09 lipca 2017

Od Adelaide CD Aiden'a

Aiden unieszkodliwił wszystkich strażników, łącznie z tą przebrzydłą s*ką. Potem uwolnił mnie i kazał się pośpieszyć. Chłopak zabrał swoją broń, a ja kucnęłam przy nieprzytomnej... matce. Westchnęłam cicho.
- Jak mogłaś - nie dowierzałam, że zrobiła ona to wszystko i wyrządziła tyle krzywdy.
Wstałam i kiedy chciałam podejść do Aiden'a, zobaczyłam na ziemi ostry sztylet. Podniosłam go i popatrzyłam na leżącą rudowłosą. Potem na Aidena, który czekał.
Jednak po chwili namysłu puściłam sztylet i pobiegłam do chłopaka, który dał mi broń wcześniej odebraną przez mafię.
- Dzięki - powiedziałam odbierając pistolet i kastet.
Ponieważ parę wyjść było zablokowanych, musieliśmy iść okrężną drogą przy okazji kasując paru ludzi... no głównie Aiden likwidował.
W pewnym momencie musieliśmy się rozdzielić. Aiden wytłumaczył mi dokładnie gdzie się mam kierować. Sam chyba musiał zabić resztę strażników. Postanowiłam się go słuchać i kiedy udało mi się wyjść z budynku, na koniec czekała niemiła niespodzianka. Ta moja matka stała w oddali i czekała na mnie.
- Żałuję, że Cię wcześniej nie zabiłam - powiedziałam na głos.
- Tak, tak - zaśmiała się podchodząc. - I co teraz kochanie mi zrobisz? Uderzysz jakimś chłodem? Nawet nad tym nie panujesz... co? Tatuś Cię nie nauczył - drwiła.
Poczęstowała mnie jeszcze paroma tekstami... tak, jakby chciała, aby mnie zezłościć i abym przybrała na sile i aby sprowokować mnie do walki.
- Miarka się przebrała - powiedziałam poważnie i poczułam ten niepokojący przypływ mocy, który zwiastował wyładowanie.
Matka zaczęła pierwsza od ataku ogniem.
Sprawiła, że pobliskie elementy konstrukcji budynku płonęły i rzucała je po kolei wprost na mnie i wyjście, aby je zablokować. Odskoczyłam energicznie i uniknęłam ataku. Z rąk poleciał mi jakby zimny, widoczny powiew, a moje ciało spowił mróz.


Przestałam już chyba racjonalnie myśleć i na chwilę wstąpił jakby we mnie demon lodu i rozpętałam "piekło" na polu walki. Nie pamiętam jak już to się stało, ale moja matka skończyła przyparta do ściany budynku lodem, a w jej szyję wycelowany był ostry sopel lodu, który wystawał z bloku "górki" lodowej, która uniemożliwiała ruch. Brakowało dosłownie paru milimetrów, od wbicia się ostrza w szyję matki. Powoli poczułam zimno na ciele, które powoli stawało się coraz chłodniejsze. Matka ostatkiem sił zaśmiała się.
- Dałaś się sprowokować. Teraz sama się wykończysz - stwierdziła.
Upadłam na kolana i zaczęłam ocierać rękami swoje ramiona. Czułam jak zamieniam się w wielki sopel lodu, a moje ciało powoli pokrywa się szronem. W odpowiednim momencie pojawił się Aiden. Podbiegł do mnie i kucnął.
- Adel, co Ci jest? - spytał zdyszany i zdenerwowany.
- Nie widzisz? Zostaje żywą bryłą lodu! - zaśmiała się.
Aiden zobaczywszy moją matkę przybitą do ściany podszedł do niej i krzyknął.
- Co jej zrobiłaś?!
- Co ja zrobiłam? Sama to sobie zrobiła. Jak widać jest zbyt podatna na prowokacje.
Słysząc to już nie wytrzymałam i wstałam z podłoża podchodząc spokojnie. Powinnam oszczędzać moc, jednak sytuacja tego wymagała. Podmuchem chłodu popchnęłam "górkę" lodu, co spowodowało wbicie się lodowego ostrza w szyję kobiety. Nie chciałam patrzeć jak krew z niej wypływa, więc od razu odwróciłam .
- Nie czuję dłoni - przeraziłam się i patrzyłam jak się powoli pokrywają szronem.

Aiden?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.