19 sierpnia 2018

Od Mii CD Levnn'a

  Gdy poczułam, jak przez całe moje ciało przeszło wysokie napięcie, wiedziałam jak to się skończy. Chciałam to jakoś zastopować, lecz gdy ujrzałam ciemność, dar odmówił wszelkiego posłuszeństwa. Leżałam nieprzytomna na podłodze budynku, zaś słyszałam jakieś rozmowy, które były kierowane do mojej osoby. Zaraz jednak nastała sekunda ciszy, a po chwili jęki bólu oraz strzelanie szkła. Wnet się ocknęłam i uwalniając energię elektryczną, pozbawiłam życia większość osób. Jednak moją uwagę przykuł Levinn, który na moich oczach zaczął tracić przytomność. Szybko skierowałam się do niego, lecz po drodze jakiś mężczyzna chwycił mnie za nogę, przez co boleśnie opadła na podłogę. Spojrzałam na niego złowrogim spojrzeniem i sprzedałam mu mocnego buta w twarz. Prawdopodobnie złamał mu się kark, gdyż było słychać pękające kości. Wstałam potykając się o samą siebie i podeszłam do mojego towarzysza. Teraz dopiero zauważyłam liczne rany na jego ciele, które nie wyglądały najlepiej. Coś ścisnęło mnie w duszy.
- Nie pomożesz mu - usłyszałam znajomy głoś mężczyzny.
Skierowałam wzrok w stronę źródła dźwięku. Wróg siedział oparty o ledwo trzymającą się szybę, a z jego ust sączyła się krew. Przez jego brzuch przeszedł duży kawał szkła, zaś w dłoni trzymał broń.
- Nie wiesz z kim zadarłeś - mruknęłam wstając - Ty serio myślałeś, że WSZYSCY policjanci są NORMALNI?! - prychnęłam podchodząc do niego.
- Byłem tego świadomy - odparł ze śmiechem - Chcę się was wszystkich pozbyć - dodał gdy byłam już obok niego.
- Nie tym razem - syknęłam i mocno kopnęłam go w klatkę, przez co szyba za nim się rozbiła i zaczął spadać na ziemię.
Przeniosłam się szybko do mojego towarzysza, który powoli tracił puls. Chwyciłam go pod ramię i przeniosłam w losowe miejsce, lecz umysł wiedział co robić i znaleźliśmy się w szpitalu. Wszystkie światła zamrugały przez przeciążenie mojej osoby. Opadłam na kolana pod ciężarem mężczyzny, lecz mimo tego nagłego pojawienia się, lekarze wiedzieli co robić. Zabrali ode mnie Levinn'a, a mi pomogli wstać. Jako, że nie miałam poważnych ran, wzięli mnie tylko na przebadanie. Po jakiejś godzinie mogłam opuścić gabinet lekarza, więc zapytałam się o stan mojego przyjaciela. Nie mogli powiedzieć nic szczegółowego, więc skierowali mnie do policyjnych przyjaciół. Wszyscy byli przytomni i wpadliśmy w tok rozmowy.
   Gdy nagle rozległ się alarm z sali operacyjnej, wiedziałam, że coś jest nie tak. Policjanty próbowali mnie słownie uspokoić, lecz znaczące rozmowy lekarzy nie dawały mi spokoju. Wyszłam z sali i skierowałam się za biegnącymi lekarzami. Jednak przy drzwiach sprawnie mnie zatrzymali i kazali czekać. To czekałam. Przez co aż zasnęłam na plastikowym krzesełku.
   Obudziło mnie szturchnięcie lekarza, który skierował mnie do sali, gdzie znajduje się Levinn. Znalazłam się tam szybciej, niż było to możliwe dla człowieka. Akurat usadowili go w sali, gdzie znajdują się pozostali gliniarze. Mój przyjaciel akurat zaczął odzyskiwać przytomność, lecz to nie powstrzymało mnie od zajęcia miejsca na jego łóżku. Chciałam go jakoś objąć, lecz liczne bandaże na jego ciele to uniemożliwiły. Dotknęłam jego dłoni, która od razu się zacisnęła.
- Niepowodzenie w akcji? - spytał jeden z policjantów.
- Nieopanowanie daru. Akcja przeszła pomyślnie - wyjaśniłam zerkając na rozmówcę.
***
Minęło już kilka dni od akcji, a ja wraz z Levinnem byłam już w domu. Jednak od rana było jakieś napięcie. Może to od niewyspania lub wstania lewą nogą.
- Czemu dokładnie nie przemyślałaś akcji? - spytał nagle mężczyzna zalewając kubek kawy.
- Że co? - spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Jakbyśmy dokładnie przemyśleli tą akcję, a szczególnie Twój dar, poszłoby znacznie lepiej - wyjaśnił z oburzeniem.
- Ha. Serio teraz będziesz o tym mówić? I jeszcze zganiać na mój dar? - mruknęłam opierając się o stół - Gdybym wiedziała, że tak to się skończy, nie szłabym na żadną pierdo*oną akcję - dodałam w nerwach.
- Bez tego też mogłaś nie iść - westchnął obojętnie.
- Pamiętaj pod czyim dachem żyjesz - syknęłam i poszłam do swojej sypialni.
Nie miałam ochoty dzisiaj gadać z tym cepem i niech robi sobie co chce. Wzięłam jakieś świeże ubrania i przeszłam do łazienki. Tam nalałam do wanny ciepłą wodę i leżałam, leżałam..
***
Wieczorem siedziałam na kanapie pod kocem, popijałam wino i oglądałam jakieś filmy w telewizji. Levinna akurat nie było, lecz z drugiej strony brakowało mi tego cepa w domu. Mam tylko nadzieję, że robi nic głupiego i wróci na noc.. Albo chociaż niech napiszę, zadzwoni.

Levinn? Opowiadanie słabe jak blacha w oplu :v Powodzenia z odpisem xd

18 sierpnia 2018

Od Alaski CD Jace

- Wybacz, ale muszę się już zbierać - Moje ostatnie, nocne eskapady kończyły się w gabinecie pani wicedyrektor. Kilka dni temu pod groźbą zostawania po lekcjach, postanowiłam porzucić wypady w świetle księżyca, a przynajmniej wracać wcześniej. Niestety od zachodu słońca już trochę minęło, jednak miałam cichą nadzieję, że było przed dwudziestą trzecią.
- To chociaż weź moją kurtkę - Zaproponował lekko zmartwiony moją odmową.
- Ale jak Ci ją później oddam?
- Znajdę Cie - uśmiechnął się lekko puszczając mi oczko. Skinęłam głową na znak zgody zdejmując swoje przemoczone ubranie. Opatuliłam się kurtką nieznajomego i wsiadłam na swój motocykl. Założyłam kask, po czym ruszyłam w drogę powrotną.
Równo z momentem kiedy zegar wybił jedenastą w nocy wchodziłam do pokoju.
-No Santiago, masz szczęście - za plecami usłyszałam zimny głos pani Ayale.
Zamknęłam drzwi biorąc głęboki oddech... udało się.
Zdjęłam mokre ubrania i czym prędzej wzięłam gorący prysznic,a potem grzecznie do łóżka.
***
Miałam wrażenie, że lecę ponad lasem w okolicy akademii. Byłam na tyle nisko, że bez problemu mogłabym dotknąć wierzchołek, któregoś z drzew. W końcu dotarłam nad lustro wody jeziora Kashi. Przeleciałam obok skałek przy których zaliczyłam kąpiel tej nocy. Miałam wrażenie, że nawet pomiędzy drzewami zauważyłam czarny motocykl wraz z jego właścicielem. Później skierowałam się z powrotem do akademii.
***
Cały dzień rozmyślałam o tym śnie, wydawał się zbyt realistyczny, jednak jak niby miałabym latać?
Po zajęciach zebrałam swoje rzeczy z zamiarem wyjścia na spacer. Rozejrzałam się po pokoju, a wzrok zatrzymał się na kurtce od bruneta.
- Przecież on pracuje w kawiarni - Spakowałam ubranie do torebki i ruszyłam do znanego już mi lokalu. Po dłuższym spacerze usiadłam wreszcie na moim ulubionym miejscu przy oknie. Nie minęła nawet minuta, kiedy przy stoliku pojawił się znajomy kelner.
- Co po.. o moja bezimienna panna - uśmiechnął się szarmancko chowając notes do kieszeni firmowego uniformu.
- Przyszłam zwrócić kurtkę - wyciągnęłam z torebki własność yyy.. Zerknęłam dyskretnie na plakietkę przypiętą do koszuli chłopaka... Jace.
Kichnęłam, aż okulary przeciwsłoneczne, które miałam na czubku głowy spadły z brzękiem na ziemię. Jace zaśmiał się cicho podnosząc czarne oprawki.
-Gorąca czekolada? - zapytał, na co skinęłam twierdząco głową. Kiedy chłopak odszedł od moje stolika, westchnęłam. Chyba będę chora...

Jace?

17 sierpnia 2018

Od Jace'a CD Alaska 

Po pracy odprowadziłem Cerber'a do naszego pokoju w internacie. Pies od razu dorwał się do misek. Kiedy skończył, zapełniłem je na nowo. Doberman natomiast padł wyczerpany na swój kojec. Podrapałem go za uchem i podałem mu pluszową kurę. Głaskałem przyjaciela, dopóki ten nie zasnął. Następnie włożyłem skórzaną kurtkę i wziąłem swój kask, kluczyki oraz papiery od mojego jednośladu. Zamknąłem za sobą pokój, po czym wyszedłem z budynku. Skierowałem się do garażu, w którym odsłoniłem swoją Yamahę YZF-R6. Przygotowałem się do jazdy, po czym udałem się nad jezioro w pobliżu baru Omega.
Na miejscu zdjąłem kask oraz kurtkę, a następnie ukryłem swój pojazd w cieniu obok innego motocykla. Po upewnieniu się, że nikt go nie zauważy z daleka, skierowałem się w stronę skał, będących do połowy w wodzie. Ostrożnie wdrapałem się na jedną z nich i usiadłem na niej. Uniosłem wzrok na nocne niebo. Dopiero po chwili zorientowałem się, że nie jestem sam. Na skale obok siedziała jakaś dziewczyna. Nie chciałem jej przeszkadzać w obserwacji, więc poczekałem, aż oderwie wzrok od nieba.
- Widzę, że nie tylko ja znam to miejsce. - powiedziałem, kiedy wstała i oczywiście wystraszyłem ją tym. To był chyba kiepski moment.
Dziewczyna odwróciła się gwałtownie, w efekcie czego poślizgnęła się na skale i poleciała do tyłu. Spróbowałem ją złapać, ale średnio mi to wyszło, skoro razem wylądowaliśmy w wodzie. Musiało to wyglądać komicznie.
Całe szczęście, że woda sięgała mi nieco poniżej pasa. Spojrzałem na dziewczynę, która już wychodziła na brzeg. Zatrzymała się przy motocyklach i objęła ramionami. Chwyciłem kask pozostawiony na skale i wyszedłem z wody.
- Zapomniałaś kasku. - powiedziałem. Dziewczyna spojrzała na mnie i zaczęła mi się przyglądać. Znamy się?
- Chyba zrobiłem słabe pierwsze wrażenie. - dodałem, podając przedmiot blondynce. Ta przyjęła go jakby niepewnie i już zamierzała wsiąść na swój motocykl.
- Przeziębisz się, jeśli będziesz jechać przemoczona. - wziąłem swoją kurtkę, którą na szczęście zostawiłem na swoim jednośladzie i okryłem nią ramiona dziewczyny.
- Może przejdziemy się do baru? To niedaleko. Ogrzejesz się przynajmniej trochę. Ja płacę. - spojrzałem na blondynkę, czekając na jej odpowiedź.

<Alaska?>

16 sierpnia 2018

Od Alaski CD Jace

Siedziałam przy oknie obserwując liście, które powoli zmieniały swój kolor, aby okolica za jakiś czas została usłana kolorowym dywanem. Moje rozmyślenia przerwały wibracje telefonu oznajmiające nadejście nowej wiadomości. Oderwałam wzrok od krajobrazu przenosząc go na ekran komórki. Prychnęłam zirytowana chowając urządzenie z powrotem do kieszeni. Dopiłam napój bogów jakim jest gorąca czekolada rozglądając się po kawiarni. Zatrzymałam spojrzenie na chwilę na kelnerze, który gotowy czekał, aż kolejny klient będzie czegoś potrzebował. Zostawiłam odpowiednią kwotę wraz z napiwkiem, po czym ruszyłam w drogę powrotną do akademii. Dyrektor chciał widzieć mnie po raz kolejny w sprawię moich mocy. W ciągu pół godziny znalazłam się w jego gabinecie. Próbowaliśmy kolejnych sztuczek, jednak nadal trwaliśmy w punkcie wyjścia. niecałe dwie godziny spędziłam na próbach odkrycia tajemnicy moich umiejętności.
Zrezygnowana siedziałam w pokoju rozmyślając nad tym wszystkim co się działo. Wreszcie jedynym słusznym stwierdzeniem do którego doszłam, był fakt, że muszę odreagować. Przebrałam się w ubrania odpowiednie do jazdy na motorze. Zgarnęłam kask, wraz z kluczykami i dokumentami kierując się do garażu. Zdjęłam pokrowiec z białej yamahy, która od paru tygodni stała nieużywana. Sprawdziłam czy wszystko działa poprawnie i w końcu ruszyłam na przejażdżkę. Opustoszałe ulice pozwoliły na lekkie szaleństwo. Zatrzymałam się nad brzegiem jeziora niedaleko baru, gdzie prowadziła szutrowa droga. Zostawiłam jednoślad w cieniu idąc w kierunku dużych skał znajdujących się do połowy w wodzie. Zdjęłam kask, ostrożnie żeby nie poślizgnąć się dotarłam do celu. Usiadłam wpatrując się w słońce znikające za horyzontem. Nie wiem ile czasu tam siedziałam, ale na niebie widać było już gwiazdy i księżyc w całej swojej okazałości odbijał się w lustrze wody. Wstałam rozciągając zastałe mięśnie wsłuchując się w szmer wiatru.
-Widzę, że nie tylko ja znam to miejsce - zdezorientowana odwróciłam się gwałtownie co było błędem. Poślizgnęłam się na śliskim podłożu lecąc do tyłu, nieznajomy złapał mnie za rękę,jednak nie skończyło się to tak pięknie, że wpadłam mu w ramiona.... wpadłam... razem z nim do wody. Na szczęście woda sięgała mi do pasa. Nie zważając na chłopaka ruszyłam w stronę brzegu. Zatrzymałam się przy motocyklu zauważając obok nowszy model R6. Objęłam się ramionami dygocząc z zimna.
- Zapomniałaś kasku - odwróciłam się w stronę i jakie było moje zaskoczenie kiedy rozpoznałam kelnera z kawiarni - Chyba zrobiłem słabe pierwsze wrażenie.
Skruszony podrapał się po karku podając mi kask.

Jace?

Od Elandiel'a (Do Eleny)

Przez kilka dobrych godzin na zmianę wpatrywałem się w sufit i leżałem na brzuchu jak rozjechana żaba. Byłem znudzony jak nigdy. Na nic nie miałem siły, ani ochoty, a nuda wciąż rosła. Jej ciężar przygniatał mnie i uniemożliwiał ruszenie tyłka z materaca.
Nix odprawiał taniec deszczu jak zawsze, gdy musiał iść za potrzebą. Westchnąłem więc ciężko i zwlokłem się z łóżka na podłogę. Podczołgałem się do okna, a następnie wyjrzałem przez nie, by ocenić, czy pogoda nadaje się do wyjścia z internatu. Szare niebo zapowiadało deszcze w krótkim czasie. Musiałem wybierać, czy wolę być przemoczony do suchej nitki czy wolę, żeby wilk zasikał mi dywan. Ostatecznie wybrałem to pierwsze, bo nie wiem, czym się spiera wilczy mocz.
Już miałem odejść od szyby, gdy zobaczyłem, jak jakaś uczennica idzie do szkolnej strzelnicy z łukiem. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Chętnie zmierzę się z innym łucznikiem. W końcu w szkole jest ich niewielu.
Chwyciłem swój łuk i kołczan ze strzałami, po czym wybiegłem z wilkiem na dwór. Nix udał się na skraj lasu, a ja na strzelnicę dla łuczników. Gdy tylko do niej wszedłem, dziewczyna odwróciła się w moją stronę tak, jak to robią babcie w moherowych beretach, kiedy ktoś wbija na Mszę spóźniony. Następnie odwróciła znudzony wzrok na nowo w kierunku tarczy.
Zająłem stanowisko, na którym stałem zawsze, gdy trenowałem strzelanie. Następnie przyjąłem pozycję, wyjąłem strzałę i naciągnąłem nią cienciwę, po czym wypuściłem ją. Usłyszałem cichy świst powietrza, a później odgłos towarzyszący trafieniu w cel. Z dumą wpatrywałem się chwilę w strzałę, która wbiła się w sam środek tarczy. Następnie spojrzałem na dziewczynę wyzywająco. Czekałem na jej ruch.


<Elena? :) >

15 sierpnia 2018

Od Daewona (do Jonathana)

Przebywanie w akademii przez jakiś czas było… mało uciążliwe. Nie sądziłem iż tak szybko uda mi się tutaj zaaklimatyzować, raczej w to wątpiłem, w szczególności kiedy swoją osobą przyciągałem uwagę innych. Na początku miałem chłopak z jakimś chłopakiem, ale cóż, szybko to się zmienili i przenieśli mnie do kogoś innego, a dokładniej do Luhana. Nie mieliśmy jakiegoś szczególnie dobrego kontaktu, lecz czasami, gdy naprawdę nie miał co robić, odzywał się do mnie, starając się jakkolwiek ze mną porozmawiać. Nie wychodziło mu to doskonale, ale i nie najgorzej, bo… cóż, udało mi się niejednokrotnie wdać w dyskusje na jakiś temat. Kilkukrotnie zwracałem się do niego z pytaniem o to, gdzie znajduje się jakaś klasa, gdzie warto spędzać czas w samotności… nawet i dzięki niemu udało mi się znaleźć pracę, dzięki czemu mogłem sobie dorobić. To w tamtym miejscu musiałem nauczyć się być bardziej otwartym na ludzi, bo chcąc nie chcąc, pracowałem z nimi i zmuszony byłem się odzywać.
  Dzisiaj zdecydowałem się udać na małe zakupy do centrum handlowego mieszczącego się niedaleko miejsca mojej pracy. Tak też, wiedziałem jak tam dotrzeć. Poznałem wiele skrótów, które ułatwiają przejście do tamtego miejsca. Tuż po zakończeniu swojej zmiany, udałem się na zaplecze, zdejmując fartuch kelnerki, po czym zabrałem swoje rzeczy, czyli czarną, skórzaną kurtkę. Była jesień i takie odzienie na tą porę roku było przydatne. Delikatnie się uśmiechnąłem, poprawiając włosy w lustrze, a następnie opuściłem kawiarnię, wcześniej żegnając się z moimi współpracownikami, ale i z klientami, którzy obecnie siedzieli przy stolikach.
  Spokojnym krokiem udałem się w kierunku centrum handlowego, chcąc zainwestować w nowe ubrania dla siebie, gdyż za dużo ich nie zabrałem ze swojego domu. Kilkukrotnie zmuszony byłem prosić swojego współlokatora o pożyczenie t-shirtu bądź bluzy. Na całe szczęście nie dzieliła nas duża różnica wzrostu, więc jego ubrania były wręcz idealne dla mnie, rzecz jasna miał też i takie, które były dla niego za duże, a dla mnie odpowiednie. Naprawdę, trzeba przyznać, że dobrze iż trafiłem na takiego współlokatora.
  Błądząc po sklepach z odzieżą, zdecydowałem się również coś kupić dla Chińczyka. Chłopak w ostatnim czasie nie miał czasu na zakupy, a ja potrzebowałem czegoś nowego, więc… cóż, jakiś mały zakup nikomu jeszcze nie zaszkodził, racja? Wszystko wybierałem pod kolory, które panowały na jego półce, ale i również wybierałem to, co przyciągało moją uwagę. Powoli kierowałem się do przymierzalni, z t-shirtami, koszulami, bluzami, ale i jakimiś spodniami; dresy i jeansy, a nawet chyba jakieś szorty się znalazły, lecz pewności teraz nie miałem. Niezbyt widziałem, czy ktoś jest w przymierzalni, dlatego podszedłem do tej najbliższej kabiny, od razu ją otwierając, co skończyło się tak, że zatrzymałem się przed jakimś mężczyzną, który mierzył bluzę.
- Uhm… przepraszam – powiedziałem, i nie czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony, pędem opuściłem to miejsce, udając się na sam koniec, mając nadzieję, że już nie spotkam mężczyzny. Cholera, powinienem był bardziej patrzeć, a nie wchodzić od tak.


<Jonathan? :> >

13 sierpnia 2018

Od Luhana CD Ivara

   Mimo wszystko, z trudem oderwałem wzrok od Ivara, który nadal był zagubiony w klubie. Nie pasował tak bardzo do tego miejsca, poza tym; był pierwszą osobą ze szkoły, do której uczęszczam, jaka tutaj zawitała. Trzeba przyznać jedno; rozmowa z kimś, kto jest mniej więcej w twoim wieku, była dość miłą odskocznią od tego, co byłem zmuszony tutaj odczuwać. Dlatego tylko uśmiechnąłem się, gdy przystał na moją propozycję opuszczenia lokalu. Nie potrzeba było długo, aby opuścić te cztery, bardzo dobrze znane mi ściany. Kojarzyłem to aż za dobrze, czasami żałowałem podjęcia pracy w tym lokalu, lecz za takie pieniądze… nie widziałem sensu szukania czegoś innego, co mniej męczy; czy to psychicznie, czy to fizycznie. Trzeba korzystać z tego, co dają, a nie wybrzydzać. A dojazd do baru mam dość łatwy, wsiąść w jeden z autobusów bądź tramwajów i po kilku minutach wysiadam praktycznie pod samym budynkiem.
   Delikatnie się uśmiechnąłem, gdy rześkie powietrze uderzyło w rozgrzaną skórę, tym samym wywołując rumieńce na moich policzkach. Również spotęgowane było to alkoholem. Rozejrzałem się, przy okazji upewniając się, że Ivar wyszedł za mną, a nie pozostał gdzieś w środku, inaczej zmuszony byłbym się po niego cofnąć. Nigdy nie wiadomo, co klienci mają w głowach. Na całe szczęście, wyszedł i stał obok, więc zdecydowanie mogłem odetchnąć z ulgą.
- To chodźmy, sklep znajduje się niedaleko przystanku – powiedziałem, niemalże od razu ruszając w dobrze znanym kierunku. – Ah, Ivar, następnym razem nie dawaj napiwku temu barmanowi. Napiwki mu nigdy nie wystarczają, woli coś innego, szczególnie jeżeli sobie kogoś upatrzy – mruknąłem, posyłając mu delikatny uśmiech. Wolałem go ostrzec, niż żeby powtórzył ten krok. Niestety, ale niektórych swoich współpracowników znałem aż za dobrze i takie rzeczy były w ich mniemaniu normalne, lecz z perspektywy trzeciej osoby, może by rzec iż to są już problemy psychiczne. – Tak z ciekawości… długo jesteś już w akademii? – spytałem.
Byłem ciekaw jego osoby i tego, jak długo uczęszczał do tego miejsca. Wcześniej go nie spotkałem, dlatego chciałem się spytać. Może kiedyś udało mi się gdzieś go minąć, ale nie zwróciłem szczególnej uwagi? Nigdy nie wiadomo, prawda?

<Ivar? Wybacz za takie krótkie ;; >