09 lipca 2017

Od Mii CD Levinn'a

Przez całą drogę do akademii czułam się byle jak, ale nawet nie miałam zamiaru jechać do szpitala. Bo mało kto wie, ale w szpitalach osłabiają dar i może dojść do jego wyładowania w miejscu publicznym.. Nie chciałabym tego.
Levinn zaniósł mnie do swojego pokoju, gdzie czekał tam jego pies. Położył mnie na łóżku i dał mi spokojnie odpocząć. Widząc że bierze ze sobą ręcznik, mogłam się domyśleć że idzie pod prysznic. Szkoda że nie mam daru widzenia przez ściany.. ah. Gdy wychodził z pokoju, coś tam powiedział, lecz wszystko słyszałam jak przez mgłę. Westchnęłam cicho i na chwilę zamknęłam oczy, które po chwili otworzyłam i zauważyłam przed swoją twarzą, duży pysk psa, który dosłownie mi się przyglądał. Lekko się zaśmiałam i pogłaskałam psa po głowie, który zaraz zaczął machać ogonem co znaczyło że się cieszy. Przez ten moment zapomniałam o wszelkim bólu, dopóki suczka nie wskoczyła na mnie kładąc się mi na brzuchu i kładąc pysk koło mojej twarzy.
- Ty wariatko - zaśmiałam się mimo lekkiego bólu i gładziłam ją po plecach.
W takim spokoju leżała na mnie cały czas, aż zasnęła. Szczerze poprawiło mi to humor i samopoczucie. Gdy tylko do pokoju wszedł zdziwiony Levinn, przyłożyłam palec do swoich ust na znak by był cicho i się posłuchał. Usiadł obok na łóżku i lekko się uśmiechnął.
- Nie jest za ciężka ? - spytał spokojnie
- Bywało gorzej, ale jest dobrze - odpowiedziałam wzdychając - Nawet lepiej się czuję - dodałam lekko się śmiejąc.
Suczka nagle podniosła łeb wraz z uszami. Spojrzała na mnie i powoli odwróciła łeb w stronę chłopaka. Zeskoczyła z łóżka jak poparzona, zrobiła kółko po pokoju jak mała wyścigówka i schowała się za łóżkiem bacznie nas obserwując. Odwróciłam wzrok na mojego towarzysza, a on na mnie i oby dwoje wybuchliśmy śmiechem. Podniosłam się do siadu i nieśmiało się uśmiechnęłam od razu odwracając wzrok od chłopaka. Raz jest normalnie, a raz musi wpaść ta nieśmiałość.
- Bym zapomniał - odezwał się nagle Levinn wstając.
Z szafki wziął kluczyki i dokumenty od mojego auta po czym wręczył mi je, a ja schowałam do kieszeni swojej bluzy.
- Dzięki - powiedziałam spokojnie - Mam nadzieje że nie zarysowałeś mi auta - dodałam oczywiście żartując
- Kilka razy przeleciałem przez krzaki mając nadzieje że się nie skapniesz - powiedział dość wiarygodnie, lecz zaraz się zaśmiał co znaczyło że również żartował.
- Naprawiałbyś - oznajmiłam posyłając w jego stronę dość uroczy uśmiech.
- Z przyjemnością - mruknął z niego zawadiackim uśmiechem
Od razu poczułam że się czerwienie, więc szybko odwróciłam wzrok na psa. Sunia cicho pisnęła i usiadła między nami. Miałam nadzieje, że taka przyjemna atmosfera będzie trwała już cały czas, jednakże mój organizm lubi to psuć. Poczułam dość ostry ból w klatce piersiowej i brzuchu, co znaczyło że coś jest nie tak wewnątrz. Chodź mogłam się mylić. Uniosłam lekko moją koszulkę i zauważyłam czerwoną ciesz, która powoli wydobywa się z mojego brzucha.
- Do szpitala - powiedział zaniepokojony Levinn, który już chciał mnie podnieść
- Nie - warknęłam - Mój pokój. Pierwsza szafa. Tam jest moja apteczka. Przynieś - szybko wyjaśniłam zatrzymując krwawienie - Już ! - niemal krzyknęłam otrząsając chłopaka.
Z niezadowoleniem wybiegł z pokoju i zaraz wrócił z moją rzeczą. Otworzył ją koło mnie szukając jakiś bandaży. Szybko wtrąciłam tam swoją dłoń i wyjęłam niewielką strzykawkę z błękitną cieczą. Zębami zdjęłam z igły zasłonkę i wstrzyknęłam całą zawartość w udo, w główną tętnice. Ból momentalnie zaczął odpuszczać.
- Co to ? - spytał gdy wyjęłam już igłę
- Substancja samoregenerująca - odpowiedziałam zgodnie z prawdą - Lecz ani słowa że to mam - spojrzałam na niego niemalże mrożąc go wzrokiem.
- Dobra - odparł spokojnie siadając na łóżko obok - A czemu tak bronisz się przed szpitalem ? - spytał jakby podejrzewając coś
- To Ty nie wiesz ? - uniosłam lekko jedną brew - Te pseudo leki u nich osłabiają dar i może dojść do wyładowania - wyjaśniłam - W moim przypadku zabiło by mnie to - dodałam zdejmując dłoń z rany, która zamieniła się w niewielką bliznę. Otarłam gazą krew i schowałam do niewielkiego foliowego opakowania po czym zamknęłam w apteczce. - Teraz pozwól że wrócę do siebie - powiedziałam już spokojniej.
Powoli wstałam z pewnością, że nagle nie osunę się na ziemie, jednakże wszystko szło po mojej myśli. Doszłam do swojego pokoju i nim poszłam pod prysznic, ogarnęłam apteczkę zamawiając nowy zestaw dostosowanej do moich potrzeb. Zaraz chwyciłam za ręcznik i zmienne ubrania, po czym poszłam pod prysznic. Gdy przyjrzałam się na swoje ciało w lustrze, zauważyłam kilka siniaków, które w sumie szybko znikną. Po prysznicu zaniosłam ciuchy do pralni i nastawiłam jedno ze swoich prań. Wróciłam do siebie myśląc co tu robić nie siedząc non stop na głowie Levinn'a bo pewnie ma swoje ciekawsze zajęcia.
Szybko wpadłam na świetny pomysł. Ubrałam strój kąpielowy, dwuczęściowy, który idealnie na mnie leżał. Na to luźna, jasna koszulka i krótkie spodenki jeansowe oraz zwykłe, czarne wkładane buty. Stwierdziłam że iście z buta nad jezioro będzie nudne, więc przeszłam do stajni. Osiodłałam karego ogiera i ruszyłam w wyznaczone miejsce. Znalazłam się tam szybko i nawet nikogo nie zastałam. Zsiadłam z rumaka, przywiązałam do drzewa w cieniu i zdjęłam z siebie ubrania kładąc je niedaleko by były na widoku. Powoli weszłam do wody, która była zbawieniem w taki upał. Woda była bardzo przejrzysta, więc było widać całe kolorowe dno. Zanurkowałam porządnie łapiąc powietrze i popłynęłam aż na sam dół. Zrobiłam tak z dwa razy i wyszłam na brzeg nieco rozwalając swoje włosy by nie były takie oklapłe.
Nagle usłyszałam jakby ktoś szedł, lecz nikogo nie widziałam, a ogier postanowił się położyć i obserwować. Po jego zachowaniu widziałam że też coś słyszał. Skupiłam się na odnalezieniu danej postaci i po chwili mi się udało. Był to Levinn, który chyba szybko się przemieszczał. Przewidziałam jego aktualne miejsce pobytu i przeniosłam się za niego. Dotknęłam jego ramienia i wrzuciłam nas do wody. Chciałam szybko odpłynąć, lecz chłopak zdołał złapać mnie za kostkę i dosłownie przyciągnąć do siebie. Chcąc nie chcąc niemalże się do niego przytuliłam kładąc dłonie na jego tors. Spojrzałam w jego oczy cicho się śmiejąc.
- Chyba masz mokrą koszulkę - powiedziałam starając się utrzymać powagę.
Widząc minę chłopaka, który wyglądał jak wkurzone pięcioletnie dziecko, któremu upadł lizak, zanurkowałam i sprawnie oddaliłam się w stronę brzegu. Nim zdążyłam wyjść, Levinn chwycił mnie i wywrócił na piasek kładąc mnie na plecy, a sam uniemożliwił mi wstać.

Levinn ? x'D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.