09 lipca 2017

Od Levinn'a cd Mii

Wzrokiem plątając się po ciele wychodzącej dziewczyny, przemyślałem to co mi powiedziała. Szczerze nie wiedziałem o tym, choć wiele razy byłem hospitalizowany. Może coś ze mną nie tak? Albo wiedzieli i specjalnie dopasowali do mnie leki , bo mając taką osobę jak ja, mogli nieźle zarobić...używając mnie jako człowieka idiotę który da się wykorzystywać. Może tylko do tego się nadaje? Do nieludzkiej pracy? Często od tego typu przemyśleń wyrywają mnie mama, mówiąc że póki mam uczucia, jestem od nich o niebo silniejszy. Dzięki mamo!
Czując się wypoczętym, a z drugiej strony zmęczonym, uznałem że by do końca wykorzystać siły i zasnąć bez problemów, zrobię sobie spacer. Ucierając białą, opinającą mięśnie koszulkę i zwykłe ciemne jeansy, wyszedłem na dwór. Jedna z moich ulubionych ścieżek często była pusta, spokojna, oraz w jednym miejscu było głębokie jezioro. Można było poczuć się jak w letnich domkach, gdzie ciepłymi wieczorami nad ogniskiem można pić ze znajomymi piwo i dobrze się bawić...nie można oczywiście pominąć śpiewania i grania na gitarze. Ta, którą aktualnie posiadałem, idealnie nadawała się do wolnych i melodyjnych piosenek, które Vane uwielbia. A że jej urocza mordka zaciesznie wpatrywała się we mnie, pomyślałem że czemu nie. Biorąc jeden, głęboki oddech sięgnąłem po czarną, matową gitarę. Ostatni raz jak na niej grałem była nastrojona wręcz idealnie. Jednak teraz starałem się to zrobić szybko i możliwie jak najdokładniej. Po chwili rozgrzania, mogłem wypuścić parę czystych dźwięków, potem jeszcze kilka aż powstała zadowalająca melodia, rozbrzmiewająca po pokoju. Pociągnąłem kolejną strunę, jednak wraz z nią odleciałem gdzieś umysłem i wydała z siebie mocny, niestonowany odgłos. Na tym moje granie się skończyło, więc nakarmiłem stworzenie zwane psem i wyszedłem na zewnątrz. Pogoda często była ładna, aż zacząłem tęsknić za tym ciepłym deszczem w mroźne dni. W tedy było idealnie. 

Idąc z rękami w kieszeniach, dojrzałem kogoś, lub coś pływającego tuż pod powierzchnią wody. Los, jak los, robi swoje i po chwili tafla zadrgała, będąc świadkiem jak Mia wciąga mnie do wody niczym głodny krokodyl. Chętnie się jej odwdzięczyłem, na końcu jeszcze przygwożdżając ją do podłoża. Nie mogła się ruszyć, ani nawet odwrócić wzroku więc zmuszona była patrzeć mi w oczy. Zauważyłem przebłysk nieśmiałości, który potem znikł. Wyszczerzyłem lekko zęby, przypatrując się jej. Nie ma co ukrywać, jej ciało w tym kostiumie było, cóż, można rzec że wręcz pociągające. Pasowało do niej idealnie.
- Będziesz miała ochotę na przejażdżkę? Zabiorę Cię gdzieś.- Szepnąłem, kładąc rękę tuż przy jej głowie.Zanim chciała coś powiedzieć, pokręciłem głową kładąc palec na ustach- nie przyjmuję odmowy. 
Podniosłem się, wystawiając rękę w jej stronę.- Ale możemy tu jeszcze zostać.
- Oczekujesz że chcę spędzać z tobą czas?
- Tak.- Zaśmiałem się cicho- Więc?

Mia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.