12 grudnia 2017

Od Jerrego CD Katery

     Dziwnie spojrzałem na dziewczynę, która odwróciła wzrok. Przez dłuższą chwilę się wahałem, ale w końcu udzieliłem odpowiedzi.
- Nie będzie - westchnąłem zirytowany.
Blondynka się uśmiechnęła i wstała z łóżka podchodząc do biurka. Przesunęła sobie krzesło na środek pokoju aby dobrze mnie widziała. Usiadła wygodnie zakładając nogę na nogę i ułożyła zeszyt na kolanie.
- Co mam zrobić? - zapytałem starając się schować swoją irytację.
- Ustaw się jakbyś po prostu grał. Tak jak przed chwilą - wyjaśniła i wygodnie złapała w palcach ołówek.
Westchnąłem biorąc gitarę na kolana jakbym zaraz miał coś zagrać. Siedziałem tak chwilę w bezruchu obserwując jak dziewczyna co chwila na mnie zerka aby przerysować moje kształty do szkicownika. W pokoju było strasznie cicho, a mi brakowało dźwięków mojej gitary. Zacząłem powoli ruszać ręką pociągając za struny, które wydawały jakby zachrypnięty dźwięk. Jak na razie nie przeszkadzało to Katerze, że ruszam ręką mimo, iż powinienem siedzieć nieruchomo. W pewnym momencie mocno szarpnąłem za struny tak, że dziewczyna aż podskoczyła na krześle.
- To głupie - westchnąłem znudzony odkładając gitarę.
- Wcale nie. Hej! Bierz tą gitarę i nie marudź - wskazała ręką na instrument, a potem na mnie.
Westchnąłem powracając do poprzedniej pozycji. Tym razem już nie grałem na gitarze tylko postanowiłem poprzeszkadzać nieco dziewczynie. Wystawiłem przed siebie palec i za pomocą telekinezy wytrąciłem jej ołówek z ręki, który poleciał na drugi koniec pokoju. Celinne od razu złapała swoją nową zdobycz w zęby mając nadzieję, że będą bawić się w aportowanie. Spojrzałem na nią z dumą gdy Katera wstała i usiłowała odebrać jej przyrząd, jednak suczka zwinnie unikała jej ręki.
- Powiedz jej coś - spojrzała na mnie prosząco.
- Nie mogę. Nigdy się mnie nie słucha - odparłem wzruszając ramionami - Prawda, Celinne? Wcale nie podasz mi teraz ołówka? - dodałem z uśmieszkiem.
Suczka podbiegła do mnie na trzech łapach i wręczyła mi prezent prosto do ręki. Ułożyła się u mojego boku i zdyszana zabawą obserwowała naszego gościa. Mimo, iż wykiwałem Katerę, zaczęła się cicho śmiać i z powrotem zajęła miejsce na krześle. Po chwili mój uśmiech zniknął, a ołówek przekazałem dziewczynie.
- Skończ to bo nogi mi drętwieją - poskarżyłem się.
- Jeszcze chwila - zapewniła zamyślona kreśląc pospiesznie w zeszycie.
Po kilku minutach wstała i podeszła do mnie ukazując mi rysunek. Był... Świetny. Niby szkic, a wyglądał jak najprawdziwsze zdjęcie. Mimo tego, że bardzo mi się podobało nie mogłem przecież tego przyznać. Nie leżało to w moich zwyczajach, w mojej naturze.
- Nieźle - wysiliłem się na lekkie wzruszenie ramionami - Serio, ile można rysować jeden rysunek? Nie czuję nóg - marudziłem rozprostowując nogi.
Kości cicho strzeliły i tak naprawdę ten ból wcale mi nic nie robił. Usiadłem już wygodnie kiedy zauważyłem, że Katera wgapia się w łapę mojego psa, a raczej jej brak. Westchnąłem przypominając sobie całą historię, którą już miałem na końcu języka. Jednak powstrzymałem się z tą rozmową o wspomnieniach i spojrzałem na nią marszcząc brwi.

Katera? Już lepiej ;> 

Od Jerrego CD Harriet

     Po zniknięciu Harriet zacząłem zastanawiać się gdzie wywiozła ciało mężczyzny. W sumie bez różnicy, aby nikt go nie znalazł. Zgodnie z prośbą dziewczyny sięgnąłem do szafy po jakieś odpowiednie ubranie i ukochaną kuszę. Za pas w spodniach schowałem jeszcze swoje dwa pistolety i wyszedłem z pokoju. Nagle usłyszałem głośne szczeknięcie Celinne co musiało oznaczać coś konkretnego. Wróciłem do pokoju i zauważyłem, że siedzi pod drzwiami z torbą pełną strzał w pysku. Klepnąłem się w czoło.
- No tak... To bym se postrzelał bez strzał. - mruknąłem niezadowolony i wziąłem torbę od psa - Dzięki i do zobaczenia. - pożegnałem psa i wyszedłem z pewnością, że niczego nie zapomniałem.
Przerzuciłem pokrowiec ze strzałami przez ramię tak żeby wygodnie ułożył się na plecach i pospiesznie zbiegłem po schodach. Gdy wybiegłem przez ewakuacyjne drzwi Akademii zauważyłem samochód Harriet, który podjechał już na parking. Zarzuciłem kaptur czarnej bluzy na głowę i podszedłem bliżej aby schować swoje rzeczy do samochodu. Gdy wsiadałem do środka z równowagi nieco wytrącił mnie wiatr, lecz w końcu trafiłem. Zimny podmuch sprawił, że przypomniałem sobie o dwóch nacięciach w moich ubraniach dzięki czemu nie będę musiał rozrywać całej bluzy aby uwolnić skrzydła. Ten patent już wcześniej miałem w zanadrzu i wydawał się rozsądniejszy. Opadłem na fotel i zerknąłem na dziewczynę poprawiając włosy pod kapturem.
- Co z nim zrobiłaś? - nie wiedzieć czemu męczyło mnie to pytanie.
- Rusz głową i się domyśl - odpowiedziała iście tajemniczo jak i oskarżycielsko.
Prychnąłem odwracając głowę w stronę okna gdy auto ruszyło. Czując lekką woń jeziora od razu się domyśliłem. Poprawiłem się na fotelu wyjmując z kieszeni rzeczy martwego już faceta. Rozłożyłem pogniecioną kartkę przedstawiającą mapę i starałem się znaleźć nasze obecne położenie. Od ich ''bazy'' lub czegokolwiek czym mogło być, dzieliło nas parę kilometrów. Poinformowałem o tym Harr, a później przymknąłem oczy nie chcąc przeżywać nudnej i niezręcznej ciszy.
     Uchyliłem powieki czując w głowie ciche szmery, które po chwili przerodziły się w podobny bolesny pisk co sprzed kilku godzin. Otworzyłem szerzej oczy, ale obraz przede mną był rozmazany i widziałem tylko rozmazane, kolorowe plamy. Za szybą samochodu było dość jasno, a nawet oślepiająco. Starałem się skupić swój wzrok na ciemnowłosej, która leżała bezwładnie na fotelu. Zamrugałem kilka razy i zacząłem szturchać dziewczynę aby się ocknęła gdy w pewnym momencie pisk ustał, a mój wzrok ponownie się wyostrzył. Światło, które uznałem za ogień okazało się tylnymi reflektorami ciężarówki, a Harriet, którą mocno trzymałem odpychała mnie i cicho klęła.
- Uspokój się! - warknęła i odepchnęła mnie tak, że opadłem na krzesło.
- Żyjesz? - zapytałem nieco zmieszany - Nie mieliśmy wypadku? Miałem wrażenie jakby auto stało w płomieniach z nami w środku.
- To chyba tylko zły sen - uśmiechnęła się zirytowana wcześniejszą szamotaniną - Chociaż ty chyba tyko takie miewasz - dodała cicho jakby sama do siebie.
Odetchnąłem ze złością nie rozumiejąc sytuacji jaka miała przed chwilą miejsce. Ten pisk był mi znajomy, ale niewyraźna wizja? Może ktoś sprawił, że przewidziałem przyszłość? W tym momencie jeszcze bardziej się zestresowałem.
- Ile jeszcze? - warknąłem.
- Jakaś godzina - odpowiedziała spokojnie zerkając w lusterko.
Myśli i czarne scenariusze nawalały się na mnie więc jedyne co mogłem teraz robić to siedzieć i kurczowo trzymać się siedzenia przypadkiem go nie uszkadzając. Dziewczyna mi nie wierzy, a możliwe, że zaraz rozbijemy się o jakiś samochód lub drzewo. Ciągle wgapiałem się w drogę szukając jakiegoś podejrzanie wykrzywionego pnia. Po kilku minutach zrezygnowałem uznając myśl Harriet za prawdopodobną. Może to tylko koszmar? Rozluźniłem mięśnie, lecz nie potrzebnie gdyż auto przed nami wpadło w ostry poślizg. Wychyliłem się aby zabrać z tylnych siedzeń naszą broń. Objąłem jednym ramieniem Harriet w pasie i wyskoczyłem przez drzwi, które wyważyłem telekinezą. W ciągu sekundy rozłożyłem skrzydła i wzbiłem się wysoko w powietrze. Nawet nie przypuszczałem, że w tak szybkim czasie potrafię je uwolnić. Nasze serca waliły, a oczy wgapiały się w wypadek, który miał zaraz nastąpić. Wszystko widzieliśmy z lotu ptaka więc było to dla nas jak jakiś bardzo dopracowany film akcji. Auto, które wpadło w poślizg wbiło się czołowo w drzewo, które spadło na oba samochody wliczając w to te Harriet. Gdy nie było już co oglądać podałem dziewczynie nasz sprzęt i wygodniej ją złapałem.
- Ty idioto! - krzyknęła uderzając mnie pięściami w klatkę piersiową - Wykręciłabym! Ku*wa, moje auto!
- Kupisz sobie nowe - przewróciłem oczami starając się ją uspokoić - Chcesz żebym cię puścił czy co?
- Bardzo proszę - westchnęła z irytacją i odwróciła ode mnie wzrok.
Jak dobrze, że nie musieliśmy długo lecieć kiedy pod nami ukazał się mały budynek. Coś za mały jeżeli miała to być ich baza. Zniżyłem lot bezpiecznie dotykając stopami podłoża i odstawiłem pijawkę, która od razu się uzbroiła rzucając mi moją kuszę pod nogi.

Harriet? ;>

Od Owen'a CD Katery

Trzęsienie ziemi znacznie ją wymęczyło po czym straciła przytomność. Nie zdziwiło mnie to, ale też zaniepokoiło. Nim jeszcze zdążyła całkiem osunąć się na ziemie, złapałem ją i zabezpieczyłem przed jakimikolwiek obrażeniami. Szybko dotarło do mnie, że ci mężczyźni mogą wrócić tutaj w większej grupie i całkiem pozbawić nas racjonalnego myślenia. Ostrożnie wziąłem ją na ręce i jednocześnie zacząłem ja powoli regenerować. Do akademii nie mogłem wrócić, gdyż zwróciłbym na siebie uwagę.. a w domu jest pewnie syf. Lecz piętro.. tam mnie szał nie dopadł.
Posadziłem dziewczynę na przedni fotel, który był nieco pochylony do tyłu. Wsiadłem za kierownicę i pojechałem do domku.
Widząc zapalone światła na parterze, mimo iż było jasno na dworze; mogłem się domyślić, że kobieta jest jeszcze w środku.
Jasnowłosą przetransportowałem do sypialni na piętrze unikając sprzątaczkę. Zna mnie na tyle, że nie będzie mieć pretensji.. Gorzej jakby przyszła ta nowa.
Przygotowałem ziołowy napar i odstawiłem go na szafce obok by jego zapach roznosił się po pokoju. Chwilę trzymałem Katerę za ramię by bardziej ją zregenerować, dla pewności.
Po chwili zszedłem na dół by obadać sytuację i nie wyglądało za ciekawie. Sprzątaczka akurat zgarniała rozbite porcelanowe figurki.
- Aż tak Cię poniosło ? - spytała pokazując na pustą butelkę po alkoholu
- To nie po tym - odpowiedziałem robiąc kawę w ekspresie - Wiesz co się ze mną dzieje, jak jej nie ma - dodałem opierając się o blat.
Kobieta westchnęła i również poprosiła o ciepły napój. Nie jest to żadnym problemem i zaparzyłem drugi kubek. Chwila moment i były gotowe do wypicia. Kawa może i mnie nie rozbudzi, ale "ukryje" woń procentowego napoju.
- A jak Ci idzie kontrola ? - zapytała przy okazji ogarniając szkło
- Ostatnio zaniedbałem wszelką kontrolę - mruknąłem wzdychając - Obawiam się, że stracę ją całkiem i serce skamienieje - dodałem odwracając wzrok na "tatuaż".
- Wiesz, że nie możesz do tego dopuścić - zaprzeczyła - A jeśli ona wróci ?
- Nie wróci - odparłem odkładając kubek do zlewu
Wtem zauważyłem Katerę, która stała oparta o płotek piętra i przyglądała się nam. Sprzątaczka wróciła do swojej pełnej pracy, a ja posłałem nieco zmieszany uśmiech.
- Widzę, że lepiej się poczułaś - oznajmiłem i skierowałem się w jej stronę prowadząc do pseudo salonu na piętrze - Wybacz za nieład na parterze, ale małe "tornado" przeszło przez salon - wyjaśniłem - Chwilę poczekamy - dodałem nie chcąc wmieszać się w nieprzyjemną konwersację - Lepiej się czujesz ? - spytałem spokojnie.

Katera ? :> 

Od Katery cd Owen'a

Nie wiedziała co się stało. Była strasznie otumaniona i zdezorientowana. Wiedziała, że poszła na spacer wraz ze swoim lisem. Chciała odetchnąć od zajęć i tłoku panującego w akademii i miała nadzieję, że tutaj to znajdzie. A zamiast tego spotkała na swojej drodze dwóch mężczyźni, którzy.. No właśnie, mieli w rękach piszczałki, które pokazywał jej Owen. Wiedziała, że to źle wróży i chciała uciec, ale nie zdążyła. Przeraźliwy pisk wdarł jej się wgłąb czaszki i sparaliżował całe ciało po koniuszki palców. Padła na kolana, z jej gardła wydobył się przeraźliwy krzyk. Złapała się za głowę jakby się bała, że czaszka za niedługo jej eksploduje. Nigdy nie przeżywała takich tortur jak teraz, tego uczucia nie dało się do niczego porównać. Wwiercanie się wiertarką w skroń wydawało się w tym momencie wręcz błogosławionym uczuciem. I nagle jakby ktoś machnął czarodziejską różdżką cały pisk ustał, a dziewczyna mimo braku uczucia napięcia w ciele wciąż się kuliła czekając na kolejny cios. Nie wiedziała czemu nie mogła wstać, nie rozumiała tego. Mimo, że usłyszała znajomy głos, dla niej dobiegał jakby z bardzo daleka. Jakby Dziewczyna nagle znalazła się w głębinie i ktoś krzyczał z powierzchni jej imię. Wiedziała, że jest za późno. Ta racjonalna część jej jestestwa rozumiała co się działo, lecz wewnętrzny demon już przejął całą kontrolę nad nią, nad jej ciałem.. Nad energią. 
Ziemia zadrżała pod jej kolonami. Było to nieśmiałe drżenie, lecz było zapowiedzią czegoś paskudnego. Ptaki zerwały się z koron drzew z głośnym krzykiem. Nastała totalna cisza, niczym przed burzą, a po chwili nastało apogeum. Wokół niej pojawiły się pęknięcia, które niebezpiecznie szybko pomknęły do przodu. Ziemia zadrżała i rozstąpiła się. Szerokie szczeliny zaczęły się poszerzać, drzewa padały łamane jak zapałki. 
- Katera! - Krzyknął Owen unikając kolejnych szczelin, które wystąpiły pomiędzy jego nogami. Zgrabnie je przeskakiwał próbując dostać się do dziewczyny. - Katera, do diabła! 
Dziewczyna nie słyszała jego krzyków w jej stronę. Nie panowała nad sobą, a właśnie tego najbardziej się bała. Emocje w końcu znalazły swoje ujście podobnie jak frustracja, która ją dopadała za każdym razem, gdy czuła się bezsilna. Włosy falowały na gwałtownym wietrze, który się zerwał, a szczeliny były coraz większe. 
- Katera! - Kolejny krzyk i tym razem dziewczyna go usłyszała. Z oddali i nagle poczuła gwałtowne szarpnięcie za ramie. Jej oczy straciły tęczówki i pozostały same białka, co dawało przerażające wrażenie, lecz po chwili zamglenie zanikało, podobnie jak efekty użycia jej mocy. Fakt, zniszczenia pozostały, lecz nie pojawiły się bardziej katastrofalne czynniki. Dziewczyna spojrzała nieprzytomnie na chłopaka. 
- Owen.. - Szepnęła marszcząc brwi. - Przepraszam.. - Dodała jeszcze ciszej z ciężkim oddechem i po chwili straciła przytomność padając na ziemię. 

Owen? c:

11 grudnia 2017

Od Owen'a CD Katary

Gdy dziewczyna skierowała pacynką w moją stronę, nie wiedziałem jak mam zareagować. Z jednej strony kompletnie nie miałem nastroju do żartów, lecz gdy spojrzałem na chore dzieci.. Serce mi od razu zmiękło. Moja mama zmarła na raka i nie miała wesoło w życiu. Niech przynajmniej te dzieci mają tą część radości.
- No i znalazł mnie - odparłem udając załamanie - Ale wołałem Cię w jakimś celu - dodałem znacznie weselej.
- Powiedz, więc w jakim - odparła pacynka, a raczej dziewczyna poprzez pacynkę.. pacynka głosem dziewczyny ? Nie ważne !
- Dzieci mi mówiły, że chcą jakąś historyjkę - oznajmiłem pewnie i nie odrywałem wzroku od jasnowłosej. Widziałem w jej oczach, że szybko coś próbuje wymyślić.
- Więc, dawno, dawno temu... (...) Koniec ! (wiem, bardzo długa historyjka XD)
Gdy wyszliśmy już od dzieci i byliśmy na korytarzu, poczułem się kompletnie źle. Zrobiło mi się gorąco i trochę słabo, przez co musiałem wyjść na zewnątrz. Nie wyglądało to jakbym uciekał, a po prostu wyszedł z budynku. Że auto było obok, oparłem się o nie i wziąłem głęboki oddech.
Widziałem, że dziewczyna spogląda na mnie i rozmawia z jakąś kobietą. Po chwili wsiadłem do pojazdu i czekałem na jasnowłosą.
Obok kierownicy miałem przypięte zdjęcie Crystal, która jak zwykle była uśmiechnięta. Wziąłem je do dłoni i bardziej się jej przyjrzałem. Pogrążyłem się w wspomnieniach...
   Ocknęło mnie dopiero otwieranie drzwi auta, gdzie akurat wsiadała Katera. Odruchowo odłożyłem fotografię na kokpit, która odwróciła się pustą stroną na wierzch.
- Wszystko załatwione ? - zapytałem odruchowo poprawiając się w fotelu pojazdu
- Tak - odparła spokojnie - A z Tobą wszystko w porządku ? Tak nagle wyszedłeś.. - dodała niepewnie.
- Źle się poczułem - odpowiedziałem lekko się uśmiechając - Teraz jest lepiej - odwróciłem wzrok przed siebie.
Odpaliłem auto i spokojnie ruszyliśmy w kierunku akademii. Szybko jednak musiałem zmienić kierunek, gdyż zaczęło kończyć się paliwo. Standard.
Zajechałem na stację benzynową i zostawiłem Katerę na moment w aucie. Pewnie dalej coś ją dręczyło, lecz nie była w stanie to z siebie wydusić. Nie była tego pewna, nie znała w sumie mojej reakcji. Zalałem oczywiście do pełna w bak i poszedłem zapłacić. Kwota niska nie była, lecz co to dla mnie.. Jak się skończą to się skończą, trudno. Wracając chowałem kwit do portfela i zaraz wsiadłem do auta. W oczy rzuciło mi się zdjęcie, które było odwrócone w drugą stronę. Chwyciłem za niego i schowałem w poprzednie miejsce.
- Dziewczyna ? - spytała opierając się o boczek drzwi.
- Tak - odparłem krótko i wyjechałem ze stacji.
- Ładna jest - powiedziała chcąc poprawić mi humor.. przynajmniej tak to odebrałem.
- Była.. - poprawiłem ją spokojnym tonem, lecz w środku już pękałem na kawałki. - Zginęła w wypadku kilka tygodni temu - dodałem wyjaśniając część sytuacji. Reszty nie chcę poruszać, a tym bardziej sytuacji z dyrektorem. Nagle dostrzegłem miejsce wypadku.. Połamane drzewa nadal leżały na ziemi, a szkło leżało dookoła.. Szybko jednak minąłem to miejsce i wróciłem do rzeczywistości.
Katerę chyba zatkało gdyż przez resztę drogi się nie odzywała. Nie miałem jej tego za złe gdyż po części zna powód mojej "powagi" i braku chęci do życia.
Dziewczyna pożegnała się pod internatem, lecz sam pojechałem do swojego domu. Musiałem w końcu tam zawitać..
   Zaparkowałem auto przed garażem i niepewnie wszedłem do środka. Wspomnienia mnie wręcz wypychały, lecz musiałem. Po otworzeniu drzwi poczułem zapach jej zapach jakby tutaj była.. Lecz po niej zostały jedynie kilka koszulek. Wzięłam jedną z nich do dłoni i od razu poczułem jakby wpadł we mnie szatan. Krzyk przez łzy. Książki, figurki, wszelkie ozdoby wylądowały na ziemi i osunąłem się bez silnie opierając się o ścianę. Miałem dość, wszystkiego.
Po chwili poczułem krew, która wydobywała się z ran na dłoniach. W wolnym czasie się regenerowały co źle świadczyło - niedługo znów pełnia.
   Doszedłem do siebie po kilku godzinach... i kilku drinkach z wilczym zielem, który powodował, że alkohol na mnie działał. Zauważyłem słońce, które właśnie witało nowy dzień.. To super. Zaraz miała przyjść sprzątaczka, więc muszę wrócić do akademii. Nie chcę słuchać jej marudzenia o bałaganie.
Zażyłem kilka tabletek, które w jakimś stopniu wyeliminowują alkohol z organizmu. Bez obaw wsiadłem do auta i wróciłem do internatu.. Przed budynkiem było zbyt wiele osób, więc przeszedłem do lasu i przemieniłem się w wilka. Spokojnym, a raczej dobitym psychicznie krokiem szedłem przed siebie. Szybko jednak nabrałem tępa gdy usłyszałem kłótnie kobiety, znanej kobiety z jakimiś mężczyznami.. i pisk klikacza. Gdy tylko ich zauważyłem, rzuciłem się na dwóch obcych przygniatając ich pojedynczo łapą. Warknąłem gardłowo i spłoszyłem jednocześnie niszcząc urządzenie. Katera klękała na ziemi i trzymała się za głowę, bolała ją, czułem to. Otrzepałem się i wróciłem do ludzkiej postaci nawet niezauważalnie.
- Nic Ci nie zrobili ? - spytałem spokojnie kładąc dłoń na jej ramieniu.

Katera ? :>

Od Alexandra cd Sary

Dziewczyna otworzyła drzwi, a to co ujrzałem za nimi to był istny chaos. Nawet ja nie byłbym w stanie zrobić takiego bałaganu. Muszę przyznać, że trochę mnie to rozdrażniło. Ale bardziej byłem zaskoczony tym widokiem. Nigdy nie wiedziałem większego bałaganu niż ten tutaj. Pewnie w większości to robota psa, który wyglądał na raczej zadowolonego. Dziewczyna rzuciła się do sprzątania. Po chwili spojrzała się na mnie. Mój wyraz twarzy musiał wyglądać komicznie ponieważ widać było, że ledwo powstrzymuje się od śmiechu. Przeprosiła mnie za tą zaistniałą sytuację. Sarah usiadła na łóżku, a pies obok niej. Usiadłem obok nich i zacząłem głaskać psa. Był naprawdę uroczy. Jeśli moje, życie ułoży się tak jakbym tego chciał, to na pewno przygarnę jakiegoś psa. A raczej kilka psów. Zwierzęta te są najbardziej oddanymi i zaufanymi istotami na świecie. Zaczęło mnie interesować skąd dziewczyna go dostała.
-Skąd go masz?-zapytałem nie przestając głaskać psa. Sarah wyjaśniła mi jak się tutaj znalazł. Po chwili nasze ręce się spotkały i w tym samym momencie poczułem nieprzyjemne uczucie. Takie lekkie kopnięcie prądem. Przyznaję, że w pierwszej chwili się wystraszyłem. Dziewczyna szybko zabrała rękę i patrzyła się na mnie jakby wyrządziła mi jakąś straszliwą krzywdę.
- Przepraszam! – zaczęła przejęta- Nie umiem jeszcze panować nad tymi mocami i zdarza mi się kogoś porazić. Mam nadzieję, że... Że nie będzie ci to przeszkadzać. Chyba, że zacznę nosić jakieś rękawice ochronne. Taki patent przyda się na bal gdy będziemy razem tańczyć-zakończyła żartem.
Chciała pewnie jakoś uciec od tematu, rozluźnić atmosferę. Uśmiechnąłem się tylko.
-Po to jest ta akademia. Chcą nas nauczyć panowania nad mocami. Ty przynajmniej chociaż w jakimś stopniu kontrolujesz swoją moc. Ja czuję się jak człowiek cierpiący na schizofrenię. Nie potrafię kontrolować niczego, co się dzieje w mojej głowie. A jeśli chodzi o bal to myślę, że rękawice nie są potrzebne. Da się do tego przyzwyczaić-odparłem ze spokojem w głosie. Sarah się rozluźniła i uśmiechnęła. Nagle zwierzę podbiegło pod drzwi i zaczęło się kręcić w kółko.
-Co powiesz na spacer?-zapytała. Uśmiechnąłem się tylko i kiwnąłem głową. Sarah przed wyjściem chwyciła tylko smycz i ruszyliśmy w stronę jeziora.
Rozmawialiśmy na różne tematy. Nawet nie zwróciliśmy uwagi na to, że zaczęło się ściemniać. Nie martwiło mnie to. Akurat drogę z Akademii nad jezioro znam na pamięć.
Gdy dotarliśmy usiedliśmy na pomoście. Dziewczyna spuściła psa ze smyczy, a ten wesoło biegał po brzegu. Woda od zawsze była moim żywiołem. Pływanie to chyba jedyny sport, który wykonuję bezproblemowo.
-Ładnie tutaj. Szkoda, że nie wzięłam aparatu-westchnęła, rozglądając się dookoła. Chciałem odpowiedzieć na jej słowa, ale przeszkodził mi deszcz, który pojawił się znikąd. Nim zdążyłem wstać, byłem już cały mokry. Dziewczyna podobnie.
-Cholera-mruknęła i spojrzała na swoje ubranie.
-Spójrz na dobre strony. Nie musimy się martwić, że zmokniemy-odparłem.
-To może jeszcze wskocz do jeziora, skoro jest już wszystko jedno-odpowiedziała z lekkim zdenerwowaniem w głosie.
-Tylko jak wskoczysz ze mną. Nie chce się sam zbłaźnić-powiedziałem i zacząłem ściągać buty.
-Chyba żartujesz-odparła z założonymi rękami.
-Jestem jak najbardziej poważny- dziecko się we mnie odzywało. Może i wyjdę przy Sarze na dzieciaka, ale jaka będzie przy tym zabawa! Zdjąłem koszulkę i ruszyłem w stronę krawędzi szybkim krokiem. Zrobiłem to. Wskoczyłem do wody. Z gracją, na główkę.
-Teraz ty!-krzyknąłem i zacząłem płynąć na środek jeziora.

Sarah?

Od Aiden'a CD Pumiry

Ogierowi nie podobało się zachowanie dziewczyny, a ja zareagowałem tylko dla jej bezpieczeństwa. Nie do końca znałem jego reakcję na całkiem obce osoby.
Gdy później ciemnowłosa odeszła, ja odprowadziłem Tanatosa do boksu i sam skierowałem się do pokoju. Wziąłem szybki prysznic i zjadłem coś w akademickiej stołówce. Nie miałem co robić co zdarzało mi się bardzo rzadko. Wsiadłem więc do auta i zrobiłem małą przejażdżkę po okolicy. Znacznie odprężające niż przesiadywanie gdzieś w akademii.
   Wróciłem po kilku godzinach i zatrzymałem się pod internatem. Zamknąłem pojazd i obejrzałem się jeszcze na niego gdy skierowałem się do głównych drzwi. Wszedłem do środka ze skierowany wzrokiem przed siebie. Głupio by było wpaść na kogoś i tłumaczyć się, że zapatrzyło się na auto.
Przemierzałem korytarze internatu w poszukiwaniu jakiś ciekawych osób oraz przypominania sobie wszelkich pomieszczeń. Nagle obok mnie zjawiła się Pumira, a zaraz przeniosła nas do jej pokoju. Po co mnie wzięła ze sobą ? Sam nie wiem. Czemu tak łatwo szło jej zdejmowanie koszulki przy dosłownie obcym facecie ? Tym bardziej nie wiem. Może i jestem kobieciarzem, ale bez przesady. Ruch obgryzania wargi ? Zbyt często. A może lubi się zabawiać..? Nie, nie stawiajmy takowych wniosków.
- Tworzenie portali.. ciekawe - mruknąłem siadając na wolne łóżko.
- Bardzo pomocne - oznajmiła jasnowłosa - Jak Ci mija dzień  ? - spytała siedząc na swoim łóżku.
- A bardzo interesująco - odparłem - Mogę wiedzieć czemu przeniosłaś mnie tutaj ? - zapytałem nachylając się nieco do przodu i oparłem łokcie o swoje kolana plotąc razem dłonie.
- Taki.. odruch - odpowiedziała
- Czemu w ogóle uciekałaś przed dyrekcją ? - przerwałem jej nie zwracając zbytnio na jej poprzednią odpowiedź - Wiesz, że prędzej czy później Cię znajdzie - dodałem wstając.
- Jesteś tego pewny ? - również wstała podchodząc do mnie.
- Dyrektor też posiada dar.. Bardzo ciekawy, bo widzi tych nieludzi - uświadomiłem ją - Więc, zawsze będzie wiedzieć, gdzie jesteś - dodałem spokojnie z lekkim uśmiechem.
- Dobrze wiedzieć - westchnęła i oparła dłoń o mój tors.
- A rączki trzymaj przy sobie - posłałem jej zawadiacki uśmiech, który był dość nieznaczny. Taki odruch.
Przybrałem niewidzialność i wyszedłem z jej pokoju kierując się w nieokreślonym kierunku. Niechcący wzbudziłem w sobie gen jaszczurki i przybrałem jej postać. Zdarza się. Niewidzialny wyszedłem przez okno wspinają się po ścianie budynku. Dobrze, że nikt nie był w stanie mnie zobaczyć.. no prócz dyrektora.
   Był już wieczór, dość późny wieczór. Z nudów udałem się do stajni by sprawdzić co u ogiera. Z daleka usłyszałem złowrogie rżenie, które aż dudniło w stajni. Przyspieszyłem tępo aż do biegu i po chwili ujrzałem czterech mężczyzn, którzy szarpali związanym linami Tanatosem.. Próbowali go wyjąć z boksu.
- Zostawcie go - krzyknąłem biegnąc do nich
- Spieprzaj dzieciaku - odwarknął mężczyzna, co nieco mnie zirytowało. Czuję się staro, a ten do mnie dzieciaku..
Wszedłem między nich i pazurem rozciąłem wszelkie liny, które trzymali. Spokojną dłoń oparłem na głowie ogiera, który ciężko dyszał obserwując mężczyzn.
- Czego chcecie ? - syknąłem odwracając wzrok w ich stronę.
- Dostaliśmy zlecenie by go uśpić - odpowiedział jeden z nich z dość zdziwioną miną - Ponoć na wściekliznę.. - dodał
- Tak.. Na widok takich ludzi jak wy - wycedziłem przez przymknięte zęby - A teraz wypad - dodałem ukazując ciemne pazury z jadem paraliżującym.
Mężczyźni wzdrygnęli się, zabrali pozostałości po linie i zwiali. Dosłownie uciekali.. Dobrze zrobili.
- Już spokojnie - szepnąłem do ogiera, który nerwowo stukał w podłoże boksu.
- Dobrze im powiedziałeś - po chwili usłyszałem kobiecy głos, który należał do Pumiry.
- Dobrze, że w ogóle tutaj przyszedłem - westchnąłem wyprowadzając Tanatosa z boksu.
Miałem zamiar go osiodłać i zrobić małą przejażdżkę nad jezioro.
- Wybierasz się gdzieś ? - spytała z zainteresowaniem
- Nad jezioro. O tej porze jest przyjemnie spokojne i ładnie oświetlone - wyjaśniłem jednocześnie przygotowując ogiera do jazdy. - Jak chcesz, możesz zabrać się ze mną - dodałem odwracając na nią wzrok.
- Dobry pomysł. Wpadnę za chwilę - odpowiedziała znikając w portalu.
    Wyjechałem bezproblemowo ze stajni i skierowałem się do miejsca docelowego. Ogier pewnie stawiał kroki w biegu, co znacznie mi się podobało. Wiedział jak biec i słuchał się nadawanych mu kierunków. Bez problemu przeskakiwał powalone kłody i niewielkie rowy.
Po kilku minutach dojechałem na plażę. Przywiązałem Tanatosa do mocnego drzewa i upewniłem się, że nie ucieknie. Podszedłem do brzegu by sprawdzić wodę - jak zwykle ciepła. Wszedłem na pomost obok gdzie zdjąłem z siebie koszulkę, spodnie oraz obuwie po czym dałem porządnego nura do wody. Przyjemny dreszcz przeszedł przez całe ciało. Gdy się wynurzyłem, poprawiłem włosy szybkim ruchem dłoni i od razu zauważyłem Pumire, która akurat ruszała klaczą z miejsca. Musiała być tutaj wcześniej gdy wskakiwałem do wody.. Zabezpieczyła wierzchowca, zdjęła ubrania i zaczęła wchodzić do wody.
- Już tak nie udawaj, że zimna - powiedziałem z uśmiechem i nieco przybliżyłem się do brzegu.
Wcześniej skacząc z pomostu, znalazłem się prawie na środku jeziora.

Pumira ?
Szablon wykonany przez prudence.