wiele entuzjazmu. Wybuch entuzjazmu miał miejsce dopiero po tym jak odłożyłam wypełnioną książkami torbę na krzesło stojące przy biurku. Po tej czynności z reguły następowało wyjście na możliwie najdłuższy spacer, czyli część dnia najbardziej lubiana przez wilczycę. No może po jedzeniu.
Zabrałam Kamilka, leżącego jak zwykle na szafce nocnej, po raz co najmniej setny przepraszając go za to, że o nim zapomniałam i zapewniając, że to nigdy więcej się nie powtórzy, po czym położyłam go na swoim ramieniu. Zawołałam Scar, która natychmiast ustawiła się przy drzwiach.
Wyszliśmy na zewnątrz. Pozwoliłam Scar odbiec, a sama podążałam za nią. Przynajmniej dopóki na jednej z ławek w parku nie zauważyłam mężczyzny, który zwrócił mi Kamila. Zawachałam się przez chwilę, ale ostatecznie zdecydowałam się podejść.
- Hej - odezwałam się niepewnie.
Poznawanie nowych ludzi nie było moją mocną stroną. Nieznajomy podniósł wzrok, zetrzymując go na moim ramieniu. Kamil... cóż, przyzwyczaiłam się już że ludzie nie biorą mnie za normalną. Sama pewnie też nie wzięłabym za normalną osoby, która gada i nosi na ramieniu pluszowego żółwia.
- Jak ręką? Naprawdę przepraszam za Scar - powiedziałam szybko.

Owen? proszę bardzo, wyspana Eleven to Eleven nienarzekająca na życie xd

Od Owen'a CD Crystal

Cała impreza trwała w najlepsze. Robione przeze mnie drinki szły jak woda w susze, a czasem nawet nie nadążałem z kolejką, wiec zrobiłem je na zapas i sam popijałem kilka.
Szybko jednak przestałem, gdy dostrzegłem, że Crystal nie czuje się najlepiej. Zaniosłem ją do mojego pokoju co skończyło się ubrudzeniem paneli. Dziewczyna przesadziła z alkoholem, lecz jeśli to ją wyluzuję, to nie będę zły. Wraz z Mią ogarnęliśmy bałagan i podałem młodej specjalne krople, które blokują wszelkie czynności, które występują po przedawkowaniu alkoholu. Śmiała się w najlepsze, lecz szybko zasnęła poprzez środek. Wolałem by spała niż męczyła się z helikopterem.
Co kilka chwil sprawdzałem czynności życiowe jasnowłosej, lecz spała niczym dziecko po całym dniu biegania maratonu.
   Nad ranem zacząłem odwozić imprezowiczów w ich miejsca zamieszkania. Nie byłem pijany pomimo dość sporej wypitej ilości alkoholu. W sumie pasowało mi to.
Gdy wróciłem do domku, nastała piękna cisza. Muzyka jedynie cicho grała w tle. Westchnąłem bezsilnie i udałem się do drugiej sypialni. Padłem na łóżko i od razu zasnąłem.
   Obudziłem się jakoś koło południa. Usłyszałem od razu jak ktoś sprząta w salonie i nuci jakąś melodię jednocześnie szurając miotłą. Przeciągnąłem się leniwie i ziewnąłem podnosząc się z łóżka. Otworzyłem drzwi i oparłem się o barierki zawieszając wzrok na znanej mi kobiecie.
- Witaj Panie Sharkey - powiedziała młoda kobieta unosząc na mnie swoje obłędne spojrzenie
- Witam, witam - odparłem miło i zszedłem na dół - Widzę, że Pani jak zwykle przyszła w porę - dodałem zaczesując włosy do tyłu.
- Widzi Pan, czasem mam takie przeczucia - oznajmiła żartując i wzięła się za dalsze sprzątania.
Poszedłem do sypialni, gdzie była Crystal. Siedziała na łóżku i niedawno co się obudziła. Miała nieco zaspaną twarz, lecz czuła się dobrze. Poznałem to po naturalnym kolorze cery.
- Imprezowiczka wstała - zaśmiałem się cicho opierając się o futrynę drzwi.
- Jak szaleć to szaleć - odparła wzdychając.
- Idź się ogarnij. Zaraz będzie śniadanio obiad i czas jechać - powiedziałem spokojnie kierując się do jednej z dwóch łazienek.
Wziąłem porządny prysznic, ogarnąłem się cały i przebrałem w świeże ubrania.
W kuchni nastawiłem wodę na kawę bądź herbatę i miałem zacząć robić pancake, lecz moja "służba" mnie wyprzedziła.
- Przed chwilą zrobiłam, więc są świeże - powiedziała kobieta miło się uśmiechając.
- Co ja bym bez Pani zrobił - zaśmiałem się cicho i podałem posiłek na stół.
Domek był już cały posprzątany, więc pomocna kobieta opuściła budynek. Zaraz zjawiła się Crystal, więc szybko zjedliśmy śniadanie, wypiliśmy po kawie.
- Słyszałam jakieś rozmowy - stwierdziła jasnowłosa - I dom jakoś dziwnie czysty jest - dodała nieco się rozglądając.
- Mam własną służbę, która zajmuję się domkiem - wyjaśniłem - Wyszła jakiś czas temu - dodałem wkładając naczynia do zmywarki.
Młoda siedziała jeszcze przy stole i przeglądała jakieś zwykłe gazety. Dość późno przypomniałem sobie o wyciągu z banku, który leżał w owym miejscu. Widniały na nim coś duże sumy, których nie widzi się na co dzień. Gdy wyszedłem z kuchni, dziewczyna akurat trzymała go w rękach.
- Pozwól, że to schowam - oznajmiłem spokojnie biorąc do rąk ową kartkę
- Ee.. tak, jasne - oddała mi ją nieco zmieszana i zaczęła dalej przeglądać gazety. Poczułem od niej małe zaniepokojenie i jednocześnie zdziwienie, co mnie jakoś nie zdziwiło.
Po ogarnięciu wszystkiego, wsiedliśmy do auta i wróciliśmy jeszcze do internatu. Zabrałem kilka rzeczy ze sobą tak samo jak Crystal. W końcu jedzie na weekend do rodziny, a ja przenocuję u znajomych.
Będąc gotowym do drogi, wpakowałem torby za nasze siedzenia, a na tylnej kanapie położył się Infernum.
- Gotowa ? - upewniłem się podając młodej GPS.
- Jak zawsze - uśmiechnęła się lekko wpisując dane w urządzeniu.
Dojazd do miejsca docelowego zajmie nam kilka ładnych godzin, lecz z moim stylem jazdy, dojedziemy tam bardzo szybko.
Po drodze zajechałem na stację benzynową i zalałem bestię do pełna. Widziałem, jak wzrok dziewczyny nagle się odwraca z licznika dystrybutora tylko gdy spojrzałem w jej stronę. Cóż, sama cena wskazywała jakbym tankował jakiegoś tira, lecz dla mnie był to standard.
Gdy zapłaciłem, wsiadłem do auta i ruszyliśmy w trasę z dość klimatyczną muzyką..

Crystal ? Jak przebiegła trasa ? xD

20 sierpnia 2017

Od Owen'a CD Patrishii

Jak każdego ranka, udałem się na trening wraz z moim towarzyszem. Współlokator oczywiście spał, gdyż jego bieganie zaczynało się godzinę później.. Może dla tego, że ja wcześniej wstawałem.
   Przebiegnięcie parku, lasu i okolice jeziora zajmowało mi niecałe półtorej godziny. Zależało to od mojej prędkości i wykonywanych czynności po drodze.
Po powrocie do pokoju, umyłem się i przebrałem w świeże ubrania. Nim zdążyłem pójść na stołówkę, dostałem wezwanie na komendę. Szybko coś przekąsiłem i ruszyłem swoim autem do miasta. Przeważnie droga była pusta, lecz teraz stałem w korku dobre pół godziny. Dla mnie jak i pojazdu jest to męczące, lecz wycwaniłem się i uruchomiłem koguta na dachu. Czując powiew wiatru przez otwartą szybę, mknąłem między innymi.
Na komendzie od razu dostałem zadanie do wykonania. O godzinie 18:00 przeszukać las, zabezpieczyć teren i w razie konieczności, wygonić cywilów. Nic trudnego. Spakowałem do swojego wozu kamizelkę kuloodporną, czarne rękawiczki oraz broń jakim był półautomatyczny karabin. Zebrałem jeszcze kilka zgłoszeń i ruszyłem na patrol.
   Tak w sumie zleciał mi cały dzień aż nastała godzina 17:30. Zajechałem pod internat i przeszedłem do swojego pokoju. Ubrałem się odpowiednio do zadania. Czarne buty typu wojskowe, ciemne spodnie jeansowe, szara koszulka z krótkim rękawem, a na to kamizelka. Do boku pasa przypiąłem nóż i magazynek do broni. Na dłonie założyłem specjalne, czarne rękawiczki i przełożyłem broń przez ramie.
Napiłem się jeszcze trochę wody i kilka minut przed czasem, wyszedłem z budynku wraz z wilkiem przy nodze. Nie obyło się bez zdziwionych spojrzeń uczniów, ale niektórzy już się przyzwyczaili.
Przeszedłem przez park dość szybko i doszedłem do lasu. Przyszykowałem broń i skupiłem swój słuch na wszystkim co może mnie zaniepokoić. Infernum dumnie kroczył ku mego boku i również był czujny.
Po jakimś czasie usłyszałem dźwięk gitary i czyjś śpiew. Skierowałem się w owym kierunku i wycelowałem broń w osobę, którą zaraz ujrzałem. Była to młoda kobieta, która trzymała białego wilka za obrożę.
- Co tu robisz ? - spytałem lekko opuszczając broń
- Odpoczywam. Nie można ? - zironizowała nieco, a jej towarzyszka jeszcze bardziej warczała.
Spojrzałem wprost w jej oczy, a warkot zamienił się w ciche skomlenie. Cofnęła się kilka kroków i usiadła przy jakiejś gitarze.
- Mam nakaz wyprowadzić wszystkich cywili z tego miejsca - wyjaśniłem wracając wzrokiem na kobietę - Jeśli nie wykonasz polecenie, będę zmuszony Cię odprowadzić na komendę - dodałem z powagą.
- Dobra, dobra - westchnęła idąc po gitarę i skierowała się w stronę akademii.
- Jesteś z akademii ? - zapytałem patrząc na nią kątem oka
- Może - odparła beznamiętnie idąc dalej.
Poszedłem nieco dalej i zauważyłem coś zielonego na niewielkiej gałązce. Gdy nieco się przybliżyłem, dostrzegłem, że jest to maskotka żółwia. Pewnie należy do tej dziewczyny, lecz gdy się odwróciłem, jej już nie było. Szybka jest. Schowałem znalezisko do kieszeni i ruszyłem dalej.
   Gdy las był już sprawdzony i zabezpieczony, udałem się do internatu. W sumie był wieczór, niemalże noc, bo koło ósmej. W łazience pokoju wziąłem orzeźwiający prysznic i ubrałem nieco luźniejsze ciuchy nie zapominając o małym żółwiu. Postawiłem znaleźć dziewczynę i oddać jej to, lecz znając życie, nie będzie to łatwe. Pomimo długiego spaceru, znalezisko zostanie u mnie na noc.
   Po porannym treningu i ogarnięciu się, podstawili mi pod akademie radiowóz. Była jakoś jedenasta godzina, więc wczesna, a zaraz będzie długa przerwa dla uczniów. Rozmawiałem ze znajomymi z pracy, którzy przyjechali owym pojazdem. Nie ma co, ale tym razem był to nowy Mustang, który w policyjnych barwach prezentował się pięknie.
Zaraz dostrzegłem czarnego jeepa, który stanął obok mojego. Wysiadła z niego ta sama dziewczyna, którą spotkałem wczoraj. Znajomi akurat odjechali drugim radiowozem, więc mogłem oddać jej zgubę.
Podszedłem do niej i gdy chciałem coś powiedzieć, z tylnej kanapy wyskoczyła biała wilczyca, która ugryzła mnie w rękę. Nie zdziwiła mnie jej reakcja, lecz szybko puściła tylko gdy nawiązała ze mną kontakt wzrokowy. Młoda kobieta od razu odwróciła się w naszą stronę i podniosła na mnie wzrok.
- Nic się nie stało - powiedziałem widząc, że rany szybko się zagoiły - Zostawiłaś coś wczoraj w lesie - dodałem po chwili ciszy podając jej małego żółwia.
Kobieta szybko go chwyciła i przypatrzyła mu się. Nie widziałem u niej uśmiechu, lecz czułem zadowolenie z jej strony.
Gdy chciała coś powiedzieć, przerwało jej to głoś z krótkofalówki, który informował mnie o poważnym zdarzeniu drogowym w okolicy miasteczka. Mój uśmiech szybko opadł i dość szybkim krokiem ruszyłem do radiowozu. Zagwizdałem poprzez palce i zaraz zjawił się Infernum, który sprytnie wskoczyłem do auta przez otwarte okno. Ruszyłem zostawiając nieco kurzu za sobą, a sygnał obijał się o budynki akademii...

Patrishia ? xd

Od Patrishii (do ktosia)

Obudził mnie dzwonek telefonu, informujący o przychodzącym połączeniu. Wciąż niezbyt wiedząc co się właściwie dzieje, spojrzałam najpierw na leżący na szafce nocnej czarny zegarek, a następnie na telefon. Zegarek wskazywał dokładnie 18:01. Niby nie była to typowa pora snu, ale udało mi się zasnąć nie więcej niż piętnaście minut temu. Westchnęłam cicho, widząc na wyświetlaczu telefonu nieznany numer. Odebrałam połączenie, jednak zakończyłam je, gdy jakaś kobieta zaproponowała mi kupno, tu cytat, kompletu wygodnych, stylowych i nezawodnych garnków firmy jakiejśtam.
Usiadłam na łóżku, wiedząc, że i tak nie uda mi się już zasnąć. Niedługo potem koło mojego łóżka pojawiła się Scar. Pogłaskałam ją, patrząc w jej złote oczy. Nie zmieniły się ani trochę, odkąd po raz pierwszy się spotkałyśmy. Może poza tym, że dziś nie gościło w nich przerażenie.
- Co powiesz na mały spacerek? - spytałam, wiedząc, że przecież nie usłyszę odpowiedzi.
Wstałam z łóżka i podeszłam do niewielkiej lodówki znajdującej się w pokoju. Wyjęłam z niej puszkę energetyka, którą od razu otworzyłam i wypiłam.
Na zewnątrz było ciepło, więc założyłam krótkie, dresowe spodenki i czarną bluzkę na ramiączkach oraz sportowe adidasy. Zdecydowałam się zabrać ze sobą czarną gitarę akustyczną. Dawno już nie miałam chwili by pograć, czemu nie skorzystać by więc z pierwszego weekendu spędzonego w akademii, zwłaszcza, że nie małam innych planów na dzisiejszy wieczór.
Początkowo po prostu spacerowałyśmy z Scarlet po przylegającym do akademii parku. W końcu jednak ścieżka stawała sie coraz węższa i coraz bardziej zarośnieta, aż znalazłyśmy się w lesie. Szłyśmy ścieżką jeszcze przez jakiś czas, dopóki nie napotkałyśmy na powalone drzewo, oddalone od niej o jakieś trzy czy cztery metry.
Pozwoliłam Scar zwiedzić okolicę, a sama usiadłam na pniu, położywszy wcześniej Kamilka na gałęzi młodego drzewa rosnącego w pobliżu. Dostroiłam gitarę. Zaczęłam grać podświadomie, dopiero po kilku chwilach rozpoznając melodię. Niedługo potem zamknęłam oczy, wsłuchując się w dobrze znany mi dźwięk gitary. Szum liści poruszających się na wietrze wysoko nad moją głową trworzył z piosenką Linkin Park interesujące połączenie. Zaczęłam bezgłosnie śpiewać.

I've become so numb, I can't feel you there
Become so tired, so much more aware
By becoming this all I want to do
Is be more like me and be less like you...

Spokój nie trwał jednak zbyt długo. Do dźwięków gitaty i szumu liści dołączyło ciche powarkiwanie Scarlet wskazujące na to, że ktoś się zbliża.
Natychmiast otworzyłam oczy, przerywając grę. Mój wzrok padł najpierw na zielonego zółwia położonego na jednej z gałęzi młodej jarzębiny. Tuż potem przeniósł się jednak na Scar.
Wilczyca stała na środku ścieżki. Była wyraźnie niezadowolona z obecności w pobliżu ludzi. Wszystkie mięśnie były napięte, sierść na grzbiecie zjeżona, wzrok wbity w zakręt, zza którego za chwilę ktoś się wyłoni.
Zerwałam się na nogi, szybkim krokiem podchodząc do niej, i łapiąc za uchwyt noszonej przez wilczycę obroży i zmuszając ją do zejścia na bok. Tylko w ten sposób mogłam nad nią zapanować, bo fakt że niemalże całe swoje życie spędziła wśród ludzi sprawiał, że w przeciwieństwie do wilków żyjących na wolności, nie bała się ich. Co jednak nie oznacza, że pałała do nich miłością - wręcz przeciwnie, niechętnie znosiła towarzystwo innych osób, a w szczególności nieznajomych.
Warkot narastał. Wkrótce na ścieżce pojawiła się jakaś postać.

Ktoś?

Od Crystal cd Owen'a

Chłopak pocieszył mnie, a następnie zostawił na chwilę samą. Kiedy położyłam się na kanapie, sen sam mnie dopadł, a gdy się obudziłam, Owen siedział już obok mnie.
Wyjaśnił, że zanotował kamerę w stajni i czujniki na boks Zeusa. Ma ponoć też prywatną ochronę, której można zaufać. Owen dodał też, że zawiezie mnie do mojej rodziny. Oznajmił też, że jutro robi małą imprezę. Postanowiłam, że zabawa będzie przy większej ilości ludzi niż my dwoje. Owen pokiwał głową i wykonał parę telefonów. Wszystkie kończył z uśmiechem na twarzy, a kiedy skończył, poprosiłam go o jego telefon. Mężczyzna z lekkim zdziwieniem podał mi go, a ja zapisałam mu swój numer w kontaktach.
- To tak... Jakby się coś działo, to będziemy w kontakcie - uśmiechnęłam się.
Owen przytaknął.
- To będziemy wracać do Akademii na noc? - spytałam.
- Taa - przyznał niechętnie. - Muszę coś powiedzieć dyrektorowi.
Wtem przypomniało mi się o czymś ważnym. Infernum! On tam półtora dnia już siedzi przecież!
- Owen, jedźmy już - zerwałam się.
- No okej, ale co się stało? - spytał się.
- Nie zapomniałeś o kimś? - uniosłam jedną brew do góry.
- Infernum - mężczyzna domyślił się.
Pojechaliśmy więc do Akademii, a kiedy znaleźliśmy się na miejscu, od razu udaliśmy się do mojego pokoju. Kiedy otworzyłam drzwi, wyskoczył zza nich stęskniony wilk, który od razu rzucił się na Owen'a i go polizał po twarzy (w końcu mógł jej dosięgnąć gdy stał na dwóch łapach). Następnie wyleciał pędem z Akademii. Najprawdopodobniej za potrzebą. Owen poszedł go przypilnować, a ja poszłam do pokoju ocenić straty, jednak takowych nie zastałam. Z niedowierzaniem patrzyłam na pomieszczenie, które było w takim stanie, jakim go opuściłam. Biedy musi być teraz bardzo głodny i spragniony. To drugie zapewne zaspokoi na spacerze, gdyż na pewno uda się nad jeziorko, czy plażę, a co do jedzenia chyba sam sobie potrafi zapewnić, albo Owen coś wykombinuje. Właśnie, Owen... pewnie teraz pójdzie do dyrektora, dlatego spędzę ten czas na oglądnięciu czegoś na laptopie.
~~
Cóż, nie sądziłam, że rozmowa z dyrektorem może tyle zająć. W końcu dostałam wieczorem Sms'a, że wszystko w porządku i że teraz wraca do pokoju, a jutro się zobaczymy. Wzięłam więc kąpiel i poszłam spać.
Następnego dnia wykonałam rutynowe czynności i gotowa udałam się na lekcję. Tego dnia nie miałam porannego czasu wolnego, gdyż spałam do oporu, bo to była spokojna noc, której dawno nie miałam przez sytuację w Akademii. Na jednej z przerw między lekcjami spotkałam się z Owen'em na stołówce. Zjedliśmy razem posiłek oraz umówiliśmy się na 17:00 przed budynkiem Akademii, aby wspólnie udać się do jego domu. Ochroniarze tego dnia traktowali nas jak powietrze - w ogóle nie zwracali uwagi.
~~
Kiedy nadeszła odpowiednia godzina, zjawiłam się na parkingu, a z tego miejsca udaliśmy się na miejsce imprezy. Owen naszykował wszystko, różnego rodzaju trunki, przekąski. Nieco pomogłam mu w przygotowaniach, a już wkrótce przyszli goście. Przywitali się z Owen'em oraz ze mną. Nie znałam większości, chociaż dwójka była z mojej klasy.
Muzyka na całego, a wszyscy zaczęli oczywiście od alkoholu. Osobiście nie przepadam za piciem. Siedziałam i patrzyłam się na wszystkich, a oni męczą te drinki z wódką, męczą i męczą... osobiście nie lubię jak ktoś wokół mnie pije, a ja jestem trzeźwa... Więc w końcu skusiłam się na jednego. I piję go, myślę "no spoko" i tak drugi, trzeci, czwarty... piąty... nagle czuję, że mi się kręci w głowie. Postanowiłam pójść do łazienki, tam taka już uśmiechnięta, wszystko się kręci, ale dobra. Po załatwieniu potrzeby wracam i tam męczę kolejnego drinka. Przy okazji poznałam nowe osoby, o wiele lepiej się rozmawia z nieznajomymi po alkoholu. Przynajmniej mogłam się odstresować i zapomnieć na chwilę o sytuacji w Akademii...
No i kolejny drink... w tym momencie poczułam, że już muszę zastopować. Widziałam, że oni ciągną dalej i się czują normalnie, ale ja zaraz wysiądę. Byłam już tak pełna, że uznałam, iż muszę znów skorzystać z toalety, więc poszłam i przed wejściem walnęłam w ścianę. Głośna muzyka, wszyscy upici, rozmowy... tylko Owen był w stanie to usłyszeć, a sam, pomimo wypicia paru drinków, bardzo dobrze się trzymał pod względem trzeźwości, jednak przy mnie zjawiła się ta... Mia? Chyba tak. Spytała się mnie czy żyję, no to mówię, że żyję, a zaraz przybiega Owen i bierze mnie pod pachę i zabiera do swojego pokoju, sypialni, co to tam było i ja udaję samolot "ziuuuu", jakiś kawałek przeszliśmy, znaczy przelecieliśmy, bo ja byłam samolotem, no i kładzie mnie na łóżku, bo nie wie co ze mną zrobić, no i ja się śmieję w najlepsze, bo jak jestem pod wpływem to jestem taka ucha chana. Nagle poczułam, że jest mi niedobrze. O co chodzi... no i zrozumiałam po momencie, kiedy zaczęłam wymiotować...

Owen? XD

Od Caroline CD Alarick'a

- Dobra przepraszam. - westchnęłam. - Po prostu się martwiłam i nie wiedziałam co myśleć. Ja nawet nie wiem... - w tym momencie się zacięłam.
- Czego nie wiesz? - zapytał odstawiając kubek.
- Nie ważne. - powoli wypuściłam powietrze z płuc. - Tak poza tym to cieszę się że już wróciłeś. Jak było? - zapytałam tym razem z uśmiechem.
- A dobrze. Udało mi się miło spędzić czas z dziewczynkami. - również się uśmiechnął popijając kawę.
- To super. - splotłam nasze palce razem. - Mam nadzieję że kiedyś je poznam. - dodałam.
- Na pewno. - puścił mi oczko i pogładził kciukiem mą dłoń.
     Poszłam od Ricka od razu po wypitej kawie. Akurat kiedy odwiedzałam go o 12 miałam dwugodzinne okienko, ale teraz szłam już na kolejne zajęcia. Tak wiem... Zajęcia w sobotę. Nic fajnego. Pogoniłam chłopaka i też zdążył jeszcze na dodatkowe lekcje w tym dniu. Jak dobrze że już jutro niedziela. Odpoczniemy od lekcji na dwa dni jak co tydzień. Pare ostatnich lekcji spędziłam głównie na czytaniu w ukryciu mojej nowej książki. Gdy Rick pojechał musiałam się czymś zająć więc wypożyczyłam lekturę ze szkolnej biblioteki i ostro mnie wciągnęła. Na lekcjach męczyła mnie jeszcze taka jedna myśl. Miało to związek właśnie z Alarickiem i wymaga to rozmowy w cztery oczy, ale cóż... Jestem tak bojaźliwa że nie odważę się zacząć tak poważnej rozmowy. Wychodziłam właśnie z sali lekcyjnej gdzie odbywała się ostatnia lekcja na dziś. W objęciach przed sobą trzymałam książkę i lekko skubałam jej rogi nadal ze stresu. Kierowałam się prosto do siebie gdzie czekała już na mnie Aurayia chcąca dowiedzieć się jak spędziłam dzień i takie tam. Może rozluźnię się trochę u boku przyjaciółki. Szłam korytarzem dość powoli, lecz gdy zobaczyłam Alaricka stojącego przy oknie i rozmawiającego z jakimś chłopakiem, przyspieszyłam i pozostałam niezauważalna. To znaczy mam taką nadzieję. Resztę drogi niemalże biegłam dopóki nie wpadłam do pokoju nieco zdyszana.
- Gdzie się tak spieszyłaś? - zapytała zdziwiona współlokatorka trzymająca swego towarzysza na kolanach.
- Nie pytaj proszę. - dyszałam kierując się na swoje łóżko.
Rzuciłam się na materac patrząc w sufit i lekko oddychając.
- Muszę. - mruknęła dziewczyna i usiadła naprzeciwko mnie, tylko że na swoim łóżku. - Alarick?
W odpowiedzi tylko westchnęłam. Powinna się domyślić.
- Rozumiem. - również westchnęła i położyła mi rękę na ramieniu. - Nie wiem co dokładnie się stało, ale jakoś się ułoży. - dodała z koleżeńską troską.
Chodzi o to że nic się nie stało. Nie jestem nawet zła na Ricka. Mam dosyć mojego stresu, który zżera mnie od środka i zabrania postąpić jak bym tego chciała.
    Nastał kolejny poranek rozpoczynający drugi dzień weekendu. Wczorajszy wieczór spędziłam wraz z Aurayią na rozmawianiu i spędzaniu czasu z naszymi tygrysami. Zaczynała się niedziela, a ja nawet nie byłam wyspana. Nie mogłam zasnąć, ale dzięki temu pochłonęły mnie myśli i zebrałam w sobie siły na tą rozmowę. Wstałam z łóżka i nie budząc mojej współlokatorki ubrałam się w luźne, wygodne ubrania, zrobiłam lekki makijaż, a włosy spięłam w kok. Wyszłam z pokoju ostrożnie zamykając drzwi. Niby była 9 nad ranem, ale mam nadzieję że Alarick już nie śpi. Skierowałam się do jego pokoju, a gdy była już pod drzwiami ból zaczął ściskać mnie w brzuchu.
- Przestań idiotko. - warknęłam do siebie i w końcu zapukałam.
Od razu otworzył mi brunet.
- Caroline. Cześć. - przywitał się nieco zdziwiony.
- Mogę wejść? - zapytałam zwykłym głosem.
- Jasne. - otworzył szerzej drzwi i zaprosił mnie do środka.
Usiadłam na jego łóżku zakładając nogę na nogę. Po chwili chłopak usiadł obok mnie i intensywnie się we mnie wgapiał. Dobra.
- Alarick.. Chciałam pogadać. - stwierdziłam już się czerwieniąc.
- O czym? - zapytał spokojnie.
- O nas. - odetchnęłam cicho. - Pamiętasz naszą wczorajszą rozmowę? Jak zacięłam się w połowie zdania. Chodziło mi o to że ja nawet nie wiem na czym stoimy. Nie wiem kim tak naprawdę dla siebie jesteśmy. Ty może nie masz takich dylematów, ale mnie to zżera od środka.

Alarick?

19 sierpnia 2017

Witamy Patrishie Avenell !


" you couldn't handle me even if i came with instructions "


Imię: Patrishia [pseudo. Eleven]
Nazwisko: Avenell
Wiek: 21 lat
Data urodzenia: 2 stycznia
Rodzina: Jane - matka, która nigdy się zbytnio swoją córką nie interesowała. Patrishia nigdy nie poznała ojca, nie wie, co się z nim stało i właściwie to jej to nie obchodzi. Miała też siostrę - małą River, ta jednak zmarła śmiercią tragiczną w wieku 6 lat.
Dlaczego tutaj jestem?: Pierwszy raz "coś" stało się gdy wróciła do domu po wizycie u znajomej. Dom stał w płomieniach, a na zewnątrz, w pobliżu wozu strażackiego stała Jane wraz z jej ówczesnym facetem. Ale coś było nie tak... brakowało River.
Budynek mógł w każdej chwili się zawalić, nikt więc nie mógł wejść do środka, by poszukać sześciolatki. Jednak Patrishia nie mogła zostawić siostry. Udało jej się wemknąć do domu, nim ktokolwiek zdążył ją przed tym powstrzymać. Biegła w stronę pokoju siostry na poddaszu, uparcie ignorując zapach palonego mięsa. Przecież River nie mogło się nic stać... miały tylko siebie.
To co zobaczyła w pokoju siostry... małe ciało, wiszące pod sufitem. Nie zauważyła nawet kiedy upadła na kolana, przerażona i zszokowana. To nie mogła być prawda! NIE!
Wtedy wszystko wybuchło, a Patrishia obudziła się w szpitalu. Jakimś cudem miała jedynie niewielkie poparzenia.
Tego, kto zabił jej siostrę nigdy nie odnaleziono. Od czasu tamtych wydarzeń, czyli od blisko 12 lat, dziewczynie zdarzały się różne incydenty związane z ogniem, a chcąc się dowiedzieć czegoś wiecej o sobie, przyjechała tutaj.
Dar: manipulacja ogniem
Aparycja: Sto siedemdziesiąt sześć centymetrów wzrostu sprawia, że Patrishia nie należy do niskich dziewczyn. Jej niezwykle wręcz jasna cera mocno kontrastuje z średniej długości, prostymi, kruczoczarnymi włosami. Na codzień dziewczyna się nie maluje, jednak od czasu do czasu zdarza jej się podkreślić lekko jasnobłękitne oczy. Pod wygodnymi i często dość luźnymi ubraniami ukrywa zgrabną i wysportowaną sylwetkę. Ma dwa tatuaże, trzy lecące ptaki na obojczyku oraz wilka na biodrze. Na jej ciele znajduje się też wiele blizn.
Charakter: Eleven... pierwsze, co należałoby zaznaczyć, to fakt, że niewiele osób jest w stanie wytrzymać z nią dłużej niż pięć minut. Właściwie to zawdzięcza to swojemu sposobowi bycia, bowiem nie należy do osób miłych czy przyjacielskich. Uważa że wszechświat bez niej byłby co najmniej tak samo dobry, a może nawet lepszy, ma dość niską samoocenę. Nie znosi, gdy ktokolwiek wtrąca się do jej życia. Potrafi pomóc, jeśli ktoś ją o pomoc poprosi, sama jednak nigdy jej nie zaproponuje, ani o nią nie poprosi. Zdaje sobie sprawę, z tego że nie jest i nigdy nie będzie idealna, to jednak nie powstrzymuje jej w nieustannym dążeniu do perfekcji we wszystkim co robi. Eleven jest niesamowicie wręcz uparta, co ma swoje plusy jak i minusy - gdy już wyznaczy sobie jakiś cel, nie odpuszcza dopóki go nie osiągnie. Inteligentna, lubi się uczyć nowych rzeczy i ma całkiem dobrą pamięć, zwłaszcza do szczegółów. Jest świetną obserwatorką, a obserwowanie ludzi "z zewnątrz" sprawia jej sporą frajdę. Nie pogardzi jakąkolwiek rywalizacją - uwielbia wręcz różnego rodzaju wyzwania. Potrafi też przyjąć porażkę, czy przyznać się do błędu, o ile z jej perspektywy faktycznie takowy popełniła. Stara się żyć chwilą i czerpać z życia ile tylko się da, nie można jednak powiedzieć by była skrajnie nieodpowiedzialna. Często układa sobie plan na najbliższe kilka dni, jednak praktycznie nigdy nie udaje jej się trzymać takiego planu. Nie lubi zbyt poukładanego, przewidywalnego życia. Odrobina szaleństwa jeszcze nikomu chyba nie zaszkodziła. Wkłada wiele wysiłku w to, by ludzie za nią nie przepadali i co za tym idzie - nie spędzali z nią więcej czasu niż jest to absolutnie niezbędne. Nie przepada za ludźmi, zresztą otwarcie mówi o tym, że ludzi nie lubi. Nie jest to jednak do końca prawdą. Nie potrafi, a może raczej panicznie boi się komukolwiek zaufać i mimo bycia ekstrawertyczką, na wszelki wypadek dba o to, by nikt nie chciał się do niej zbliżyć. Boi się utraty bliskiej osoby, a dość szybko przywiązuje się do ludzi. Z tego też powodu zaufanie komukolwiek przychodzi jej z ogromną trudnością. Jednak jeśli komuś uda się wytrzymać z nią wystarczająco długo, istnieje cień szansy, że stanie się nieco milsza, czy nawet uzna tą osobę za przyjaciela. Można mieć w niej doskonałą i lojalną przyjaciółkę, lecz nieczęsto komukolwiek udaje się to osiągnąć. Ma swoje dziwne zwyczaje, swoje przekonania, swoje zasady. Potrafi pójść na kompromis, jednak próby zmuszenia jej do czegokolwiek zwykle nie kończą się najlepiej.
Zainteresowania, hobby: Eleven interesuje się wieloma rzeczami. Sporo czasu poświęca na aktywność fizyczną, począwszy od zwykłego biegania, po treningi różnego rodzaju sztuk walki, w szczególności boksu. Lubi "uciekać" od cywilizacji do nieuczęszczanych przez ludzi miejsc. Często na takie wypady zabiera ze sobą gitarę. Do jej zainteresowań należy też jazda na łyżwach, która niesamowicie odpręża dziewczynę. Jeśli chodzi o mniej typowe hobby, to są to opieka nad Kamilkiem i prasowanie.
Pokój z: póki co, sama
Szkoła: Główna
Klasa: Klasa Sportowa
Partner: Eleven i... miłość? hahaha!
Historia: Jedyny sposób by poznać historię dziewczyny, to ją o nią spytać. Chociaż i tak raczej nic nie powie.
Inne:
~ nigdy nie przedstawia się prawdziwym imieniem, a jedynie pseudonimem - Eleven
~ jej przyjaciel - tak, kiedyś miała przyjaciela - często skracał jej przezwisko do Even
~ jest wegetarianką
~ posiada Jeepa
~ prawie zawsze ma przy sobie małego pluszaka - zielonego żółwia o imieniu Kamil
~ często miewa koszmary
~ ogólnie niewiele sypia, zwykle nie więcej niż 4 godziny na dobę
~ zawsze ma przy sobie jakąś broń, chociaż w jej rękach praktycznie wszystko może być bronią
~ w przypadku zbyt intensywnego używania swojego daru Eleven początkowo staje się osłabiona, a jeśli nadal z niego korzysta, pojawiają się objawy typowe dla anemii
~ jej oczy często zmieniają kolor - nie jest to nic nadnaturalnego, a jedynie ogromna kolekcja barwionych soczewek
~ lubi zapach cytrusów
~ i obserwować ogień
ZwierzęScarlet, najczęściej nazywana przez Patrishię Scar, jest około 3 letnią wilczycą, ocaloną przez Eleven przed śmiercią blisko dwa lata temu. Eleven po wyleczeniu planowała wypuścić wilczycę, jednak ta nie chciała opuścić swojej towarzyszki i od tamtej pory są praktycznie nierozłączne. Scar zawsze pozostaje w pobliżu swojej przyjaciółki.
Kontakt: remembered
Motto: you couldn't handle me even if i came with instructions