21 października 2017

Witamy Harriet Shepherd !




" Krewnych daje nam los. Przyjaciół wybieramy sami. "


Imię: Harriet
Nazwisko: Shepherd
Wiek: 22 lata
Data urodzenia: 31.10
Rodzina: Rodzice dziewczyny zamieszkują w Kanadzie w stanie Nunavut na północ. Są oni normalnymi ludźmi i prowadzą normalne życie. Harr posiada również młodszą siostrę jak i starszego brata. Z całej rodziny tylko Harriet jest nieludziem.
Dlaczego tutaj jestem?: Dziewczyna miała dosyć słuchania bezsensownego marudzenia rodziców odnośnie tego, kim jest. Nie miała żadnego wsparcia odkąd się urodziła, a jej rodzeństwo ją gnębiło. W młodym wieku uciekła z domu i szwędała się po całym stanie. Nikt nawet jej nie szukał, a na jej rodziców została nałożona kara odnośnie złego wychowywania Harriet. Pewnie do teraz by jej to wypominali. Dziewczyna zamieszkała u pewnego starca, który okazał się być szamanem, a w jego wieku były trzy cyfry. Uczył Harr podstaw, lecz szybko zamknęły mu się oczy. Nim jednak to się stało, powiedział o miejscu, gdzie jej pomogą. Z Kanady wyjechała do Stanów i trafiła na miasto Williston, tam zaś znalazła Akademie, gdzie z trudem ją przyjęli.
Dar: Harriet jest w pełni wampirzycą i jest tego świadoma, lecz nie do końca siebie kontroluje. Czasem nieświadomie przemieszcza się w odległości kilku metrów. Mocne światło może ją oślepić, głośny dźwięk ogłuszyć, a intensywne zapachy pozbawić zmysłów, a to wszystko przez ich wyostrzenie. Na zapach krwi, wokół jej oczu pojawiają się szare naczynka, które są widoczne dopiero z bliska. Nie zabraknie również nadludzkiej wytrzymałości oraz siły. Jednakże wiadomo, że co za dużo to nie zdrowo, czyli im więcej z tego korzysta, tym bardziej zużywa energię. Dniami i nocami pracuję nad sobą, lecz bez pomocy znawców, nic nie osiągnie.
Aparycja: Zacznijmy od góry. Naturalnie kruczoczarne włosy sięgają niemalże do pasa i w większości przypadkach są proste, chodź zdarzają się falowane. Wtedy spina je w kok lub kucyka puszczając kilka kosmyków. Cera dziewczyny jest naturalnie jasna i nie używa żadnych rozjaśniaczy ani różu. Kolor oczu jest dość trudno określić, gdyż to zależy od padania światła. Raz są zielono-złociste, a innym razem szaro-niebieskie. Tutaj używa cieni i zawsze posiada makijaż, który robi dość delikatnie. Trudno jest go zmyć ze względu na swoje związki chemiczne, można stwierdzić, że wtapia się w skórę Harr. Usta dziewczyny są naturalnie jasno-bordowe, lecz czasem używa czarnej pomadki. Zawsze zakłada dwa kolczyki na dolną wargę. Jej kły po obu stronach, są znacznie zaostrzone i nie raz sama siebie okaleczyła, przez co stara się nie uśmiechać, jedynie unieść kąciki ust. Ogólnie Harr mierzy 176 cm wzrostu i ma dobrze zbudowane ciało. Nie jest ani gruba, ani chuda. Można powiedzieć, że tak w sam raz. Posiada tatuaż na prawym przedramieniu, który zrobiła z własnej woli i ma bardzo duże znaczenie. Co do ubioru to nigdy nie założy na siebie sukienki czy spódnicy, chyba że jest jakaś uroczystość. Tak samo jest z wysokimi butami. W jej garderobie znajdziesz tylko ciemne ciuchy, adidasy oraz trampki.
Charakter: Od razu wspomnę, iż Harriet ma wrodzoną schizofrenie po swojej mamie. W większości przypadkach słyszy głosy obcych jej ludzi oraz widzi zarysy ludzkich postaci, lecz tylko gdy ktoś ma złe intencję do jej osoby. Przestała brać leki gdyż jej już to nie przeszkadza i psychicznie panuję nad tym. Co do charakteru dziewczyny, można stwierdzić, że jest cichą myszką unikającą ludzi, lecz nie ucieka od nich. Nie przepada za prowadzeniem konwersacji z istotami ludzkimi, lecz uważnie wysłucha drugą osobę. Jest spokojna i w pełni opanowana co umożliwia jej prowadzenie spokojnego trybu życia. Jak już działa, to robi to pewnie i stanowczo bez żadnego zawahania się, gdyż odwagi jej nie brakuje. Uparcie dąży do swojego celu i mocno się jego trzyma, nie odpuszcza tak łatwo. Po dłuższej znajomości Harr może postanowi się odezwać by rozmawiać, a nie tylko przywitać. Unika rozmów oraz kontaktu wzrokowego podczas tej czynności, czemu? Widać jej kły nawet podczas zwracania uwagi czy witania nauczyciela. Również się nie uśmiecha by pokazywać zęby, a jedynie unosi kąciki ust. Z czasem staje się bardziej otwarta i zdarza się jej żartować oraz śmiać, czego na co dzień nie da się zobaczyć. Jedynym jej przyjacielem jest jej towarzysz Pandka Ruda, którego znalazła porzuconego na drodze. Harriet nie lubi patrzeć na czyjeś cierpienie i stara się pomagać w każdej sytuacji, szczególnie gdy tej pomocy potrzebuje zwierze czy przyjaciel.. o ile takiego zdobędzie.
Zainteresowania, hobby: Może dziwnie to zabrzmi, ale Harriet bardzo interesuję się sportem, a szczególnie Kick boxing’iem. Od dziecka się tego uczyła i zostało jej do teraz. Stara się biegać każdego dnia i aktywnie go spędzać, lecz czasem trzeba się skryć w cieniu dla swojego bezpieczeństwa. Nie zabraknie również parkouru podczas treningów.
Jak na dziewczynę, ma nietypowe zainteresowanie jakim jest grzebanie przy aucie. Zmiana części czy ulepszanie nie jest jej obce. Prócz końmi mechanicznymi, interesuję się również tymi żywymi i z chęcią spędza z nimi czas. Od kilku lat siedzi w zoologii i zawsze chciała zostać weterynarzem.. lecz najpierw musi opanować siebie podczas wyczuwania krwi.
Całkiem odrębnymi zainteresowaniami są śpiewanie, lecz nigdy przy ludziach; granie na gitarze akustycznej w jakimś zaciszu oraz czytanie książek w akademickiej bibliotece.
Strzelanie z broni palnej nie jest jej obce, tak samo jak z łuku czy obsługiwanie się mieczem. Kiedyś miała okazję uczyć się szermierki, lecz nauczyciele jej zabronili.
Szkoła: Główna
Klasa: Klasa Mundurowa
Partner: Trudno jest jej okazywać jakiekolwiek uczucia. Ogólnie nie wierzy w ludzkość.
Historia:* Pewnego słonecznego, lecz jakże zimnego dnia, na świat przyszła malutka dziewczynka o jasnej cerze i nietypowym kolorze oczu. Lekarze przekonani, że to wszystko się z czasem zmieni, wypuścili do domu. Zadowoleni rodzice nazwali ją Harriet gdyż bardzo lubili celtyckie imiona. Wszystko się ładnie układało i wyglądało na to, że będą szczęśliwą rodziną. To wszystko jednak się zmieniło, gdy dziewczynce wyrosły pierwsze ząbki. Miała długie kły, a lekarze rozkładali ręce. Nie spała po nocach i nie żywiła się ludzkim jedzeniem. Rodzice szybko się zorientowali, że padła na nich klątwa i córka stała się.. wampirem. Chcieli ją porzucić, lecz to wiązało się z tym, że zabrali by jej również poprzednie dziecko, a każde następne byłoby zabierane. Harriet dorastała w niemiłej atmosferze bez żadnego ciepła rodzinnego. Nikt jej nie kochał, a w szkole była wyśmiewana oraz bita. Tutaj nastała zmiana. Dziewczyna wzięła się za siebie i zaczęła ćwiczyć sztuki walki, a szybko weszła w jej krew Kick boxing, który polubiła najbardziej. Sama wyrobiła sobie surowy charakter i z czasem uciekła z domu w poszukiwaniu jakiekolwiek ciepła. Opuściła rodzinny stan Nunavut i trafiła na pewnego starca, który był szamanem. Ten jednak z czasem umarł, a Harr wyruszyła na południe. Tak trafiła po za granicę Kanady i znalazła miasto Williston, a tam Akademie, gdzie z trudem ją przyjęli ze względu na to czym jest. Teraz prowadzi w miarę spokojne życie poznając takich samych ludzi jak ona.
Inne:*
☾ Harriet posiada własny samochód, który utrzymuję z pieniędzy rodziców. Do dzisiaj ma dostęp do ich kąta bankowego, gdyż stać ich na to.
☾ Posiada niewielki domek w znacznie opuszczonej części miasta Williston. Był to totalny pustostan, lecz poprzez chęci i pieniądze, wyremontowała go i doprowadziła do stanu używalności.
☾ Ma schizofrenie
☾ Zdarza się jej nie spać przez kilka nocy i zawsze wygląda na wypoczętą
☾ Mało kiedy naje się jedzeniem zrobionym przez ludzi, ale żeby nie wzbudzać podejrzeń, konsumuje je w normalnych ilościach
☾ Jej pożywieniem jest krew z każdej istoty żyjącej (lub już nie) na ziemi
☾ Ma Kanadyjski akcent, który idzie odróżnić od innych☾ Posiada broń krótką oraz ostrze, lecz przeważnie tylko to drugie ma przy sobie
Zwierzę:* Dziewczyna posiada Pankde Rudą o imieniu Miku. Jest to czteroletni samiec o dość wrednym charakterze. Oczywiście dla obcych. Dla samej Harr jest posłuszny i oddany. Słucha się tylko jej poleceń, a obcych gryzie lub szczypie. Uwielbia zabawy z nią, gdyż tylko w tedy dziewczyna się uśmiecha i śmieje. Lubi jej słuchać, szczególnie gdy śpiewa czy gra na gitarze. Samiec przez wiele czasu śpi w pokoju lub na pobliskich drzewach uważnie słuchając otoczenia. Harriet przygarnęła go z ulicy i w sumie tak zostali najlepszymi przyjaciółmi.
Kontakt: familoso | kijanka
Motto:* Krewnych daje nam los. Przyjaciół wybieramy sami.

Od Mii CD Theo " Szczęściwej drogi już czas...

Szybko dotarła do mnie wiadomość, że w poniedziałek o 10 rano wylatujemy.
Był niedzielny poranek, a ja nawet nie wiedziałam za co się wziąć. Z jednej strony nie chciało mi się lecieć, zaś z drugiej, coś mnie tam ciągnęło. Pewnie to, by całkowicie zapanować nad swoim darem. Przywiązałam się bardzo do akademii, do poznanych tutaj uczniów oraz nauczycieli. Dużo też tutaj przeżyłam.. Lecz muszę być dobrej myśli i wiedzieć, że na pewno tutaj jeszcze wrócę.
Spod łóżka wyjęłam jedyną walizkę jaką miałam, w sumie z tą tutaj przybyłam. Z szafki chwyciłam za wszystkie ciuchy i wybrałam kilka by je ubrać, a resztę poukładałam do walizki.
Szybko pokój stał się pusty.. tak samo pusty, gdy pierwszy raz się tutaj zjawiłam. Otworzyłam jeszcze okno by nieco wywietrzyć pomieszczenie, a akurat przyleciał Ares, który wyczuł, że coś się dzieję.
- Widzisz ptaszynko.. Twoja pani wylatuje - powiedziałam gładząc samca po szyi - I nie mogę Ciebie zabrać bo zamarzniesz w Rosji - dodałam niemrawo się uśmiechając.
Ten zaskrzeczał w złości i rozłożył ogromne skrzydła. Widziałam ten błysk w oku, który mówił "leć, ja na Ciebie poczekam ", lecz sama nie byłam pewna czy w ogóle wrócę. Ares wzbił się w powietrze i prawdopodobnie usiadł na samym szczycie budynku. Cicho się zaśmiałam i wróciłam do pakowania tych mniejszych rzeczy z szafki nocnej.
Z wybranych ciuchów ubrałam ciemne jeansy, szarą opiętą koszulkę i bluzę Theo, która najwidoczniej jakimś cudem się tutaj znalazła. Miałam już wejść do łazienki, lecz ktoś zapukał do drzwi. Gdy je otworzyłam, od razu się domyśliłam, że to właśnie on. Oznajmiłam krótko by wszedł, a ja wróciłam do łazienki. Szybko się ogarnęłam i wróciłam do chłopaka, który chwycił mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
- Spakowana? - zapytał powracając do pierwotnej postaci.
- W pewnym sensie tak - westchnęłam wychodząc z uścisku chłopaka - Ale jakoś nie jestem przekonana do tego wyjazdu - dodałam chowając jakieś drobiazgi do torby.
- Rozumiem Cię - odparł Theo i usiadł na łóżku obok
- Hmm.. Mam pomysł - powiedziałam z uśmiechem i odwróciłam się w jego stronę - Może mała przejażdżka autem ? - zaproponowałam.
- I to jest bardzo dobry pomysł  - oznajmił i wstał.
Chwyciłam za klucze mojego auta i wyszliśmy na parking.
Podałam chłopakowi klucze do beemki, a ten spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Nigdy nie pozwalałam prowadzić swojego auta, lecz jemu mogę zaufać.
- Wiesz.. czasem mi jeszcze lewa noga drętwieje - oznajmiłam z cichym śmiechem
- Tak, tak - zaśmiałam się i wsiedliśmy do auta.
Szybko ogarnął gdzie co jest i ruszyliśmy w nieznanym kierunku, bez żadnego celu, bez żadnych zamiarów.. czysty spontan.
   W radiu leciały różne piosenki i razem wygłupialiśmy się oczywiście uważając na drodze. Nigdy w życiu nie byłam tak wyluzowana jak teraz i do tego bez żadnego alkoholu czy narkotyków. Jak widać, można się bez tego bawić.
Dojechaliśmy w bardzo bezludne miejsce, bardzo daleko od jakiejkolwiek formy życia. Byłam tutaj raz, kiedy bez celu krążyłam po okolicy. Teraz jestem tutaj z nim. Zatrzymaliśmy się między gęstymi drzewami i wysiedliśmy z auta by rozprostować się.
- Wiesz, gdzie dokładnie jesteśmy ? - spytał chłopak rozglądając się
- Bardzo daleko od jakiekolwiek człowieka - odpowiedziałam wyciągając ręce ku górze by się nieco rozciągnąć
Podeszłam do niego i przytuliłam jednocześnie składając namiętny pocałunek na jego ustach. Nawet nie zaprotestował, a przejął dominację. Wiedziałam co ma na myśli.. W kieszeni miałam zapasowy kluczyk i po kryjomu kliknęłam go by tylna kanapa w aucie się rozłożyła, tworząc bardzo dużo miejsca. W końcu to kombi.. Sprawnie przeniosłam nas do środka i w tedy zrobiło się serio gorąco..
   Po namiętnej zabawie leżeliśmy w siebie wtuleni pod ciepłym kocem i rozmawialiśmy na różne tematy. Zaraz jednak trzeba było się zbierać, więc ubraliśmy się i wróciliśmy do akademii.
Wzięłam prysznic w łazience swojego pokoju i założyłam nocne już ciuchy, gdyż była niemalże północ. Położyłam się do łóżka i zasnęłam z uśmiechem na twarzy..
   Wybiła godzina dziesiąta, a my już siedzieliśmy w samolocie, który dostarczy nas pod sam ośrodek szkoleniowy. Teraz jedynie możemy być dobrej myśli, że to co zastaniemy, nie zabije nas..

Mia Sullivan i Theo Reaken wylatują na dodatkowe szkolenia do zimnej Rosji.
Ich czas pobytu jest nieokreślony

...Mapę życia w sercu masz,
Jesteś jak, młody ptak (...) "  ~ Ryszard Rynkowski - Szczęśliwej drogi już czas

Od Theo CD Mii

Przetarłem spodnie dłońmi i wstałem. Niedawno co wróciliśmy z Rosji i to z niezbyt przyjaznej misji.
- Mia, ale... - westchnąłem.
- Wiem co powiesz. - pokiwała głową - sama nie byłam przekonana, ale będziemy w równie dobrych rękach.
- Jak mafia się dowie... - zmarszczyłem brwi nadal nie będąc przekonany.
- Theo - dziewczyna podeszła bliżej i zawiesiła ręce na moim karku - Jak się dowie to damy radę. Znasz mnie. - uśmiechnęła się.
Nadal nie byłem przyzwyczajony, że dziewczyna swobodnie się tak do mnie zbliża. Mimo tego, że zawsze tak bardzo tego pragnąłem. Jesteśmy już dorośli i dobrze by było posiadać dar opanowany do perfekcji. Odwzajemniłem uśmiech i lekko przylgnąłem do jej warg.
     W poniedziałek ruszamy. Była niedziela, a ja siedziałem z Coreyem na brzuchu i myślałem co z nim zrobię. Nie zabiorę go na szkolenia, a oddawać go nie mam serca. Cicho westchnąłem odkładając psa na bok. Wtem do moich drzwi ktoś zapukał. Spokojnie do nich podszedłem i pociągnąłem za klamkę wpuszczając woń damskich perfum do pokoju. O dziwo nie były to perfumy Mii, tylko Sary.
- Hej - odparła szybko chowając ręce w kieszenie bluzy - Dyrektor prosił wam przekazać, że lecicie w poniedziałek o godzinie 10.
Pokiwałem powoli głową i miałem już zamiar pożegnać dziewczynę kiedy Corey na nią wskoczył. Sarah odsunęła się jak poparzona więc złapałem psa za obrożę.
- Przepraszam - rzuciłem zestresowany.
- Nie, nic się nie stało - zapewniała oglądając swoje dłonie - Po prostu jestem... Byłam? Uczulona na sierść. - dodała zdziwiona. 
Zluzowałem uścisk na obroży przez co Corey się uwolnił i powoli podszedł do dziewczyny. Brunetka przejechała ręką po jego szorstkiej sierści i uśmiechnęła się. Widać, że lubiła psy, ale przez uczulenie nie mogła mieć z nimi kontaktu. Uniosłem jedną brew gdy do głowy przyszedł mi świetny pomysł.
- Widzę, że Corey ci nie szkodzi - wzruszyłem ramionami i schowałem ręce do kieszeni - Jak wiesz w poniedziałek wyjeżdżam, a tym maluchem nie ma kto się opiekować...
- Nie ma sprawy. - rzuciła od razu i wzięła go na ręce.
- Super. - zaśmiałem się i cofnąłem do pokoju - Dostarczę ci go w niedzielę.
Sarah pokiwała głową i opuściła psa, który wrócił do pokoju. Pożegnałem gościa i zamknąłem drzwi. Problem rozwiązany.
     Mój pokój był strasznie... pusty. Spakowałem już większość rzeczy i siedziałem teraz bezczynnie. Postanowiłem, że odwiedzę Mię. Przybrałem niewidzialność nie budząc śpiącego psa i wyszedłem z pokoju. Będąc już pod drzwiami Mii zapukałem kulturalnie pamiętając o niewidzialności. Brunetka ubrana w moją bluzę otworzyła drzwi i od razu zniknęła w łazience.
- Wejdź Theo! - krzyknęła.
Westchnąłem i wszedłem do środka zamykając za sobą drzwi. Na łóżku leżała walizka i mniejsza torba. Przeczesałem włosy, a przede mną pojawiła się Mia. Objąłem ją w talii dotykając jej ciepłych pleców i przyciągnąłem do siebie.
- Spakowana? - zapytałem powracając do pierwotnej postaci.

Mia? ;>>

20 października 2017

Od Owen'a CD Katfrin

Dochodziła powoli ósma godzina wieczór, a ja miałem jeszcze kilka zadań do wykonania.
Prócz kilku wspomnień dziewczyny, dowiedziałem się jej imienia, co nieco ułatwi mi mój plan działania. Śledziłem jeszcze kroki dziewczyny, która zmierzała w nieokreślonym kierunku. Jej osoba mnie czasem zadziwiała, jej serce mało kiedy przyspieszało i mało czym się przejmowała. Westchnąłem cicho i wróciłem na parking internatu, gdzie wsiadłem w swój wóz i odjechałem na komendę.
   Jechałem spokojnie w wyznaczone miejsce przez jedną z obwodnic, gdyż na standardowej drodze był korek. Prosta droga umożliwiła mi rozpędzenie się do dużej prędkości, a jednocześnie zawieszenie pojazdu się obniżyło by nie stracić na nim kontroli.
Zacząłem powoli zwalniać, lecz nagle przed moją maską znalazła się ta sama bestia, która grasuje po okolicy. Hamulec wbiłem w podłogę, a z kół zdzierała się guma, jej zapach szybko doszedł do mojego nosa. Skręciłem gwałtownie omijając zwierzę i ruszyłem dalej widząc, że to coś mnie goni. Nie miałem zamiaru poświęcać auta na to coś, lecz ten szybko zrezygnował z pościgu. Jego błyszczące oczy zapadły mi w pamięci, lecz nie bałem się. Widziałem już wiele złego, a takie coś mnie nigdy nie zaskoczy.
   Będąc na komisariacie, sprawdziłem w komputerze kilka osób o danym imieniu i szukałem po zdjęciach, gdyż nie znałem jej nazwiska. Szybko jednak mi si to udało, gdyż wyskoczyło jak pierwsze i podpisane " zaktualizowano". Nieco zdziwiony odpaliłem jej kartę i upewniłem się czy to na pewno ona. " Szkoła nauczania: Akademia Williston (...)", teraz nawet nie miałem wątpliwości, a chciałem tylko się czegoś upewnić. Jej rodzice. To co widziałem i to co czytam, było prawdą i teraz mogę się tylko domyślać, czemu ma takie nastawienie do ludzi. Trzeba ją jakoś podejść.
   Koło północy wraz z oddziałem wojska wróciłem do akademii i zaczęliśmy sprawdzać wszelkie pułapki na duże zwierzęta.. Każda z nich była rozwalona.  Jedna bestia, a tyle zniszczeń i ofiar.
Poległa kolejna dwójka, po czym zwierze uciekło w las, jakby spełniło swoje zadanie i uciekło z miejsca zbrodni. Przez resztę nocy była cisza, aż do poranka. Jako istota nieludzka, dużo wytrzymywałem bez snu.
   Po ogarnięciu się w pokoju oraz zjedzeniu porządnego śniadania, udałem się na standardową siłownie, gdzie zrobiłem sparing z nauczycielem. Zawsze mnie to pobudzało i zapominałem o jakimkolwiek zmęczeniu. Kolejny prysznic i kolejny spacer po akademii, lecz tym razem konno. Przemierzałem tereny uczelni na karym ogierze, który odważnie brnął do przodu, a wszelkie przeszkody omijał bez wahania. Mijane pułapki były ponownie zakładane przez policjantów, lecz znając życie, i tak będą rozwalone tej nocy.
   Z oddali usłyszałem czyjąś rozmowę z okolic strumyka. Była to kobieta oraz mężczyzna, a nic by mnie nie zdziwiło, gdyby nie to, że gadali o planie ataku na kogoś. Zatrzymałem się niedaleko i zszedłem z konia od razu nasłuchując głosów.
- On ma ochronę - powiedział mężczyzna
- I co z tego ? - odparła kobieta, a dokładnie Katfrin - Dam radę - dodała nieco ciszej.
Wszystko byłoby super, gdyby nie to, że z radia rozległ się szum. Nie było wyciszone, ale też nie głośne. Prócz tego, słyszałem szmery owej dwójki, która zmierzała w moim kierunki, więc pogoniłem ogiera w ich stronę, a sam skierowałem się w przeciwną stronę lasu. Wolałem zostać nie wykryty, a gdy usłyszałem rozkaz z radia, zacząłem biec do radiowozu, który czekał na mnie pod akademią.. Kolejne miejsce przebywania bestii.

Katfrin ? A co to? Szum radia ? Nie, to koń ! XD

Od Steve’a cd Luhana

„Jak coś wymyślę”… Czy powinienem się bać? Trudno; swoich słów już nie cofnę. Pokiwałem głową, odwzajemniłem jego delikatny uśmiech, ale nic nie powiedziałem. Pora zabrać się za jedzenie. Wziąłem pierwszy kęs do ust, co niestety okazało się największym błędem, jaki popełniłem tamtego dnia. To było… obrzydliwe. Spróbowałem tego jeszcze trochę, ale to jedynie upewniło mnie w tym niesmaku, więc zrezygnowałem. Kątem oka spojrzałem na Luhana i na jego talerz. On też ledwo co z tego ruszył, a miał nałożone to samo, co ja. Czyli pod tym względem mamy ze sobą coś wspólnego. Także odsunąłem swój talerz. Przez spróbowanie tego kulinarnego dzieła sztuki momentalnie przestałem być głodny. Nie jestem wybredny, ale to przerosło wszelkie moje oczekiwania.
- Już chyba nawet ja lepiej gotuję – skwitowałem.
- Lubisz gotować? – spytał.
- Niezupełnie. Przez sytuację z ro... – ugryzłem się w język. Nie powinienem mówić zbyt dużo o sobie. – W domu – poprawiłem się. – Musiałem nauczyć się gotować.
- Ciekawe.
- Teraz już się nie rozwijam w tym kierunku – dodałem z nutką smutku w głosie.
Czy brakowało mi takiego codziennego gotowania? Troszeczkę. Przez to, że przybyłem do Akademii, czekało mnie całkowicie inne życie. Zamiast zajmować się domem i rodzeństwem, musiałem teraz skupić się na nauce, chociaż w sumie to nie wychodziło mi zbyt dobrze. Właśnie. Nauka. Całkowicie zapomniałem o tym, że umówiłem się na zajęcia indywidualne z kontroli daru. Do nauczyciela miałem przyjść od razu po lekcjach, a zamiast tego poszedłem na stołówkę. Szybko wstałem i wziąłem w ręce tacę z niedokończonym posiłkiem.
- Coś się stało?
- Mam teraz zajęcia, na które już jestem spóźniony – odpowiedziałem, nogą podsuwając krzesło do stołu. – Więc muszę już iść. Do zobaczenia!
Cudem, bez upuszczenia tacy, udało mi się pomachać mu na pożegnanie. Odniosłem tackę na odpowiednie miejsce, a po opuszczeniu stołówki, biegiem udałem się do sali gimnastycznej. To właśnie tam miał na mnie czekać nauczyciel. Po cichu liczyłem na to, że jeszcze sobie nie poszedł.
Stanąłem przed drzwiami, prowadzącymi do wejścia do sali i spróbowałem uspokoić oddech. Dawno tyle i tak szybko nie biegałem. Powinien zacząć ćwiczyć, by choć trochę poprawić swoją kondycję. „Powinienem”, taak, na pewno to zrobię. Niepewnie zapukałem do drzwi i wszedłem do środka. Pomieszczenie było ogromne, ale była tam tylko jedna osoba.
- Steve – zaczął nauczyciel. – Już myślałem, że nie przyjdziesz – odparł, wstał z krzesła i podszedł do mnie. – Pokaż mi, co potrafisz.
- Co… potrafię? – zamyśliłem się. – Nie jest tego zbyt dużo.
Zamknąłem oczy i się skupiłem. Wziąłem głęboki wdech i wydech. Nagle zrobiło mi się chłodno, a po moim ciele przeszedł dziwny dreszcz. Otworzyłem oczy. Tuż obok mnie stał mój klon z niebieskimi oczami.
- Ja jestem Steve — wskazałem na siebie. – A to Jimmy – wskazałem na „drugiego siebie”. – Mówię to tylko po to, by było panu nas łatwiej rozróżnić.
- Dobrze. Rozumiem. Powiedz mi coś o swoim darze.
Pokrótce opowiedziałem mu o wszystkim. O tym, jak się dowiedziałem o tej mocy i co ze sobą niesie.
- …nie dzielimy ze sobą myśli ani nie możemy przekazywać tego, co nawzajem widzimy. Nie wiem, czy będę w stanie kiedyś to zrobić – kontynuowałem. – Jedynie czuję jego emocje, ból oraz inne tego typu sprawy. Mogę też w pewnym sensie umrzeć – nauczyciel przyjrzał mi się uważnie. – Gdy jedna z połówek zginie, to wtedy wszystkie wspomnienia wracają do tej drugiej – zauważyłem dziwne iskierki w jego oczach. – Aczkolwiek śmierć nie jest przyjemna – zrobiłem krok do tyłu. – I raczej wolałbym specjalnie nie umierać.
- Jesteś pewny? – spytał.
- Tak, tak, na pewno – ułożyłem dłonie w geście obrony.
- Rozumiem. Jakbyś zmienił zdanie, to daj znać – włożył ręce do kieszeni spodni. – Na dziś to koniec. Możesz już iść.
- Tak szybko? Przecież tylko opowiedziałem panu o darze – w głębi duszy ucieszyłem się na jego słowa.
- Na pierwszy raz wystarczy.
Wyszedł z pomieszczenia, a ja po chwili poszedłem w jego ślady. Nie chciałem jeszcze się łączyć. Wspólnie z drugim mną uzgodniliśmy, że pójdziemy pozwiedzać szkołę. Osobno. Tylko mieliśmy się spotkać w akademiku za mniej-więcej trzy godziny. Tak dla bezpieczeństwa. Dłuższa „rozłąka” mogłaby źle na mnie wpłynąć. Ja poszedłem do siłowni, która była tuż obok sali gimnastycznej. Dziwne, że wcześniej jej nie zauważyłem. Wszedłem do środka. Było tam może z trzech ćwiczących uczniów. Chciałem wyjść, ale w ostatniej chwili się powstrzymałem. Może rzeczywiście jakieś niewymagające ćwiczenia mi nie zaszkodzą?

< Luhan? Wybacz za taką miernotę, ale nie miałam lepszych pomysłów .-. >

Od Katfrin (Do Alexandra)

Siedziałam w bibliotece uderzając o stolik swoimi czarnymi paznokciami w rytm muzyki lecącej ze słuchawek znajdujących się w uszach. Uczyłam się właśnie języka francuskiego, za którym bardzo nie przepadałam. Wolałam hiszpański, włoski, niemiecki, angielski czy japoński, ale ten durny francuski... eh zabić nim złoży jaja. Westchnęłam cicho i przerzuciłam stronę zeszytu na kolejną. Praca domowa... kto w tych czasach zadaje jeszcze to gów.no? No proszę was... Napisz sensowny e-mail. Sensowny? ale czy ta babka jest powalona... mam ułożyć SENSOWNY e-mail? Prychnęłam cicho jednak wiedziałam, że muszę się za to zabrać by zdążyć ze wszystkim dzisiejszymi zadaniami. Chwyciłam się czarny długopis i zdjęłam z jego zatyczkę zakładając ją na koniec przedmiotu. Okey... temat, wakacje... no ku.rwa... kto by się nie spodziewał. Opisz gdzie byłeś... typowe. Ilość minimalna słów: 100, maksymalna: 250. Czy ona myśli, że napisze dwieście pięćdziesiąt słów? O nie... się uśmiałam. Jednak wiedziałam, że jakoś muszę naskrobać te sto coś słów by nie było napisane jak to ona mówi:"na przymus". Kochana kobieto... zawsze robi się takie rzeczy na przymus! Zawsze.

~~~~**~~~~

Wyszłam z pokoju przebrana w strój sportowy i skierowałam się w stronę siłowni, zamierzałam poćwiczyć na niech do godziny 2:35. Chciałam być za dwadzieścia trzecia u siebie gdyż chciałam położyć się wcześniej spać. Przyłożyłam dzióbek butelki do swoich ust i napiłam się kilka łyków wody z cytryną i truskawkami. Zakręciłam napój i przyspieszyłam kroku czując jak torba obija mi się o udo oraz biodro. Chciałam znaleźć się jak najszybciej na siłowni gdzie włożę słuchawki w uszu i świat wokół przestanie istnieć. Muzyka sprawia iż znikam z tego ludzkiego i jakże szarego świata, w którym jesteśmy. Gdy słuchasz czegoś co mówi ci o walce, miłości, życiu czy nawet o głupim słonecznym czy deszczowym dniu zdajesz się, że rosną ci skrzydła. A wystarczy się wsłuchać w ten dźwięk, słowa i przekaz. Tylko tyle wystarczy by dzień był lepszy i by mieć nadzieje, która jest najważniejsza w naszym beznadziejnym życiu. Bez niej nie ma nas, nie ma życia, nie ma wiary ani myśli, że wszystko jest możliwe. Weszłam najpierw do szatni w siłowni i tam zostawiłam torbę biorąc tylko wodę, ręcznik, czarne słuchawki, rękawiczki bokserskie oraz bandaże do nich. Ruszyłam do siłowni wcześniej wiążąc włosy. Weszłam do pomieszczenia i od razu zabrałam się do rozgrzewki. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem dlatego chciałam wrócić wcześniej, zresztą jutro czeka mnie ciężki dzień... eh. Nienawidzę tego cotygodniowego zdarzenia w moim życiu. Zawsze to samo... spotkanie z "pełną" rodziną, obiad, rozmowa i do domu, ja zawsze jechałam jeszcze do baru. Zawsze spędzałam tam czas do wybranej godziny, równo z minutami wychodziłam. To dziwne... ale cóż. Jestem przyzwyczajona do takiego trybu życia. Wszystko miałam zaplanowane i ułożone na swoim miejscu.

~~~~**~~~~

Wracając zmęczona, mokra od potu i ledwo idąca do pokoju natknęłam się na chłopaka, który wręcz pędził do drzwi jakby uciekał od samego szatana. O popatrz... wpadł na kolejnego jeszcze gorszego. Wpadł na mnie najwidoczniej wcześniej mnie nie zauważył i spadł tyłkiem na podłogę, uniosłam zdziwiona brew... hola... to ja jestem zmęczona. Czy to nie ja powinnam leżeć na ziemi?... Hmm... to dobre pytanie, nad którym nie mam czasu się zastanawiać.
- Kim jesteś? - zapytałam, a ten wstał.
- Przepraszam... Alex - rzekł i wyciągnął w moją stronę dłoń.
- Katfrin - odpowiedziałam jednak dłoń zlekceważyłam.
- Wybacz ale muszę spadać... nie powinienem tutaj być - powiedział i wyminął mnie szybko wybiegając na dwór.
- Eh... - westchnęłam załamana i ruszyłam w kierunku swojego pokoju.

Alex? przepraszam... nie umiem zaczynać xD

Witamy Ethan Dowell !


" Jeśli straciłeś nadzieję, straciłeś wszystko.
A kiedy ci się wydaje, że wszystko stracone, kiedy wszystko wygląda tragicznie i beznadziejnie, zawsze jest nadzieja."




Imię: Ethan
Nazwisko: Dowell
Wiek: 25 lat
Data urodzenia: 23 wrzesień
Rodzina:
-Matka : Melania
-Ojciec : ♰Thomas♰
Dlaczego tutaj jestem?: W wieku 17 lat gdy jeszcze uczył się w innej szkole. Sprawiał problemy rodzica.. nie uczył się za dobrze i wpadał w bójki. Gdy wrócił pewnego popołudnia do domu dowiedział się że ojciec zmarł. Wybiegł z domu i pobiegł prosto do swojego cichego miejsca, czyli lasu. Tam zaczął płakać gdy nagromadziły się w nim emocje gniewu i rozpaczy , gdy krzyknął w wniebogłosy wszystkie drzewa wokoło wyrwały się z korzeniami i latały w powietrzu. Igły od sosen latały wokoło jego głowy , wszystko co na ziemi było nagle w powietrzu. Gdy otworzył oczy przestraszył się widząc co się stało i nie wiedząc nawet jak. Gdy jego złość opadła wszystko nagle runęło na ziemie. Zasłonił głowę by nic mu na głowę nie spadło. Gdy już wszystko opadło zobaczył że wiele hektarów lasu zniszczył. Wrócił do domu i opowiedział to mamie. Od tego czasu mama próbowała mu pomóc opanować moc. Od niedawna znalazł się w akademii.
Dar: gyrokineza (grawitokineza)
Aparycja: Ehtan zawsze ma kilkudniowy zarost. Ma Brązowe oczy oraz włosy. Jest szczupły oraz umięśniony. Ma wiele blizn na plecach oraz brzuchu. Nie ma tatuaży
Charakter:Ethan jest przyjaznym facetem . Nigdy nie wtrąca się w cudze sprawy. Umie bardzo dobrze przekonywać . Lubi się śmiać . Jest bardzo dobrym przyjacielem , który nie skrzywdzi i nie zdradzi przy pierwszej okazji. Lubi sie zaprzyjaźniać i poznawać nowe osoby . Nigdy nie wyjawia tajemnic swoich i powierzonych mu , choćby go torturowali nie powie. Jest bardzo odważny jak i pomocny. Jest on odpowiedzialnym mężczyzną. Nie boi się wyzwań, które stawia przed nim życie. Nie raz pokazało mu jakie jest bezlitosne i okrutne. Po każdej porażce staje się silniejszy.Bez względu na wszystko, dotrzyma danej obietnicy. Jeśli już coś komuś obieca to ta osoba może czuć się zaszczycona. Nie robi tego dla wszystkich. Jeśli coś sobie postanowi to, to zrobi prędzej czy później. Jest rozważny i nie działa pochopnie. Jest typem romantyka i wie jak należy traktować kobiety. Nauczył się jak sprawnie maskować wszystkie swoje emocje. Jeśli przywdzieje swoją "maskę" nikt nie jest w stanie powiedzieć jakie emocje nim władają. Dość skryty, nie mówi za dużo o swojej przeszłości, nie lubi tego.Jest bardzo rodzinny z czego uwielbia dzieci .
Nigdy nie udaje śmiechu czy uśmiechu . Zawsze jest to szczery wyraz twarzy. Nie lubi bardzo dużych grup ludzi , źle sie wtedy odnajduje . Nie lubi śpiewać bo mu to nie wychodzi . Bardzo dobrze umie sztuki walki . Jedyny taniec który mu wychodzi to towarzyski . Zwierzęta kocha szczególnie psy i koty . Czasem bywa poważny .Alkohol , pije go tylko na imprezach czy z przyjaciółmi . Bardzo często męczą go koszmary , przez które nie może spać . Uwielbia gry planszowe jak i automaty z grami tak jak za dawnych czasów, Nie znosi za to tych nowoczesnych gier na komputer i na x-boxa i inne. Kocha białą i gorzką czekoladę . Uwielbia gotować i zna wiele potraw z rożnych krajów takich jak Hiszpania , Portugalia ,Japonia , Włochy . Lubi do kolacji wypić lampkę wina to pomaga mu spokojnie spać bez koszmarów . Bierze leki na sen , jak i na swoja chorobę , o której nikomu nie mówi . Nie umie rysować jak i malować , ale za to kocha sztukę i rzeźby . Lubi chodzić do muzeum . Kocha przyrodę , dlatego często bywa w parku . Lubi pływać ale nie w basenie tylko w jeziorze bądź morzu . Kocha nurkować . Od czasu do czasu chodzi do lunaparku by oderwać się od rzeczywistości . Jest bardzo inteligentny i ma dobrą pamięć.Uwielbia czytać książki szczególnie kryminały i horrory. Jest fanem starych filmów.
Zainteresowania, hobby: Chodzić do lunaparku bardzo lubi.Lubi spędzać też czas na gotowaniu i poznawaniu nowych potraw. Spędza możliwy każdą chwile w lesie bądź parku. Czasem chodzi do schroniska by pomagać. Uwielbia też spędzać czas w szpitalu dla starszych osób. Lubi ich opowieści o dawnym świecie.
Szkoła: Główna
Klasa: Klasa Mundurowa
Partner: Niestety nie umie się zakochać
Historia:*Zbytnio nie opowiada swojej historii. Lecz troszeczkę została ona opowiedziana w punkcie "Dlaczego tutaj jestem"
Inne:*
▲Uwielbia gotować
▲Uwielbia przebywać w schronisku
▲ Jest chory ale nigdy nie zdradził na co
▲Kocha oglądać stare filmy
▲Lubi odwiedzać dom spokojnej starości
▲Nigdy jeszcze nikt go nie gilgotał
Zwierzę:* Ma na imię Vitani ale właściciel woła na nią Vi. Jets to samiczka. Ma 2 lata.
Kontakt: Admiros
Motto:* Jeśli straciłeś nadzieję, straciłeś wszystko. A kiedy ci się wydaje, że wszystko stracone, kiedy wszystko wygląda tragicznie i beznadziejnie, zawsze jest nadzieja.
Szablon wykonany przez prudence.