23 lutego 2018

Od Lowen cd Leo

Oprócz upadku, miło leżało się na piersi chłopaka, dodatkowo będąc owiniętą skrzydłami... Mimo wszystko, musiałam mieć pewność, że z nim wszystko w porządku. Ja miałam ten zaszczyt uniknąć mocnego lądowania, co innego Leo. W końcu upadek z wysokości często kończy się wstrząsem lub złamaniem, jednak zapewnił mi że żadne z tych rzeczy na pewno się nie wydarzyło. W końcu, niechętnie spojrzałam na ciała, oraz martwe oczy właścicieli. Nawet gdy wszystkie mięśnie były bezwładne, wyglądali jakoś złowieszczo, może za pośrednictwem blizn na twarzach, może broni schowanej w skórzanej pochwie, a może po prostu moja wyobraźnia nieco szwankuje.
- Wyjścia nie mamy.- Westchnęłam, rozpoczynając oględziny.- Wezmę tego.- Wskazałam mężczyznę, który na oko wyglądał na 40 lat. Jak mówiłam, każdy z nich miał blizny, tego jednak zainteresowały mnie bardziej. Nie wyglądały jak po ostrzu, draśnięciu, ani po niczym innym co może zadać człowiek. A więc chyba wprawieni byli w boju z nieludźmi. Jedno z jego oczu, wydawało się zamglone. Moim zdaniem, zaćma. Zdarza się. Co jeszcze? Podpatrzyłam, jak Leo przeszukuje kieszenie i ogląda broń jednego z pozostałych. Poszłam w jego ślady. Kieszenie miał pełne czegoś, co wyglądało jak ziemia, ale nie była to zwykła czerń. Wzięłam więc trochę do kieszeni bluzy, później więc będzie można dokładniej to obadać, po czym przewróciłam go na drugą stronę. W tedy, nawet dla zwykłego nosa poczuć można było obrzydzający zapach krwi i gnijącego mięsa. Oboje zakryliśmy usta i nosy w dłoniach, ja dodatkowo wstałam i cofnęłam się o kilka kroków. Od razu poczułam, jak śniadanie wraca mi do gardła, a głowa lekko zawirowała. Nie czując się zbyt dobrze, nie mogłam do końca pojąć co brunet do mnie mówi.- Muszę usiąść.- Machnęłam szybko ręką, opierając się o pobliskie drzewo.
- Mam ja to dokończyć?- Zaproponował, klękając przede mną, a rękę kładąc pokrzepiająco na moim kolanie. Kiwnęłam z wdzięcznością głową. To, nie śmierdziało jak zwyczajne, wewnętrzne rzeczy. TO przypominało gnijące od dobrych kilku miesięcy ciało. Zastanowił mnie to, więc po szybkim odpoczynku zagryzłam zęby i podeszłam bliżej.
- Dziwne...- Mruknął chłopak.- Znalazłaś przy nim coś jeszcze?- Odwrócił głowę w moim kierunku. Zorientowałam się, że znalazłam. Z kieszeni wyjęłam zabrany wcześniej, czarny, grudkowaty "piasek".
- Nie wiem co to, ale nie wygląda jak zwykła ziemia.- Powiedziałam przez nos, starając się wdychać powietrze buzią. Czy to w ogóle zdrowe, wdychać te opary?- Pachnie jakoś dziwnie, a on cuchnie jakby leżał u od miesięcy.- Podsumowałam na głos. W tedy, Leo zerwał się i obrócił resztę ciał. Z zaciekawieniem podążałam za nim.
- Nie tylko on. Nie stójmy tu.- Powiedział szybko, cofając nas na "bezpieczną" odległość. Zapach, był jeszcze gorszy, już miałam ochotę zwrócić wszystko, lecz w tej chwili spłoszył nas dźwięk łamanych gałęzi. Naszła mnie myśl, że jeden z łowców się ukrył. No cóż, nie myliłam się. Po wymianie spojrzeń z mężczyzną, pognaliśmy do przodu. Zatrzymując się trochę dalej, uniosłam rękę w górę i stanęliśmy w miejscu, nasłuchując. Zapach jaki poczułam dochodził z lewej strony. Pokierowałam nas tam.
- Dobrym pomysłem, jeśli znajdziemy innego łowcę, będzie przesłuchanie go. Prawda?- Spytałam zanim jeszcze przystąpiliśmy do działania.
- W ostateczności, tak.- Wzruszył ramionami i pewnym krokiem zrobił krok w kierunku miejsca, gdzie zapach był najmocniejszy. Minęła chwila i za fraki wyciągnął niskiego wzrostu mężczyznę. Ten, przyglądał mi się, aż poczułam się nieswojo. Założyłam ręce na piersi i wbiłam wzrok w jego oczy.
- Chyba mamy do pogadania.- Mruknęłam głośno.- Ale nie tutaj.- Spojrzałam na Leo w nadziei, że zna jakieś miejsce gdzie będzie można w spokoju, oczywiście jeśli zakładnik niczego nie odwali, dowiedzieć się przydatnych rzeczy.

Leoo? Ja nic nie słyszałam, ja nic nie wiem xd

22 lutego 2018

Od Megan CD Ben'a

- Hmm. Dobry pomysł. Fajnie będzie gdzieś się wybrać. - wzięłam ostatni kęs mojego dania
Po chwili do domu weszły dziewczyny. Wyglądało na to, że bardzo dobrze się bawili. Nie powiem dziewczyny były już dość wstawione, a ich oczy bardzo czerwone. Zaprowadziłam ich do drugiego pokoju, aby poszły spać. Byłam także zdziwiona, że tym razem tymi odpowiedzialnymi okazała się płeć przeciwna, jednak oni sami byli zmęczeni całonocną imprezą i targaniem dziewczyn, więc sami położyli się spać. Zamknęłam drzwi, aby nic im nie przeszkadzało. A sami z brunetem ustaliliśmy kiedy mam się wybrać na festyn. Rankiem nie miało to najmniejszego sensu, ponieważ kiedy jest ciemniej wszystko ładnie się świeci i jest ten przyjemny klimat. Domyślałam się, że reszta będzie spać do wieczora kiedy my już pójdziemy, więc nawet nie pytałam się ich czy wybierają się z nami.
***
W końcu nadszedł czas, w którym mieliśmy już pomału wychodzić. Ubrałam się dość luźno, mój makijaż też nie był dość ciężki. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Moje oczy ujrzały wielkie grono ludzi i wiele atrakcji. Od razu rzucił mi się w oczy wielki młyn diabelski.
Kupiliśmy bilet i weszliśmy. Za bramą było o wiele jeszcze więcej osób, a także bardzo głośno. W powietrzu było czuć różne przekąski. Po bokach stały butki z zabawami jak zawsze można było w nich coś wygrać, choć ja nigdy nie miałam do takich szczęścia, więc je sobie odpuszczałam. Jednak najbardziej co uwielbiałam w takich miejscach to wada cukrowa, której i także tu nie zabrakło. Kierując się dalej można było zobaczyć scenę, na której za około godzinę miał się odbyć pierwszy występ. Znajdowało się tu tyle rzeczy, że sama nie wiedziałam od czego mam zacząć. W końcu jednak zdecydowaliśmy, że najpierw pójdziemy po watę cukrową. Wata sama w sobie była dużych rozmiarów. Od razu wzięłam kawałek i przypomniało mi się jak przychodziłam do wesołego miasteczka z rodzicami. Nigdy nie kończyłam waty i oddawałam ją tacie. Co dziwne najmniejsza kolejka była do młyna diabelskiego, więc i tam był nasz drugi punkt pójścia. Przechodząc nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Była to "Kissing Booth", czyli budka pocałunków. Pamiętam, że sama kiedyś w takiej uczestniczyłam. Do dziewczyny siedzącej po drugiej stronie była dość długa kolejka i się nie dziwię, ponieważ dziewczyna była bardzo ładna. Wszystkie pieniądze zebrane na festynie miały być przekazane na chore dzieci, więc uważam, że jest to dość szczytny cel.
- A może tam pójdziesz? - wskazałam palcem na budkę pocałunków z uśmiechem

Ben?

21 lutego 2018

Od Leo CD Lowen

Wpadłem w tok myśli by szybko przeanalizować propozycję dziewczyny. Nie było co wybierać i wziąłem spokojny wdech podpierając łokcie o kolana.
- Myślę, że nie ma co denerwować starszego - zacząłem i lekko westchnąłem - Ma swoje lata, a my młodzi i zdolni damy radę - dodałem lekko szturchając łokciem białowłosą. Spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.
- Tak myślisz ? - wróciła spojrzeniem na zachód słońca.
- Mhm - przytaknąłem również obserwując chowające się słońce. - Trzeba tylko poszukać jakieś informację na ten temat - dodałem.
- Jutro z rana w bibliotece - oznajmiła spoglądając na mnie. Przytaknąłem również odwracając na nią spojrzenie, jednak zaraz musiałem je opuścić. Nieznacznie westchnąłem i wstałem patrząc na drogę powrotną.
- Jednak teraz mamy inny problem - powiedziałem patrząc w dół stojąc przy krawędzi. Zaraz poczułem obecność Lowen obok mnie - Nie mamy normalnej drogi powrotu - dodałem.
Znajdowaliśmy się na półce skalnej, w bez sprzętu wspinaczkowego nie mamy żadnych szans.
- Jesteś pewny co do skrzydeł ? - spytała z lekką niepewnością.
- Co do rozkładania nie ma problemu, gorzej z chowaniem - wyjaśniłem i skupiłem się na wydostaniu czarnych skrzydeł. Nieco się odsunąłem i rozprostowałem je najbardziej jak mogłem.
- Ale jak coś się stanie.. zabiję Cię - ostrzegła mnie z nutką humoru.
- Zabijesz martwego? - mruknąłem unosząc brew. Dziewczyna westchnęła i nieco się zaśmiała.
Ponownie wziąłem ją na ręce i wbiłem się w powietrze. Wiatr przyjemnie nas unosił, przez co nie musiałem zużywać energii na machanie skrzydłami. Ich szum był przyjemny dla ucha, lecz nie ma co, było trochę zimno. I wszystko byłoby okey, gdyby nie dziwne uderzenie w prawą kończynę. Automatycznie zrobiłem beczkę i jeszcze bardziej trzymałem Lowen przy sobie. Zaraz poczułem kolejne i niemalże białowłosa wyleciała z objęcia. Złożyłem skrzydła i nieco zniżyłem lot, a przez to prędkość uległa zwiększeniu. Jednak ktoś miał inny plan i poleciała trzecia fala uderzenia, które znacznie mnie oszołomiła. Widząc, że drzewa są zbyt blisko nas, owinąłem nas skrzydłami i z impetem uderzyliśmy w ziemie. Plecy na pewno ucierpiały, a o wyrostkach nie wspomnę, gdyż leżałem na ziemi, a Lowen na mnie. Słyszałem pisk w głowie, lecz pomimo oszołomienia nie puściłem dziewczyny z rąk. Czułem jak się rusza i nie wyglądała na osłabioną. Chłodną dłoń skierowała do mojej szyi po czym na twarz. Tak, skrzydła nadal były owinięte wokół nas, leczy była przestrzeń by lekko się oderwać od siebie. Lowen chciała coś powiedzieć, lecz cicho syknąłem uciszając ją. Nie jesteśmy sami. Pomimo aktywnych skrzydeł, wytworzyłem nieprzyjemne pole, które powodowało wewnętrzne krwawienie. Od razu dało się usłyszeć krzyki czterech mężczyzn, którzy szybko padli na ziemie. Dopiero teraz rozłożyłem czarne wyrostki, które położyły się bezwładnie na podłoże. Otworzyłem oczy i nieznacznie westchnąłem.
- Nic Ci nie jest ? - spytałem obserwując białowłosą.
- Jest dobrze - odparła podnosząc się ze mnie. A tak przyjemnie było jak leżała. - Lecz Ty..
- Bywało gorzej - przerwałem jej i podniosłem się do siadu.
Spojrzałem na nią by się upewnić co do jej stanu, lecz była nienaruszona. Tyle dobrego. Odwróciłem wzrok na mężczyzn, którzy leżeli martwi. Wyglądali tak samo, czyli byli to łowcy. Poprawiłem nieco włosy oraz okulary, po czym skupiłem się na wyrostkach. Podniosłem je i nie obyło się bez strzelania stawów, lecz nie były uszkodzone. Dość szybko udało mi się je schować i wstałem.
- Okazja by ich przeszukać - powiedziałem wskazując na zwłoki.
- Leo - podeszła do mnie i stanęła naprzeciw - Na pewno jesteś cały ? To był mocny upadek.
- Podczas krótkiej misji byłem znacznie bardziej poturbowany - wyjaśniłem - Więc, jest dobrze - dodałem i lekko się uśmiechnąłem. Dziwne uczucie, jak ktoś martwi się o moje zdrowie. Mało kiedy ktoś się tym przejmował. - Szukamy..? - wskazałem ponownie na łowców.

Lowen ? Keriś twierdzi, że miłość wisi w powietrzu, ale ja nic nie wiem :x B))

Od Lowen cd Leo

Gest chłopaka sprawił, że poczułam się wręcz wyjątkowo tym, że mi zaufał. Może to brzmieć głupio, ale serio, to było coś czego przez dłuższy czas nie zaznałam. A dokładniej od 6 klasy podstawówki, ogólnie głupia historia. Widziałam jak niechętnie rozmawia o sobie, tym bardziej jestem mu wdzięczna że zechciał mi to wyznać. Nie często słyszałam o demonach, nie wiedziałam więc o nich wiele...a na pewno nie wiedziałam, że gdy byliśmy tuż przy ziemi, Leo nagle rozłoży czarne skrzydła i po prostu odleci od łowców. Nie miałam zamiaru tam skakać, ale on bez zbędnych słów po prostu wziął mnie na ręce i uczynił co uczynił. Szczerze nie miałam odwagi spojrzeć w dół, nie ze względu na lęk wysokości, ale to, że w każdej chwili skrzydła mogą zawieść. Wszystko czasem zawodzi, nawet dary, o czym sama się dowiedziała. Dla tego więc wolałam schować twarz w jego torsie. Gdybyśmy zginęli, dałabym mu z liścia. Straszyć tak kobietę! Ale, no, nie mogłam. W końcu to nas uratowało przed nadchodzącą hordą.
- Wow....- Odchrząknęłam w końcu, z rozszerzonymi oczami patrząc na spokojną twarz chłopaka.- To było...takie...piękne!- Wyrzucając swoje blade ręce wysoko w górę, spłoszyłam go chyba, bo cofnął się o mało nie upadając. Ten jednak powstrzymując niewielki uśmiech poprawił się i odwrócił w moją stronę.
- Co było piękne?- Dopytał, zakładając ręce na kark.
- No te...no. Skrzydła.- Odparłam po zastanowieniu. Gdy chowałam głowę w jego torsie, przyglądałam się im. Były czarne, nie nazbyt wielkie, ale idealne, by unieść ze dwie osoby. Przypominały mi krucze.
- Co?- Zaśmiał się cicho, poprawiając okulary na nosie.- Takie coś nie może być piękne.- Zaprzeczył szybko, pochylając ku mnie głowę.
- Ale jest, a do tego uratowało nam życie.- Uniosłam kącik ust, tak jak to zrobił brunet i usiadłam na mniejszym kamieniu na skalnej półce. Leo uczynił to samo i ponownie siedzieliśmy obok siebie, wpatrując się w piękny horyzont. Niebo, akurat przybrało kolory czerwieni, pomarańczy, różu i złota. Było piękne.
- Co racja to racja.- Odpowiedział na moje wcześniejsze stwierdzenie, po czym wygodnie oparł się o kamienną ścianę.- Zastanawia mnie, co łowcy tam robili...- Odwrócił głowę w moją stronę. Wzruszyłam bezradnie ramionami i wciągnęłam gwałtownie powietrze.
- Przecież nie mają tu wstępu, a co, jeśli pójdą dalej? Chyba rozsądnie byłoby powiedzieć dyrektorowi..- Odparłam ze zmartwieniem.- Albo przynajmniej dowiedzieć się co knują. Wyczułam od nich wiele zapachów, niektóre nie należały do nich.
- Potrafisz tak po prostu to wyczuć?- Spytał z nutką uznania, nieco zbaczając z toru rozmowy.
- Takie życie Ghula.- Opuściłam na chwilę wzrok i spojrzałam w bok.- Każda krew pachnie inaczej.
- A jaki ja mam zapach? Potrafisz go opisać?- Przybliżył się nieco z wielkim, ciekawskim uśmiechem, czekając na moją odpowiedź. Postanowiłam go nie zawieść.
- Jest...ostry. Jak brzytwa. Ale, czuję w nim też słodycz, taką pachnącą, owocową słodycz. Takie trochę połączenie mroku i jasności?- Powiedziałam powolnie, wdychając powietrze i analizując jego woń.- Wracając...co mamy zrobić?
- A jakie mamy opcje?
- Cóż.- Przekręciłam oczy.- Powiedzieć to Chivers'owi, albo na własną rękę dowiedzieć się o co tym typom chodziło. W skrócie, z głową albo na ryzykantów. Co wolisz?

Leo? B)

Od Ronnie do Zayn'a

- No to przeskoczyłam kilka klas, składałam już papiery na uniwerki. Dostałam kilka nagród. Gram w kosza, jestem fotomodelka, lubię fotografie. Regularnie ćwiczę, bo dbam o formę. Gram na gitarze czasem imprezuje. Mam wspaniałą rodzinę. - powiedziałam, choć chciałam coś dodać, jednak zrezygnowałam.
- Utalentowana jesteś. Masz jakieś rodzeństwo? - spytał.
- Tak. Mam dwóch braci i siostrę. - powiedziałam, dalej grając. - Miałam jeszcze jedną siostrę, ale nie żyje. - dodałam po chwili, tym samym strzeliłam bramkę i wygrałam mecz.
Chłopak chciał rewanżu, to go dostał, jednak nie dałam się. - Nie wygrasz ze mną. Gdy to coś, co kocham. - Spojrzałam na chłopaka ukradkiem.
- Wygrałaś, to może jutro się gdzieś wybierzemy. Pokażesz mi jakieś ciekawe miejsca. Co ty na to? - spytał.
Spojrzałam się, uśmiechając. - Pewnie z chęcią, pewnie zaraz twój współlokator się zjawi, więc widzimy się jutro Zayn. - powiedziałam, podniosłam się i podeszłam do psa pogłaskać go. Ten nawet nie warknął, pomachałam chłopakowi i wyszłam z pokoju. Shaun, chłopak, z którym pomieszkuje Zayn. Uśmiechnęłam się do niego, on to odwzajemnił miło. Wróciłam do swojego pokoju, ale gdy weszłam. Trochę się zdziwiłam Roxanne, odrabiała pracę domową sama. Nie było tutaj nikogo, alkoholu także, dragów.
- Ronnie, pomożesz. Nie wiem, czy dobrze to rozumiem. - odezwała się dziewczyna. Podeszłam do niej i usiadłam na łóżku, aby zobaczyć czy dobrze robi. Wzięłam jeden z ołówków i zaznaczyłam jej jak najprościej je liczyć. Każdy ma własny sposób to jasne, jednakże zawsze lepiej robić wszystko jak najprościej. Choć tyle, że jutro jest piątek. Nawet nie wiem, kiedy tydzień tak szybko minął. Ruszyłam na swoje łóżku, po czym spojrzałam ponownie na laptop. Musiałam dokończyć mój esej i go wysłać. Zajęło mi to mniej niż dwie godziny, po tym mogłam się położyć wygodnie i iść spać. Przyda mi się trochę snu, aby jutro jakoś wyszedł dzień.
***
Obudziłam się koło piątej rano. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w sportowy strój, wzięłam a ipada i ruszyłam pobiegać.
Chwilę przed siódma wróciłam i poszłam wziąć ponownie prysznic, musiałam ładnie pachnieć oraz być gotowa na dzień w szkole. Wróciłam do pokoju gotowa i spakowałam do plecaka laptopa książki oraz kilka zeszytów, plus rysownik i kilka różnych mazaków. Wyszłam z pokoju i poszłam na śniadanie. Rox jakoś zajmowała się malowaniem, a żeby się spóźnić to ja nie z tych. Zahaczyłam o stołówkę i wzięłam sobie jakieś pożywne śniadanie. Spotkałam tam Zayn'a był w obstawie dziewczyn. Jednak niewiele mnie to obchodziło. Chciałam wziąć śniadanie i ruszyć na trochę na dziedziniec. Świeże powietrze dobrze mi zrobić, w tym zaduchu. Jednak nie wyszło, tak jak chciałam. Ta dziewczyna z wczoraj mnie zaczepiła, jednak gdy ja ignorowałam, nie dawała za wygraną. Miałam jej coś już powiedzieć jednak Shaun i Zayn na czas zareagowali. Wzięli mnie do swojego stolika, siedziałam z nimi i w duchu im za to dziękowałam. Ta dziewczyna jest naprawdę straszna, napisałam do Rox, żeby coś z nią zrobiła. Ta to ma do nich rękę. Bez wahania się zgodziła.

Po śniadaniu pięć minut przed dzwonkiem ruszyłam z nimi pod klasę. Jednak każdy ruszył gdzieś indziej. Przed końcem zajęć, złapałam Zayn'a. - Bądź przy moim samochodzie to ten niebiesko czerwony z zielonymi felgami. Przed obiadem. - powiedziałam i poszłam na ostatnią lekcję. Po niej byłam spokojna, gdyż nauczyciel dostał meila z moim esejem. To jest dobrze, bo po pierwsze podniesie to moja średnia, a po drugie wzniosę się na wyżyny. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Wróciłam do pokoju. Wzięłam, trochę się przebrałam oraz zabrałam ze sobą telefon i kluczyki do samochodu, oraz garażu, jak i jeszcze w pewne miejsce. Wyszłam i zamknęłam pokój, przed budynkiem byłam już po kwadransie. Wsiadłam do wozu i spojrzałam czy w schowku mam gotówkę, miałam ja i broń. Wzięłam broń, schowałam ja w inne miejsce, a gotówkę w ruloniku schowałam do kieszeni. Chłopak się zjawił i wsiadł do wozu. Ruszyłam z piskiem, radio się także walczyło, nieco je przyciszyłam i ruszyłam droga. Jechałam, jednak po chwili zajechałam i wjechałam w tunel. Tym tunelem dojechałam do pewnego wypasionego domu, a tuż za nim słychać było ludzi. Przejechałam przez garaż i wyjechałam w miejscu, gdzie jest pełno tłumu wraz z samochodami.
- To jest kc24. Czyli najlepsze samochody i najszybsze, dodatkowo licytacje, wyścigi oraz tory dla wyścigówek. Jeśli będziesz chciał, możesz wziąć moją wyścigówkę i się pościgać. - powiedziałam. Parkując na miejscu, wyszłam z samochodu, a chłopak za mną. Kilka osób się przywitało i rozpoznało Zayn'a. Może się znali.

Zayn?

Od Zayna CD Ronnie

Zdziwiłem, się gdy Ronnie podeszła, do mnie i się przytuliła.
- Zayn nie kłam, nie jest w porządku. Nie obwiniaj się o coś, co się stało. To na pewno nie była twoja wina. - Szepnęła mi do ucha.
Najwidoczniej zorientowała, się że kłamię. Była do mnie przytulona przez dłuższą chwilę. Nie spodziewałem się tego, choćby ze względu, że dopiero co się poznaliśmy, ale mimo, to było to przyjemne uczucie. Po kilku minutach usiadła na swoim miejscu. Zauważyłem w jej oczach zmieszanie.
Ciszę przerwał głos dziewczyny, która chciała, żeby Ronnie jej w czymś pomogła. Kiedy Ronnie tłumaczyła coś tamtej dziewczynie, ja piłem drinka.
- Dziękuję. - Dziewczyna na końcu podziękowała za pomoc. - Hej Zayn. - Zwróciła się do mnie przechodząc koło Ronnie, jakby wcale, jej tu nie było. Nie czekając ani chwili dłużej Ronnie wstała i wyszła. Chciałem iść za nią, ale ta dziewczyna mi to uniemożliwiła. Przykleiła się do mnie jak rzep do psiego ogona.
"Niech ktoś do mnie zadzwoni." - Błagałem w myślach. Ta dziewczyna, była denerwująca.
- Teraz już naprawdę muszę iść. - Wyszedłem jak najszybciej, żeby nie próbowała, mnie zatrzymać.
Nie poszedłem do internatu tylko do parku. Musiałem sobie trochę poukładać w głowie, a to jest dobre miejsce. Spędziłem w parku ponad godzinę.
Idąc korytarzem do pokoju zaczepiła dziewczyna, ta sama co w barze.
- Możesz przekazać to Ronnie? - Wyciągnęła w moją stronę dłoń, w której trzymała teczkę.
- Jasne. - Zabrałem teczkę.
- Dzięki. - Uśmiechnęła się i poszła.
Pokręciłem się trochę po budynku, ale Ronnie nigdzie nie znalazłem.
Przechodziłem koło łazienki, gdy drzwi się otworzyły i Ronnie prawie na mnie wpadła.
- Szukałem Cię.
- Dlaczego?
Dałem jej teczkę i powiedziałem, że to ta dziewczyna poprosiła, żeby jej to przekazać. Ni z stąd, ni zowąd dziewczyna znalazła się koło nas.
Ronnie od razu oddała jej teczkę i powiedziała, że nie będzie robić czegoś, co jest jej.
- Zaynuś przekonaj ją. - Zrobiła do mnie maślane oczy.
Myślałem, że już nie wytrzymam. Ta dziewczyna działa mi na nerwy, jak mało kto.
Nie chciałem przebywać z nią ani chwili dłużej, dlatego wszedłem do pokoju Ronnie. W środku zastałem kilka osób, którzy rozmawiali i pili. Ronnie siedziała sama na łóżku, robiąc coś na laptopie. Chciała piwo, więc jej podałem. Wzięła je bez słowa. Usiadłem koło niej na łóżku. Chciałem jej coś powiedzieć, ale weszła ta dziewczyna, od razu siadając mi na kolanach. Bez chwili namysłu zrzuciłem ją, zamykając przy tym laptopa. Ronnie przysunęla się trochę w moją stronę, ja natomiast przysunąłem, ją bliżej, posyłając jej porozumiewawcze spojrzenie. Dziewczyna zrozumiała o co mi chodzi i spławiła tamtą.
Chciałem już iść, ale Ronnie powiedziała, żebym został.
- Zostanę, ale tylko na chwilę, bo muszę jeszcze iść z Zeusem na spacer. - Powiedziałem. - Jak chcesz, to możesz iść ze mną. - Zaproponowałem.
- Chętnie. - Uśmiechnęła się.
Byłem, jej wdzięczny za to, że spławiła tą dziewczynę. Mam u niej za to dług.
Zauważyłem, że przygląda się moim tatuażom.
- Podobają Ci się?
- Są ciekawe. Ile ich masz?
- Już dawno, przestałem liczyć. - Zaśmiałem się.
Porozmawialiśmy jeszcze trochę, głównie o tatuażach i poszliśmy do parku z Zeusem. Rzucałem mu piłkę, a on ją aportował. Lubi tą zabawę.
-Dzięki, że spławiłaś tą dziewczynę. Mam u Ciebie dług.
-Nie ma za co.
Polubiłem, jej towarzystwo. Można z nią normalnie porozmawiać, a o niektórych nie można tego powiedzieć. Przypominała mi dziewczynę, którą znałem od dzieciństwa, ale straciliśmy kontakt około rok temu. Zeus, też powoli, też zaczął się do niej przekonywać.
-Może teraz ty opowiesz, coś o sobie? Jak na razie wiem, że masz na imię Ronnie, i że świetnie się uczysz.
Zanim cokolwiek zdążyła, coś powiedzieć Zeus zaczął szczekać, patrząc się na coś. Pobiegłem do niego. Na ziemi leżał portfel.
- Daleko jest do policji? - Spytałem.
- Samochodem nie tak daleko.
Poszliśmy więc do mojego samochodu, po czym pojechaliśmy na policje. Tam dałem im portfel i powiedziałem, gdzie go znalazłem. Szybko wróciliśmy do internatu. Poszliśmy do mojego pokoju, Shauna nie było, więc byliśmy sami.
- Chcesz zagrać w Fifę 17?
- Jasne.
Graliśmy w Fifę niecałą godzinę. W międzyczasie przygotowałem kilka przekąsek.
- Wcześniej nie miałaś okazji, to może teraz powiesz mi coś o sobie?

Ronnie?

20 lutego 2018

Od Crystal CD Owen'a

Po tym jak załatwiliśmy wszystkie formalności, udaliśmy się na spacer, który nie zapowiadał się na tak zaskakujący. Kiedy dotarliśmy do miejsca końca ścieżki, którą podążaliśmy, niespodziewanie Owen osunął się. Nie mogłam nic zrobić, nie reagował i nie miałam z nim kontaktu. Coś jakby go ogłuszyło, a po chwili pojawiła się pewna kobieta ze wsparciem, która stwierdziła, że ktoś musi zginąć, ale nie zrozumiałam za bardzo imienia, jakie wypowiedziała. Od razu potem pojawiły się wilkołaki, które przepłoszyły wrogów. Wszyscy przywitali mnie ciepło, a najstarszy aż wziął mnie na ręce i się przytulił. Było to bardzo miłe i od razu przypomniało mi się wszystko. Zaproponowali "kulturalne" świętowanie mojego powrotu. Owen czekał na moją decyzję, najwyraźniej nie chciał, abym czuła się wszystkim obciążona.
- Jasne, czemu nie - uśmiechnęłam się.
Cała trójka ucieszyła się, a Owen wziął mnie na barana i całą drogę mężczyźni śmiali się i żartowali ze wszystkiego. Kiedy dotarliśmy na miejsce, weszliśmy do chatki. Rozsiedliśmy się wygodnie na kanapie, a najmłodszy wilkołak poszedł po prowiant i przyniósł nie tylko to. Ja oczywiście nic nie piłam, a Owen dotrzymywał mi towarzystwa. Może tam raz skorzystał, ale dla niego to nic.
Rodzeństwo wypytywało mnie jak to było z moim powrotem i co się działo. Ja powiedziałam im tylko tyle, ile wiedziałam, a tego było naprawdę niewiele - wiem, że byłam smokiem i żyłam wśród jakiś skarbów.
- Czyli mówisz, że w pobliżu jest jakaś jaskinia pełna złota? - spytał jeden.
- Tak - zaśmiałam się.
- Skarby... - przypomniałam sobie. - Owen, tam jest mój naszyjnik od Ciebie - zasmuciłam się.
- Oh - westchnął i mnie przytulił do siebie. - Kiedyś go znajdziemy - pocieszył mnie.
- Kiedyś - powtórzyłam.
- Nie zamartwiaj się taką błyskotką - szturchnął mnie wilkołak.
- Ale to znaczyło dla mnie wiele - odpowiedziałam. - Jednak masz trochę racji, nie jestem tutaj teraz, żeby się zamartwiać.
Nagle drzwi gwałtownie otworzyły się, a najmłodszy wyszedł z pokoju obok i zaczął śpiewać jakąś balladę. Było wiele śmiechu, aż do bólu.

Owen? :p
Szablon wykonany przez prudence.