07 lipca 2017

Od Adelaide cd Aiden'a

Dojechaliśmy do domu znajomego Aidena, gdzie ten oddał na przechowanie auto swojej siostry. Tym samym dostaliśmy nowy pojazd, którym mieliśmy pojechać do siedziby mafii. Kiedy Aiden to stwierdził, nieco się przeraziłam, ale z drugiej strony czułam ekscytację. Sama nie wiem czemu.
Już po paru godzinach, byliśmy na miejscu. Przed nami ukazała się wielka posesja ogrodzona drutami pod napięciem. Płot był wysoki, a wejście tylko jedno. Kiedy już przy nim byliśmy, Aiden zwolnił bieg i zatrzymał się. Następnie otworzył swoje drzwi i kucnął z karabinem skrywając się za nimi. Wystawił lufę przez otwarte okno i celował w wieżyczkę strażniczą, która okazała się być pusta.
- Nikogo nie ma... - powiedział Aiden.
Wtedy ja naładowałam pistolet, założyłam kastet i podeszłam do zamknięcia. Nie chciałam strzelać, ale wzięłam go tak na wszelki wypadek. Aiden osłaniał mnie, a ja mocą zamroziłam zamknięcie do takiego stanu, że było takie jak po zanurzeniu w ciekłym azocie. Kastetem rozbiłam zamknięcie i uchyliłam bramę wjazdową. Uśmiechnęłam się lekko w stronę Aidena i gestem zaproszenia pokazałam mu, że droga wolna. Chłopak wsiadł do auta i wjechał na teren posesji parkując je. Z przygotowaną bronią wkradliśmy się cicho do budynku. Aiden szedł przodem trzymając się ściany. Ja zrobiłam to samo i dotrzymywałam kroku chłopakowi. Po drodze Aiden wystrzelał paru typów stojących na straży.
Kiedy weszliśmy do pewnego pomieszczenia, poczułam dosyć dziwny zapach. Rozglądnęłam się szybko po pomieszczeniu, chcąc znaleźć źródło wydobywania się gazu. Popatrzyłam tylko na Aidena, który oparł się o ścianę, a po chwili upadłam na podłogę tracąc przytomność.
~*~
Uchyliłam powoli powieki. Byłam w jakimś dziwnym, dużym pomieszczeniu. Spostrzegłam, że jestem przykuta i związana do krzesła. Obok siedział Aiden w tej samej sytuacji co ja. Jeszcze nie odzyskał przytomności, a ja nerwowo rozglądnęłam się po pomieszczeniu. W cieniu siedział ktoś i się przyglądał naszej dwójce. Spróbowałam użyć mocy, jednak w tym samym momencie przeszedł po mnie dosyć mocny impuls elektryczny. Wystraszona nagłym impulsem odruchowo krzyknęłam, co wybudziło Aidena. Popatrzył szybko na mnie i rozejrzał nerwowo po pomieszczeniu.
- Dzień dobry - usłyszeliśmy męski głos.
Osoba siedząca w cieniu wstała i ukazała się nam podchodząc bliżej. Był to tęgi mężczyzna z paroma bliznami na twarzy, ubrany elegancko.
- Łatwo nam poszło, tylko szkoda, że wyeliminowałeś paru moich ludzi - zwrócił się do Aidena podchodząc do niego bliżej.
- Szkoda, że tak mało - odpowiedział wnerwiony Aiden.
Poczułam jak momentalnie serce zaczęło mi bić. Zaczęłam się stresować tym, że dostanę z tych nerwów nagłego przypływu mocy i przestanę nad nią panować, przez co impulsy będą na tyle silne, aby mnie zabić. 
- Proszę, proszę - podszedł typ bliżej mnie. - Nasz mały szpieg. Pewnie zanim zdążymy Cię zabić, sama się zabijesz... - zaśmiał się.
Ja jednak nic nie mówiłam i próbowałam wszystkie emocje zdusić w sobie. Patrzyłam w oczy temu mężczyźnie, przez co udzielała mi się moc. Szybko odwróciłam wzrok, jednak moc zaczęła się wymykać i dostało mi się parę razy prądem. Próbowałam być twarda i przetrzymywałam wszystko w sobie nie wydając żadnego tchnienia, lecz w końcu nie wytrzymałam i jęknęłam parę razy z bólu.
- Niby taka odważna, a za razem słaba - powiedział i odwrócił się robiąc parę kroków.
To tylko podsyciło moją chęć zemsty na mężczyźnie i moc dawała bardziej w kość.
Do pomieszczenia weszło trzech mężczyzn w kominiarkach i podeszli do "szefa". Ten odwrócił się w moją stronę.
- Możemy skrócić te męczarnie - uśmiechnął się i podeszło do mnie dwóch jego ludzi.
Odpięli mnie od krzesła, zostawiając kajdany na rękach i doprowadzili do klęku, trzymając tak, abym nie była w stanie się wywinąć. Bandzior wyciągnął pistolet i wycelował go prosto w moją głowę. Przeładował broń, a ja zamknęłam oczy. Wtedy usłyszałam damski głos, który rozległ się z jakiegoś głośnika:
- Stój.
Mężczyzna opuścił pistolet i odwrócił się patrząc na wejście, w którym już po chwili pojawiła się kobieta. Patrzyłam na nią z niedowierzaniem. Wiedziałam, kto to był.

Aiden?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.