21 czerwca 2018

Od Owen'a CD Crystal

Między nami powstała kłótnia, która powstać nie powinna. Coś mnie tknęło na agresję wobec dziewczyny. Coś, co bardzo trudno opanowałem. Z jednej strony mógłbym zganić na wilczy gen, który walczy z ogarem we mnie i tworzy burzę emocjonalną. Na są myśl robiło się gorąco, a co dopiero wszczynanie kłótni. Z braku sił do samego siebie siadłem na kanapie w salonie, gdy Crys poszła pozbyć się sadzy ze swoich ramion. O dziwo z moich dłoni czarny proszek zszedł w nienaturalny sposób, bo po prostu zniknął, a temperatura obniżyła się. Było lato, a ja nadal nie kontrolowałem swojej ognistych umiejętności. Obym tylko nie doprowadził do podpaleń.
Nadal lekko załamany miałem schowaną twarz w dłoniach, a łokcie były podparte o kolana. Powolnym ruchem dłońmi przejechałem na swoje włosy i mając zamknięte oczy, skupiłem się na otaczającej mnie ciszy. Łapałem poszczególne dźwięki z dalekiej okolicy i choć nie wiem gdzie znajdował się ich nadawca, byłem w stanie opisać co robi lub w jakich jest emocjach. Ta czynność jakby pozwalała mi zapomnieć o ogarze, ale też zapomniałem o obecności dziewczyny.
Po chwili głośny huk (jak dla mnie) zamykających się drzwi od łazienki, wybudził mnie z transu, a jednocześnie przeszył mnie nieprzyjemny ból od uszu, po głowę i kręgosłup - dreszcz przemiany, która nie nastąpiła. Cicho syknąłem, lecz szybko wróciłem do normalnego słuchu.
- Wszystko w porządku? - spytała delikatnym głosem Crys.
- Taa.. Chyba ta - odpowiedziałem opierając się o oparcie kanapy.
Jasnowłosa usiadła obok mnie, więc skierowałem rękę w jej stronę i przysunąłem lekko do siebie, od razu obejmując ją długą ręką. Przytuliłem spokojnie i westchnąłem trzymając cały mój świat w rękach. Po chwili poczułem nawet lekkie zmęczenie, które zostało spowodowane przemianą w ogara. Z drugiej strony był wieczór, więc świadomość nocy jeszcze bardziej mnie usypiała.
  Nagle poczułem się obudzony, choć byłem pewny, że nie spałem. Przetarłem zaspaną twarz i spojrzałem dookoła orientując się gdzie jestem, co robię i która jest godzina. Była noc, to na pewno, a na moich kolanach spoczywała głowa śpiącej Crystal. Miała na sobie jakby nocne ubrania, więc mogłem przenieść ją do sypialni. Przyzwyczaiłem wzrok do otaczającej nas ciemności i wstałem delikatnie biorąc dziewczynę na ręce. Lekko się jakby przebudziła, lecz nadal spała. Spokojnym krokiem dotarłem do sypialni i położyłem ją wygodniej na łóżku nieco przykrywając letnią kołdrą. Sam miałem na sobie dresowe spodnie, więc mogłem położyć się obok. Nim jednak to zrobiłem, wróciłem się do kuchni by napić się wody. W oczy rzucił mi się list, który wyjęła Crystal z szafki. Chwyciłem go z cichym westchnięciem i odruchowo wrzuciłem w papierologię policyjną, po czym przystąpiłem do wcześniej planowanej czynności. Czując jak bardzo jest gorąco, stwierdziłem, że zmiana spodni na krótsze będzie lepszym pomysłem. Po odłożeniu szklanki, wróciłem do pokoju i przebrałem spodnie, po czym położyłem się obok jasnowłosej, która leżała już na całości łóżka, dużego łóżka. Lekko się uśmiechnąłem i zamknąłem oczy zapadając od razu w sen.
  Kolejna pobudka nastąpiła już przez słońce odsłoniętej właśnie zasłony. Ktoś coś do mnie mówił, lecz przekręciłem się na brzuch i schowałem twarz w nieco zwiniętą poduszkę, którą objąłem rękoma. Wtem poczułem kogoś na sobie i była to oczywiście Crystal, która przystąpiła do drastycznych sposobów pobudki.
- Ile można spać - cicho mruknęła opierając chłodne dłonie na moich plecach.
- Tyle, ile trzeba - odparłem i spojrzałem na nią kątem oka.
Wiedząc, że Crystal nie odpuści, obróciłem się podniosłem się do siadu, zaś ona siadła obok. Przetarłem twarz i jedynie o czym teraz marzyłem, to chłodny prysznic i mocna kawa, która zdoła mnie obudzić. Wstałem więc z łóżka, chwyciłem na świeże ubrania i zawędrowałem do łazienki.
  Ogarnąłem się dość szybko i jak zwykle wyszedłem z nieco wilgotnymi włosami, które przeczesywałem dłonią. Wspólnie zjedliśmy jakieś śniadanie przy kawie i oczywiście nie mogło zabraknąć żartować, pomimo kilku poprzednich sytuacji. Może i dobrze.
Wypuściłem basiora na zewnątrz po jego śniadaniu i mogliśmy zająć się standardowym ogarnięciem domku, co w moim przypadku jest podstawą.
  Było jakoś południe, a dom wyglądał jak nowy. Siadłem na kanapie, żeby przejrzeć zaległe papiery z komendy. Wtem jednak obok mnie przeszła Crys, a mając nadal dobry humor, chwyciłem ją za uda i posadziłem na swoich udach. Teraz była chyba jedyna spokojna chwila, gdy mogłem spojrzeć w jej piękne oczy i oczywiście złożyć delikatny, a zarazem namiętny pocałunek łącząc nasze wargi. Poczułem jak mój organizm zwiększa swoją temperaturę, lecz nie było to spowodowane piromanią, a raczej.. miłością. Tak, miłością, więc raczej nie ma się co bać. Gdy nasz pocałunek ustał, pragnąłem jeszcze więcej, lecz nie chciałem być nachalny i hamowałem się jak mogłem.

Crystal? Nocne pisanie jest zuuee ;-; xd

Od Luhana CD Ivara

Pozwoliłem zrobić sobie makijaż przez osoby, które doskonale się na tym znały. Ja jedynie potrafiłem dbać o swoją cerę poprzez stosowanie różnych, odpowiednich diet, które pozytywnie na to wpływały. W Azji od najmłodszych lat jest stosowany nacisk na wygląd, na to co jemy, czego nie wolno… to wszystko jest wpajane od dzieciaka, przez co niejednokrotnie, gdy przechodziłem ulicami rodzinnego miasta miałem okazje spotykać ludzi, którzy byli na tyle chudzi, że wydawało się jakby za chwile mieli się złamać. Oczywiście, nie tylko takie osoby tam mieszkają, znajdzie się jakieś grono ludzi przy kości. Zagryzłem dolną wargę na samo wspomnienie ów miejsca. Czy tęskniłem za swoim rodzinnym miastem, za rodziną? Nie. To była dla mnie przeszłość, którą odrzucam w zapomnienie. Nie mogłem od tego uciec, ale mogłem o tym nic nie mówić, prawda? Mój konflikt z rodzicami nasilił się, i to przed samym moim wyjazdem do akademii, do miejsca, gdzie są w większym stanie mi pomóc niż oni sami próbowali. Trzeba doceniać starania, aczkolwiek nie zawsze są one dobrym rozwiązaniem. Czasami należy odpuścić, żeby utracić i uzyskać coś nowego.
Zamrugałem kilkukrotnie, gdy ktoś pomachał mi dłonią przed twarzą. Ah, czyli się zamyśliłem. Nic nowego. W ostatnim czasie coraz częściej mi się to zdarza, jednak wiadome jest to, że czasami jest to coś normalnego i potrzebnego, żeby móc odpocząć od rzeczywistości, która momentami potrafi być bardziej dobijająca niż można było ją posądzać. Mimowolnie spojrzałem w lustro, dostrzegając swoje odbicie. Na całe szczęście nie miałem tony makijażu na twarzy. Nie czułbym się z tym ani trochę dobrze. Już wystarczyło, że musiałem ubrać się w dość wyzywający strój i występować. Fakt, moje ciało było dobrze zbudowane, szczególnie jak w ostatnim czasie bardziej przyłożyłem się do dbania o swoją sylwetkę, a dzięki treningowi piłki nożnej nadal pozostawałem w ruchu, dlatego też w końcu zacząłem kłaść większy nacisk na to wszystko. Zapewne było to spowodowane wmawianiem takich rzeczy od dziecka. Dodatkowo, nie chciałem się źle czuć we własnym ciele, więc lepszym wyjściem jest wyrobienie sobie mięśni niżeli kolejnych kilogramów tłuszczu.
- Za dziesięć minut wchodzicie, przygotuj się i nie zepsuj układu – donośny męski głos przyciągnął moją uwagę, przez co spojrzałem w kierunku skąd dochodził. Szef najwyraźniej zbytnio nie był zadowolony z dzisiejszego obrotu sprawy, ale, cóż, nie tylko on. Ja także szczególnie się z zaistniałej sytuacji nie cieszyłem. Wiadome, dodatkowy zarobek… a coś za coś, w tym wypadku było to chwalenie się, a raczej przyciąganie napalonych mężczyzn, bądź jednych z bogatszych, którzy czasami potrzebowali się zabawić. Największym atutem owej pracy są wysokie wynagrodzenia i napiwki. Czy potrafiłbym się zdecydować na coś takiego, żeby robić to codziennie? Udostępniać swoje ciało całkiem obcej osobie, która potrzebuje chwilowego odprężenia? A nawet i dogadzania? Nie byłem do tego przekonany, wątpiłem w to. Jestem w stanie znieść taniec na rurze, bycie striptizerem nie jest takie złe, ale bycie jednocześnie prostytutką… to nie dla mnie. Nie potrafiłbym się zdecydować na tego typu dorobek.
Poprawiłem włosy, starając się wyzbyć niepotrzebnych myśli. Zmuszony byłem jeszcze się krótko rozciągnąć przed samym wyjściem. Nie chciałem naciągnąć żadnego z mięśni, ponieważ przez taką małą kontuzję musiałbym odpoczywać, a to zdecydowanie mi się nie widziało.
Cicho westchnąłem, w końcu wychodząc, gdy nadszedł moment opuszczenia „kulis” i przyszła chwila wyjścia na scenę, gdzie główną „atrakcją” dzisiejszego wieczoru była rura i osoba nazywana tancerzem bądź z góry narzucano miano striptizera. Niektórzy ludzie twierdzą, że jeżeli ktoś pracuje w takim „syfie”, w dodatku jest striptizerem – z góry nazywają [zwykle starsze panie] dziwką, która świeci tyłkiem dla zyskania większych pieniędzy. Fakt, w niektórych przypadkach się to pokrywa, ale, jak wiadomo, zawsze są jakieś wyjątki, które nie mając niż wspólnego z tym, co mówią inni. Jednym z przykładów jestem ja. Kocham taniec, mógłbym się temu oddać bez opamiętania. Taniec na rurze może i nie było to jednym z moich najśmielszych marzeń, ale lepsze coś takiego nic. Od dziecka siedziałem w tej dziedzinie. Zdarzało się, że nawet za młodu brałem udział w tańcu ulicznym. Jednym to odpowiadało, innym nie, ale pracę można było połączyć z pasją, jest to możliwe. A dzisiaj mogłem po raz kolejny zaprezentować swoje umiejętności i ciało, które od tej dziedziny stało się gibkie, co było dość dużym atutem, gdyż dzięki temu życie czasami [a nawet często] staje się łatwiejsze. Można sobie pozwolić na dodatkowe, trudniejsze ćwiczenia przy rozciąganiu stawów, które wcześniej były uniemożliwione przez brak stosowania zaleceń od trenerów.
Okrążyłem rurę kilkukrotnie, w końcu zaczynając tańczyć do układu, który wymyślili na dzisiejszy wieczór. Pokaz nie był jakoś szczególnie wymyślny, aczkolwiek wprawiający jednych z bardziej napalonych mężczyzn w szał, przez który nawet i rzucali coś na scenę, najczęściej pieniądze, czasami zdarzały się nawet i telefony, ale to zjawisko przestało się przejawiać. Założony strój sprawiał, iż moje uda były niemiłosiernie opięte. Nie mogłem jednak nic z tym zrobić, to lateks. Czasami trzeba się poświęcić, w końcu cel uświęca środki.
Patrzyłem w kierunku ludzi, którzy oglądali występ. Większość twarzy łatwo rozpoznałem, ponieważ to byli jedni ze stałych klientów, witający w klubie kilka razy dziennie, zdarzało się, że siłą trzeba było ich stąd wyprowadzać. Wśród znajomych twarzy wyłapałem jedną, która nie była mi aż tak dobrze znana. Choć rysy twarzy wydawały się znajome, tak przekonany nie byłem, czy znałem ów mężczyznę. Mogłem się mylić, ale nigdy nie wiadomo, a przecież wykluczyć nie mogę, że to ktoś minięty na mieście. Możliwości było dużo. Pomimo tańca, wzrokiem wciąż uciekałem do twarzy, której nie mogłem sobie przypomnieć. Również jasne włosy nic mi nie podpowiadały. Nie lubiłem tego uczucia; kojarzenia kogoś, ale możliwość przypomnienia sobie skąd dokładnie było praktycznie niemożliwe. Irytujące było życie w nieświadomości, jednak cóż mogłem zrobić? Wyczekiwać [o ile to się jeszcze kiedyś wydarzy] na spotkanie go po raz kolejny.
Będąc szczerym, mało kto przykuwał moją uwagę swoją osobą, to było wręcz niecodzienne. Niezbyt mój wzrok uciekał w kierunku obcych, zwykle patrzyłem przed siebie, przemierzając ulicami miasta, w którym ostatnio bywałem zdecydowanie częściej niż w akademii.
Występ dobiegł końca, dzięki czemu wszyscy się zaczęli powoli rozchodzić. Natomiast ja zacząłem zbierać ze sceny wszystkie banknoty jakie zostały tutaj rzucone. Choć nie tylko ja, Mark również się tym zajął. To były dodatkowe pieniądze, w dodatku dla nas, nie trzeba było ich oddawać.
Wszedłem za kulisy, przeliczając swój „napiwek”, a gdy dotarłem do przebieralni, oblizałem wargi, cicho wzdychając. Odnalazłem swoje ubrania, i od razu wyciągnąłem ze spodni portfel, chowając do niego swój dorobek zdobyty od klientów, następnie po raz kolejny chowając rzecz na miejsce, dopiero wtedy zabrałem wszystko i udałem się za parawan, zabierając się za pozbywanie lateksu, który niemiłosiernie ściskał moje nogi. Nie powstrzymałem się od przekleństw, czy krzyków irytacji. Kiedy udało mi się zdjąć nieprzyjemny materiał, zastąpiłem go tym, który wręcz ubóstwiałem i moje dolne kończyny nie były tak ściśnięte jak wcześniej.
Przebranie nie zajęło mi dużo czasu, w końcu mogłem spokojnie udać się do łazienki, myjąc spokojnie dłonie, które były obecnie czerwone przez utrzymywanie swojego ciała przy rurze. Chwila samotności została przerwana przez osobę wchodzącą do środka. Z jednej strony, przecież to normalne, było to ogólnie dostępne, więc nie było co się dziwić, lecz z drugiej – był to ten mężczyzna, który przykuł moją uwagę. - Cześć – mruknąłem, wracając do poprzedniej czynności. Tak cholernie ciekawiło mnie skąd go znałem, dlatego nie powstrzymałem się od patrzenia na twarz nieznajomego. – Jesteś tutaj pierwszy raz, co? – spytałem, mimowolnie przenosząc swoje spojrzenie na kolejnych klientów, którzy wchodzili do środka, mijając jasnowłosego, cicho mamrocząc parę przekleństw pod nosem, czyli norma. Wytarłem dłonie w papierowy, zielony ręcznik jaki znajdował się w pomieszczeniu. – Wyglądasz znajomo… spotkaliśmy się kiedyś? – zapytałem, podchodząc do mężczyzny, za którym znajdował się śmietnik. Nie dbałem o to, że swoim ramieniem otarłem się o to jego kiedy to nachylałem się w celu wyrzucenia niepotrzebnej rzeczy. Nie musiałem siedzieć w klubie kolejnych godzin, ponieważ moja praca dobiegła końca. Do mojej wypłaty zostanie doliczone za dzisiejszy występ, więc nie musiałem gonić za szukaniem go i powtarzaniu kwestii o moim zarobku. – Masz zamiar tutaj tak stać? Wyglądasz jakbyś zobaczył trupa… albo miał pierwszy raz taki widok jak dzisiejszy występ – westchnąłem, palcami pstrykając przed jego oczami, żeby przyciągnąć uwagę mężczyzny.

Ivar?

20 czerwca 2018

Od Ivara CD Luhana

Przyjemny, letni dzień nie zapowiadał się jakoś specjalnie ciekawie. Nic nie wybiegało poza normę, lekcje były równie interesujące jak oglądanie schnącej w tym skwarze farby, a i uczniowie, zbyt zajęci swoimi sprawami, nie gwarantowali jakiejkolwiek rozrywki dla umysłu. Nie dawali po sobie poznać, co ich męczy, trapi, irytuje. Zupełnie nie chcieli się otworzyć, nawet jeśli wcześniej mogłem czytać z większości jak z otwartej książki. Może to przez pogodę, może przez zmęczenie. Albo jeszcze przez to, że sam ostatnimi czasy zacząłem zamykać w sobie coraz więcej rzeczy, co utrudniało mi obiektywną obserwację, ponieważ wszystko miało w sobie przynajmniej odrobinę moich własnych emocji. To denerwowało i to bardzo, zwłaszcza, że u mnie z opanowaniem emocji jest trudno. Mimo, że próbowałem coś z tym zrobić, ba, nawet posłuchałem się rad brata, wszystkie plany płonęły na panewce, zanim zabrałem się za nie z całym swoim uporem i samozaparciem. A, że żaden człowiek nie lubi po raz kolejny przegrywać, zwłaszcza z takim przeciwnikiem jak on sam, przestałem walczyć i zaakceptowałem fakt, że zawsze będę emocjonalny, czy raczej wybuchowy. Wszystko jedno. Mam na ten moment większy problem, bardziej delikatnej natury. I to właśnie on sprawił, że musiałem zbudować wokół siebie mur, nieprzekraczalną barierę, która miała ukryć za sobą rzeczy, o jakich żaden postronny człowiek nie może się dowiedzieć. Zwłaszcza rówieśnicy i ojciec. Gdyby to wszystko wyszło na jaw... Mógłbym równie dobrze już pójść strzelić sobie w łeb.
Dlatego, kiedy kierowałem się do pokoju po lekcjach, doszedłem do wniosku, że muszę skierować swoje myśli ku czemuś innemu. Rozluźnić się nieco, zabawić na mieście, może poznać nowych znajomych. Wszystko po to, aby nie zastanawiać się tak dokładnie nad każdym aspektem własnego życia.
Po rzuceniu torby na wolne łóżko, usiadłem na parapecie z telefonem i zacząłem szukać ciekawych miejsc, gdzie mógłbym miło spędzić czas. Mimo, że im bardziej zagłębiałem się w temat, tym gorzej się czułem z własną decyzją, nie przestawałem przeglądać recenzji. Ostatecznie zdecydowałem się na jedną placówkę, dokładnie klub, gdzie to wiele osób zachwalało atmosferę i towarzystwo. No cóż, trzeba podjąć ryzyko.
Pomyślałem jednak, że jeśli pójdę tam, wyglądając w taki sposób, nikt nie weźmie mnie na poważnie, a być może nawet nie zostanę wpuszczony. Muszę więc coś z tym zrobić.
Wyciągnąłem z szuflady niewielkie pudełko, po czym skierowałem się do łazienki. Tam, próbując opanować drżenie rąk, założyłem szkła kontaktowe. Nie było to najprzyjemniejsze uczucie, jakie było dane mi doświadczyć. W końcu przypomniałem sobie, dlaczego nigdy nie używam kontaktów. Co się stało, to się nie odstanie, więc ściągnąłem okulary i odłożyłem je w bezpieczne miejsce. Po tym, jak przebrałem się w nieco bardziej luźne ubrania, byłem gotowy na podbój świata. Lub przynajmniej niewielkiej jego części.

***

Kiedy tylko znalazłem się we wnętrzu, zrozumiałem, że to była najgorsza decyzja w moim życiu. Jeszcze gorsza niż przyjazd do tej szkoły.
Typowy dla miejsca tego rodzaju wystrój, klienci również podpadający pod tę kategorię no i oczywiście scena. A tutaj wyjaśnienie, że może aktorzy potrzebują takiego układu, nie miało racji bytu. Jednym zdaniem, podjąłem fatalną decyzję.
Tłumacząc sobie, że jeśli wpadłeś między wrony, trzeba krakać tak jak one, chwilę posnułem się po wnętrzu, miejsce ostatecznie znajdując gdzieś pod ścianą. Wzrokiem przebiegałem po gościach, próbując poznać zamiary, zainteresowania czy zawód każdego z nich. I tym razem umysł zawiódł, czy raczej się zbuntował, zostawiając mnie niepocieszonego brakiem informacji oraz z myślą, że tamten koleś przy barze, co wpatruje się we mnie jak cielę w malowane wrota, to pewnie seryjny morderca. Dziękuję bardzo za pozytywne nastawienie do ludzi i życia.
Coś zaczęło się dziać, a na scenie pojawili się tancerze. Zamrugałem kilkukrotnie, jakbym liczył, że nagle obudzę się w pokoju, a wszystko okaże się tylko popieprzonym snem.  Jednak im dalej w las, to znaczy, w pokaz, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że ja niestety nie śpię. Że jestem tutaj, sam, ze ściśniętym przez emocje i nie tylko gardłem, wpatrując się w gibkie ciało Azjaty. Którego już kiedyś widziałem. Wpierw przejrzałem w pamięci japońskie seriale, na które udało mi się natrafić w którymś momencie życia. Później przywołałem z odmentów umysłu tabloidy, aby następnie przejść do twarzy, które mijałem na co dzień w szkole. Z racji tego, że uczniów o podobnym genotypie jest zaledwie trzech, sprawa była prosta.
Nie mogłem oderwać wzroku od chłopaka, obserwując każdy jego ruch, krok czy gest. Nie było to o tyle jakiekolwiek szczere zainteresowanie, co to to nie. Po prostu chciałem wiedzieć, kiedy będzie patrzył w tę stronę, aby prewencyjnie samemu odwrócić twarz. Mimo takich sprzecznych odczuć, postanowiłem porozmawiać z Azjatą, kiedy tylko będę miał możliwość. Z czystej ciekawości, licząc na to, że sam przy tym oświetleniu mnie nie rozpozna.
Zrobiłem tak więc, kiedy pokaz się skończył. Z wymuszoną uprzejmością, na miękkich od emocji nogach, przepchnąłem się przez podekscytowany tłum, mrucząc jedynie pod nosem przeprosiny. Z czystego najprawdopodobnie przyzwyczajenia.
Byłem już prawie na miejscu, kiedy to psychopata z baru pojawił się jakby znikąd. Rzecz jasna, z pewnością nie miał żadnych niepokojących myśli, lecz trudno to sobie wytłumaczyć, jeśli już jest się kłębkiem nerwów.
Spojrzałem na uśmiechniętą twarz mężczyzny, cofnąłem się pod kolumnę, aby nie tarasować drogi. Nieznajomy, jakby był do mnie uwiązany, zrobił to samo.
— Cześć — miał miły dla ucha głos, który być może doceniłbym w mniej dwuznacznej sytuacji — Widzę cię tutaj po raz pierwszy. Nie potrzebujesz może towarzystwa?
Po dłuższym namyśle i nieznacznym rozejrzeniu się na boki, pokręciłem głową.
— Nie... To znaczy, to moja pierwsza wizyta, ale naprawdę, poradzę sobie sam. Ale dziękuję za propozycję.
Dotyk na wierzchu mojej dłoni sprawił, że zadrżałem. To było takie obce, wręcz nierzeczywiste. Całe moje ciało krzyczało, żebym odtrącił rękę mężczyzny, lecz... Nie zrobiłem tego. Chciałem, aby ktoś mnie dotykał w ten sposób. Czuły, delikatny, zmysłowy, lecz mimo to męski i stanowczy.
Usłyszałem, że drzwi otwierają się, co wykorzystałem, odrywając się od nieznajomego i kierując się w tę stronę. Znalazłem się w łazience, rozgrzany i szarpany sprzecznymi uczuciami. Podniosłem wzrok, omiotłem spojrzeniem wnętrze pomieszczenia.
— Oh, witaj — wydusiłem z siebie na widok Azjaty, który właśnie mył ręce. Teraz już nie chciałem z nim porozmawiać. Chciałem stąd uciec i zapaść się pod ziemię.

< Luhan? >

Od Luhana (do Ivara)

Znużony ciągłym powtarzaniem pewnych rzeczy przez profesorów, w końcu zdecydowałem się trochę pozmieniać w swoim życiu. Coraz rzadziej uczęszczałem na zajęcia, co odbijało się na wzywaniu do głowy całej placówki. Tłumaczenie się „mam pracę” niczego nie wnosiło. Zmuszony byłem zmienić tryb życia i dostosować się do szkoły. Miałem inne wyjście jak przystosowanie się do tego? Rzucenie tego w cholerę. Mógłbym sam zacząć się uczyć panowania nad swoimi umiejętnościami, a także nad tym jakie możliwości jestem w stanie osiągnąć. Jednak jakoś szczególnie nie widziało mi się utrzymywanie na jednej z dzielnic, gdzie większość kamienic jest obdarta ze swoich dawnych atutów, i jedynie przyprawia o nieprzyjemne dreszcze. Nie, zdecydowanie mi się to nie widziało.
Dlatego też dzisiejszego dnia zrezygnowałem ze swojej pracy, dzwoniąc do szefa z samego rana, czyli gdzieś koło piątej. Dzisiejsza noc nie należała do tych lepszych, byłem zmęczony, nie sypiałem od tygodnia, może jedynie po godzinie, ewentualnie dwie. Tak – w moim życiu nie praktykowało coś takiego jak odpoczynek.
Doskonale wiedziałem, iż nie zasnę, więc najlepszym wyjściem będzie jeżeli wstanę i pójdę chociażby na siłownię, o ile będzie otwarta. Niejednokrotnie przejechałem się na tym, przez co kończyłem siedząc na ławce przed pomieszczeniem. Moja motywacja do wstania z łóżka była równa zeru. I tak jak chciałem wstać, tak zrezygnowałem na rzecz dalszego leżenia. Dostrzegłem w ostatnim czasie wiele sprzeczności w moim zachowaniu. Nie wiedziałem czym było to spowodowane. Pracą? Szkołą? A może sam na siebie miałem taki wpływ? Różnie bywało, nieprawdaż? Nie miałem co rozmyślać nad ową sprawą, jedynie wzruszyłem ramionami i przewróciłem się na drugi bok, spoglądając na współlokatora, który słodko drzemał. Zazdrościłem mu tego, ponieważ sam potrzebowałem snu, a co dostawałem w zamian? Tylko nieprzespane noce, wory pod oczami i zmęczenie. Dzisiaj musiałem pójść na… biologię, fizykę… ah, no i na francuski. Zapewne jeszcze jakieś lekcje się znajdą, ale nie nauczyłem się własnego planu przez niechęć i brak motywacji.
Pierwsze godziny mijały dość spokojnie, na większości spałem, a dzięki temu mogłem odpocząć po nieprzespanych nocach. I wszystko byłoby naprawdę piękne, gdyby nie wiadomość jaką otrzymałem od jednego ze swoich współpracowników. Zawsze lubiłem sobie dorobić, więc zostawałem dłużej niż powinienem, ale dzięki temu moje zarobki znacznie wzrosły. Wracając, smsa, którego dostałem był od jednego ze striptizerów. Okazało się, że potrzeba jeszcze jednej osoby, ponieważ Alec, jeden z najlepszych striptizerów w klubie – nie może się dzisiaj pojawić, ponieważ zmuszony był wyjechać w rodzinne strony przez jakieś konflikty. No i cóż… złożyło się tak, że byłem ostatnią deską ratunku, dlatego zgodziłem się. I choć kilka razy zdarzyło mi się kogoś zastąpić… tak zwykle trwało to godzinę, nie całą noc. Cicho westchnąłem, kierując się na trening. Czyli dzisiaj także nie będę siedział do końca, o siedemnastej muszę stąd wyjść, a dotarcie tam taksówką zajmie mi dobre pół godziny. Żyć nie umierać, sam się na to pisałem.

***

Znalezienie się w klubie tym razem było dla mnie odrobinę bardziej stresujące niż wcześniej. Od dwudziestu minut Mark przypominał mi w jakiej kolejności wchodzimy, kto idzie na boczne… i kto na główną. Chociaż tyle dobrego, że nie będę musiał być na głównej scenie, gdzie zwykle jest większość napaleńców, aczkolwiek tam dostaje się cholernie dużo pieniędzy, no ale cóż, trzeba się cieszyć z tego, gdzie będę zmuszony występować. Jednym z atutu mojej pracy jest to, iż mało kto z akademii tutaj przychodzi, może raz na jakiś czas, ale nie dzień w dzień. Najprawdopodobniej spowodowane jest to tym, że nie ma tam osób homoseksualnych, czy biseksualnych, w szczególności mężczyzn; przynajmniej ja ich nie spotkałem. Oby dzisiejsza praca mnie dzisiaj nie zaskoczyła jakimś z towarzyszy ze szkoły, bo wtedy może nie być zbytnio ciekawie.

<Ivar?>

19 czerwca 2018

Od Ivara (Do Nelly)

Dlaczego większość lekcji jest tak nudnych? Zero zaangażowania nauczyciela w wykładanie przedmiotu, zero chęci do życia w uczniach i zero skupienia na słowach innych z mojej strony. W sumie, to całą matematykę przesiedziałem z książką na kolanach. Przynajmniej dowiedziałem się, dlaczego Olivier tak bardzo nienawidził Cassie. Okazało się, że młoda adeptka czarodziejskiej szkoły ognia była córką wuja Oliviera, należącego do innej, wrogiej akademii powietrza. A, że chłopakowi od dziecka wmawiano, że jego ojciec zginął z rąk brata, swój gniew przelał na niewinną Cassie. Niby logiczne myślenie, bo mag miał rację - do morderstwa rzeczywiście doszło. Lecz we wszystko był zamieszany Lord Sullivan, co sprawiało, że cała teoria Oliviera poszła w diabli.
Jednak jemu nie zdawało się to przeszkadzać, gdyż nadal nienawidził kuzynki.
Lekturę przerwał mi nagły, dziwny dźwięk. Niechętnie podniosłem głowę, palcem zaznaczając miejsce, gdzie skończyłem czytać. Następnie rozejrzałem się po klasie, skupiając się głównie na uczniach w niej przebywających. Każdy z nich, z tego, co ujrzałem, również wydawało się być zdziwione pojawieniem się odgłosu. Jakiś odważniejszy siwek podszedł do okna, po czym wyjrzał na zewnątrz. Przez chwilę nic się nie działo, więc byłem już gotowy wrócić do czytania, kiedy to chłopak nagle cofnął się i wskazał bez słowa w przestrzeń nad lasem. Zaledwie moment później, już nic nie byłem w stanie zobaczyć, bo klasa okupowała okna. Słyszałem jedynie podekscytowane głosy, szepty "Czy to smok?" i dźwięk towarzyszący robieniu zdjęć. Nie chcąc siedzieć w tym podekscytowanym jazgocie ani chwili dłużej, wrzuciłem swoje rzeczy do torby, wstałem z krzesła i bez słowa wyszedłem z klasy. Według zegarka, przerwa i tak się zbliżała, więc raczej nikt nie będzie miał mi tego za złe.
Jak się okazało, poszedłem z deszczu pod rynnę. Korytarz, nie dość, że wąski to jeszcze pełen uczniów, którzy opuścili wcześniej zajęcia, był przepełniony rozmowami o smokach, apokalipsie i jakieś animowanej bajce o tych gadach.
Mamrocząc pod nosem przekleństwa i złorzecząc na nadwrażliwy słuch, postanowiłem pójść do, moim zdaniem, najcichszego miejsca w szkole - biblioteki.
Tam, dzięki Bogu, była jedynie Nelly. Uśmiechnąłem się przyjaźnie do dziewczyny, z którą niejedno ostatnio przeszliśmy, po czym podszedłem do stolika. Westchnąłem ciężko, zajmując miejsce naprzeciwko dziewczyny.
— Wszyscy mówią od kilkunastu minut tylko o jakiś cholernych smokach — Wyciągnąłem swoją książkę, z ciekawości zerkając na tom, który przeglądała Nelly. Ku swojej zgrozie, ujrzałem tam rycinę latającego gada.
— I ty, Brutusie...?

<Nelly?>

Od Jerrego CD Harriet

     Gdy koszulka wylądowała na kanapie obok od razu poczułem lekki chłód owiewający nagą skórę, ale również zaciekawiony wzrok dziewczyny z naprzeciwka. Na moją twarz wpłynął prawie niezauważalny uśmiech pomieszany z satysfakcją, gdy ujrzałem jej rozciętą wargę. Lekko zaczerwienione miejsce dawało do zrozumienia, że Harriet zrobiła to sobie przed chwilą i to wcale nie specjalnie. Z rozciętej wargi upłynęło minimalnie krwi, ale to i tak wystarczyło, aby zachęcić mnie do wykonania kolejnego ruchu. Wychyliłem się nieco opierając łokcie o blat uważając przy tym na karty i resztę sprzętu, a następnie wysunąłem przed siebie prawą rękę. Kciukiem powoli starłem czerwoną maź z równie czerwonych warg wampirzycy i wróciłem na miejsce unosząc kącik ust. Jasnowłosa przez chwilę patrzyła na mnie z lekkim zdezorientowaniem co wprowadziło na jej twarz nikły grymas. Zjechałem spojrzeniem na karty, które bardzo dobrze mi się dobrały i wyłożyłem talię na stół triumfalnie się szczerząc. Harr przypatrzyła się kartom i lekko potrząsając głową zmarszczyła brwi.
- Rozproszyłeś mnie - stwierdziła nieco oburzona.
- Uhm, dobrze wiedzieć - uniosłem jedną brew nie mogąc przestać się szczerzyć i to z niejednego powodu.
- Głupek - mruknęła zirytowana i obejrzała się uważnie zastanawiając się, co zniknie z niej jako następne.
Skrzyżowałem ręce na piersi przekręcając lekko głowę i w niecierpliwości oczekiwałem rozwiązania, jakie wymyśliła wampirzyca. Gdy na jej twarz wpłynął szelmowski uśmiech, już wiedziałem, że mi się to nie spodoba. Długo nie musiałem czekać, gdy dookoła Harriet wytworzyła się lekka i jasna mgła, która jednak nie pozwalała ujrzeć mi jej dokładnie.
- Ty tak serio? - westchnąłem przewracając oczami, ale postanowiłem cierpliwie czekać na rozwój sytuacji.
W końcu mgła nie będzie unosiła się tak wieczność. Zmarszczyłem lekko oczy gdy zaczęła ukazywać mi się niewyraźna sylwetka dziewczyny. Na tym etapie udało mi się stwierdzić, iż pozbyła się bluzki co było dla mnie zdziwieniem. Spodziewałem się kolejnego chytrego zagrania, chyba że właśnie to było tym zagraniem. Możliwe, że przyjęła moją własną taktykę, a muszę przyznać, że zadziałało. Nagle w pomieszczeniu zrobiło się niesamowicie duszno i nie byłem pewien czy to tylko i wyłącznie wina mgły wcześniej wytworzonej przez gracza siedzącego naprzeciwko. Z lekkimi trudnościami oderwałem wzrok od dobrze umięśnionego brzucha dziewczyny, ale również od dopasowanego biustonosza. Niestety musiałem przenieść wzrok na jej niewzruszony zaistniałą sytuacją wyraz twarzy i musiałem przyznać, że mi z trudem przychodziło nałożenie takiej skutecznej maski. Jedyne na co było mnie stać to głupi uśmiech i różowe rumieńce na policzkach, o których obecności sam dobrze wiedziałem. W końcu pokiwałem głową zbierając karty ze stołu chcąc je ponownie przetasować, ale zatrzymała mnie dłoń wampirzycy, która spoczęła na moim nadgarstku. Harriet pociągnęła mnie w górę, na równe nogi przez co wypuściłem karty, które rozsypały się na blacie. Na chwilę straciłem ją z oczu, gdy powędrowała do mojego telefonu chcąc zmienić utwór, jak się okazało, na nieco łagodniejszy, ale wpadający w ucho. W między czasie schyliłem się w poszukiwaniu koszulki, którą miałem zamiar założyć pomijając fakt, że temperatura do tego nie zachęcała. Nim zdążyłem w ogóle złapać za biały t-shirt ciepła ręką ponownie zacisnęła się na moim nadgarstku odciągając mnie od stolika, na którym wcześniej zaciekle walczyliśmy o wygraną. Gdy stanąłem naprzeciwko Harriet, dopiero zwróciłem uwagę na piosenkę, której melodia wydobywała się z głośników. Przyjąłem odpowiednią postawę przez co na twarz cisnął mi się rozbawiony uśmiech. Odsunąłem się nieco aby wykonać taktowny ukłon obserwując przy tym jak wampirzyca powtarza moją czynność. Wtem przyciągnąłem ją do siebie, kładąc jedną rękę na jej talii, zaś drugą zamykając na jej mniejszej dłoni. Palce pozostałej ręki ułożyły się na moim ramieniu i mogłoby się wydawać, że odwalimy zaraz niezłego walca, ale tancerzami to my dobrymi nie byliśmy. Zaczęliśmy poruszać się dosyć żwawo dopóki jedno i drugie nie deptało sobie palców i nie popychało partnera, który zderzał się z różnymi meblami. Nasze rozgrzane, ale i wciąż nieprzyodziane ciała przylegały do siebie wraz z każdym potknięciem lub pomyłką. Mi przynajmniej wcale to nie przeszkadzało, a nawet czasami specjalnie wykonywałem zły ruch. Podczas tych prób oczywiście nie obyło się bez żartobliwych wyzwisk i masy śmiechu. W końcu opadliśmy oboje na kanapę cicho dysząc i parskając ostatkami śmiechu. Odwróciłem spojrzenie na Harriet, której głowa odchylona była w tył i wsparta o oparcie kanapy. Dopiero teraz mogłem zaobserwować zmiany, którym uległa dziewczyna. To nie tylko to, że jej włosy miały inny kolor, ale sam wyraz jej twarzy różnił się od dawnego, tradycyjnego. Bez wahań mogłem przyznać, że podobało mi się to, ale również, że stęskniłem się za nią niemiłosiernie.

Harr? ♥ x>

Od Jonathana CD Ivara

     Droga do pokoju dłużyła mi się niesamowicie chociaż z drugiej strony doceniałem chęci chłopaka. Przynajmniej poznam trochę terenów tej szkoły, no i przyda się znaleźć sobie jakieś własne miejsce, w którym będę niezauważalny. Tak, zdecydowanie przyda się taki kącik. Gdy z zainteresowaniem przyglądałem się zielonym liściom na wysokich drzewach, blondyn oznajmił, iż wchodzimy do internatu. Skrzywiłem się, gdyż korciło mnie aby odwiedzić las tak pięknych drzew, ale i tak poszedłem za chłopakiem do środka. Korytarze wyglądały tutaj prawie identycznie  jak w Akademii, co oznaczało, że z trudem będę ogarniał w którym budynku właściwie się znajduję. Westchnąłem na tyle głośno, że mój towarzysz spojrzał na mnie z irytacją, ale prowadził mnie dalej. Przeszliśmy kilka klatek schodowych aż dotarliśmy do mojego pokoju. Wyciągnąłem klucz z kieszeni aby porównać jego numerek do numerka w drzwiach. Oczywiście się zgadzał więc odetchnąłem z ulgą i odwróciłem się do nieznajomego, którego imienia jeszcze nie miałem zaszczytu usłyszeć. Skinąłem lekko głową w podziękowaniach i począłem rozprawiać się z zamkiem w drzwiach.
- Tak w ogóle, jestem Ivar. Ivar Biorg Svensson dokładnie - zagadał, w sumie poprzedzając moje pytanie - A ty, nowy członku naszego bractwa Agentów z Williston?
- Jonathan Whelby, ale do agentów to ja się chyba nie nadaję - przedstawiłem się i stwierdziłem z lekkim uśmiechem.
- Jeszcze wszystko przed tobą - Ivar wzruszył ramionami rozglądając się dookoła - W takim razie rozgość się w pokoju, a jakby co to wiesz gdzie mnie szukać.
Pokiwałem głową z wdzięcznością i pociągnąłem za klamkę i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że skąd mam niby wiedzieć gdzie go znaleźć. Odwróciłem się szybko szukając blondyna wzrokiem, ale nikogo już tam nie było. Zostało mi w takim razie mieć nadzieję, że natknę się na niego gdzieś na przerwach. Westchnąłem cicho i wszedłem do pokoju.
     Ogarnąłem u siebie całkiem niewiele, ale nigdy nie lubiłem się urządzać czy przynajmniej rozpakowywać. Pomyślałem jedynie o zabraniu ze sobą swojego zwierzaka, po czym opuściłem pomieszczenie. Wydostałem się na korytarz usiłując przypomnieć sobie drogę do wyjścia. Przełknąłem ślinę czując się niepewnie w otoczeniu, którego dobrze nie znałem. Powoli ruszyłem wzdłuż korytarza chcąc odnaleźć przynajmniej klatkę schodową. Wybitnie trudnym zadaniem to nie było, więc po chwili sterczałem na parterze. Tutaj zaczęła się większa łamigłówka i stwierdziłem, że nagle straciłem orientację w terenie. Może to po prostu dlatego, że jestem rozkojarzony, a przede wszystkim nieźle zagubiony. Mimo licznych obaw ruszyłem w wybranym kierunku nie mając pojęcia gdzie trafię. Niestety po postawionych dwóch krokach musiałem się zatrzymać, gdy to małe łapki mojej fretki zwinnie przemierzyły nogawkę spodni. Odwróciłem się w kierunku, w którym pobiegł Cent i rzuciłem się za nim o mało nie lądując na twarzy przy starcie. Szybko jednak złapałem równowagę i biegłem za moim towarzyszem usiłując nie stracić go z oczu. Oczywiście jak na złość fretka zniknęła za rogiem, więc ruszyłem prosto w tamtą stronę nie myśląc nawet o tym, że tuż za rogiem może się ktoś przechadzać. Okazało się, że warto było wpaść na taki pomysł, ale jedyne na co wpadłem to niska postać jakiegoś ucznia.
- Cholera, przepraszam - bąknąłem, ale nie zwracając uwagi na osobę, którą potrąciłem, pobiegłem dalej w poszukiwaniu zwierzaka.
- No no! Nie sądziłem, że Jonathan tak się wyraża! - usłyszałem głośne parsknięcie za plecami i bez spoglądania za siebie mogłem rozpoznać, że głos należał do Ivara.
Nie odpowiedziałem na te słowa tylko skupiłem się na dogonieniu Centa. Na szczęście miałem go na widoku i na dodatek biegł po prostej więc pewniej przyspieszyłem. Gdy byłem wystarczająco blisko, zagrodziłem towarzyszowi drogę przez co wpadł na moją nogę zataczając się w tył. Zanim zdążył odnaleźć się w zaistniałej sytuacji uwięziłem go już w swoich objęciach. Spojrzałem na niego karcącym wzrokiem zanim odłożyłem go na swoje ramię. Fretka nieco speszona, ale również zdyszana schowała się pod materiałem czarnej bluzy i postanowiła już nie wyrządzać więcej strat. Zdyszany poprawiłem włosy, które podczas biegu utraciły swój znośny stan i obróciłem się w końcu odnajdując drzwi wyjściowe, przy których stał Ivar machając do mnie ręką. Widać po jego minie, iż robił to z litości, ale i tak postanowiłem do niego dołączyć mając zamiar przynajmniej przeprosić za zaistniałą wcześniej sytuację.

Ivar? c:

Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony