07 lipca 2017

Od Sehun'a cd Damien'a

– Masz jakieś propozycje na miejsce? - zapytał, składając swoją sztalugę.
– Miałbym, gdybym był na terenie Williston dłużej niż dwie godziny – odparłem, niezbyt zadowolony ze swojej odpowiedzi.
Chociaż... kiedy ciągnąłem za sobą dwie walizki do internatu, w oddali mogłem zobaczyć park. Nie wydawał się oblężany, przynajmniej nie o tej porze.
– Aczkolwiek moim jedynym pomysłem jest park, przechodziłem obok niego. Drzewa w przeciwieństwie do ścian uszu nie mają.
— Park to dobre miejsce, nie sądzę, aby za wiele ludzi o tej porze się tam plątało, więc akurat — pokiwał głową.
Bez zbędnych komentarzy poszliśmy do pokoju Damiena, ale żeby go nie przytłaczać, zostałem na korytarzu. Nie każdy lubi czyjąś obecność w swoim azylu, a nie chciałem tracić czasu na takie drobnostkowe pytania. Niektóre rzeczy można obejść jak na przykład to pytanie.
Mężczyzna szybko wrócił. Po wymienieniu spojrzeń poszliśmy do parku i oboje w drodze do niego milczeliśmy. Przed internatem stało parę osób, więc po prostu przeszliśmy obok. Do zaspokojenia ciekawości Damiena dojdziemy na łonie natury. Ostrożności nigdy nie wiele.
- Więc co chcesz wiedzieć? - spojrzałem kątem oka na niebieskookiego, powoli krocząc przez park. Byliśmy już w jego odosobnionej części.
- Jaki masz stosunek do ludzi, do świata ogólnie? - zapytał Damien, mało kulturalnie chowając ręce do kieszeni marynarki, co jednak zignorowałem. Czuje się swobodnie, to dobrze.
Na kilka sekund zamyśliłem się, starannie dobierając słowa, by jak najlepiej przedstawić swój punkt widzenia.
- Jeśli chodzi o ludzi to... wolę trzymać się z dala zarówno od przyjaźni, jak i nienawiści. Większość naszej populacji jest zmienna, a ja nie jestem obdarzony mocą przewidywania przyszłości, by przebierać w znajomych. Moim zdaniem bycie neutralnym jest naprawdę korzystne — nie jesteś zobowiązany do pomocy, do wybrania jednej ze stron czy do bycia lojalnym. Przyjaźń i miłość są jak smycz, ale to nie ty ją trzymasz, ty jesteś na niej uwiązany. W większości ludzkie uczucia są ślepe... Przechodząc do świata, uważam, że wszystko można zmienić, ale trzeba zachować równowagę i zgodność z naturą. Mimo to, że jestem ateistą, poniekąd kieruję się niektórymi zasadami taoistów. Niektórymi, ponieważ duży procent z nich nie nadaje się do naszej rzeczywistości. Sądzę też, że nie ma rzeczy niemożliwych. Sami kreujemy swoją przyszłość i za nią odpowiadamy. W temat polityki i polityków wolę się nie zagłębiać. W zasadzie nie nazywałbym ich politykami, są zbyt zapatrzeni w swoje ideologie, do których uparcie dążą. Nie oszukujmy się, niektóre są niedorzeczne i krzywdzące... - westchnąłem, przypominając sobie niektóre głupoty, które usłyszałem parę lat temu w tv. - Jaki jest twój światopogląd?
- Moim zdaniem cały obecny świat to jakaś ruina — stwierdził Damien, patrząc przed siebie. - Większość partii politycznych jest nastawiona na zyski własne, nie licząc się ze zdaniem społeczeństwa, a samo społeczeństwo jest coraz mniej wymagające. Czasami nawet nie chce mi się włączać mediów, bo to, co tam usłyszę, niczego do mojego życia nie wniesie. Ludzie nie mają autorytetów, bo nie mają skąd ich brać, nie mają w co wierzyć. Sam nie wiem, w co powinienem wierzyć, co do religii wiem jednak, że coś po tej śmierci jest, także kres mojego żywota niespecjalnie mnie martwi. Sztuka też powoli zaczyna nabierać dziwne formy, ale to jestem w stanie zrozumieć i docenić kreatywność twórców, ale nad bestsellerową literaturą czasem chce mi się płakać. Czas wielkich pisarzy chyba minął albo ludzie wysławiają nie to, co trzeba.
- Rozumiem — odparłem.
- Interesujesz się może sztuką? - zapytał z ciekawością w głosie.
- Kiedyś się interesowałem, ale teraz śledzę tylko moich ulubionych artystów, na przykład Ai Weiwei, Joan Cornella, Ran Hwang.
- Ran Hwang tworzy niesamowite dzieła — uznał Damien z lekkim uśmiechem.
- Racja, ona sama też jest niesamowita — mówiąc 'niesamowita' miałem na myśli jej ciężką pracę. Nie oszukujmy się, ja nawet nie wypełniłbym ćwiartki jej pracy.
Byliśmy w samym sercu parku. Mój monolog zajął całkiem dużo czasu, więc nie zdziwiłem się, że jesteśmy tak daleko.
- Jaki jest twój dar? - zatrzymałem się przed rozwidleniem. Pierwsza dróżka prowadziła zapewne na koniec parku, natomiast nie wiedziałem, dokąd prowadzi druga, więc pozwoliłem wybrać drogę mężczyźnie.
- Potrafię rozmawiać z duchami, przywoływać je i odganiać, ale to ma swoje ograniczenia — wyjaśnił. - Przynajmniej na razie.
- Jest to jakoś pożyteczne? - podwinąłem rękawy bluzy, zaciekawiony jego mocą. Najbardziej ceniłem dary, które można było wykorzystać.
- To... - zastanowił się. - To w sumie zależy, jak na to spojrzeć. Duchy w większości są bardzo mądre, więc potrafią doradzić w zupełnie każdej kwestii. Jeśli jest się samotnym, to zrobią za towarzystwo. Plątają się wszędzie, więc praktycznie o każdym z tej akademii jestem w stanie się czegoś dowiedzieć, nie wychodząc z pokoju. To świetni informatorzy, a jak chce się coś tworzyć, to lepszego źródła niż rozmowy z nimi się nie znajdzie. Jak przypadkiem zapomni się o kartkówce z historii, Napoleon Bonaparte służy pomocą. - Damien uniósł kącik ust. - Ale nie wykorzystuję jako pomoc w rzeczach sprawdzających moje umiejętności. No i, jakby ktoś chciał się zabić, to można poznać cały wachlarz skutecznych i ciekawych opcji.
- Skoro tak, to dlaczego zamierzasz mnie poznać osobiście, kiedy duchy mogą to zrobić za ciebie? - nie dopuściłem do siebie myśli, że chłopak zrobił dla mnie wyjątek. W sumie logicznym byłoby wyjście, w którym sam decyduje o tym, czy warto się ze mną zadawać, czy nie, po tym, jak się wszystkiego o mnie dowiedział.
- Nie jestem typem człowieka, który lubi plotkować i jeśli wiem, a wiem niestety sporo rzeczy, których wolałbym nie wiedzieć, to tylko przez Maurice'a i Jacquesa. To moi przyjaciele, są jak stare plotkary — wytłumaczył Damien. Nie brzmiało to zbyt pochlebnie. - A odpowiadając na Twoje pytanie, nie lubię za bardzo naruszać cudzej prywatności. I z bardziej osobistych względów, jeśli zacząłbym swoich przyjaciół o coś pytać, nie daliby mi żyć, od razu rzucając jakieś śmieszne podejrzenia.
- Może chcieliby ukrócić twój żywot? – mruknąłem w żarcie. – Wszystko wskazuje na to, że twoje życie jest znacznie ciekawsze od mojego.
Powędrowaliśmy pierwszą ścieżką. Mogłoby się zdawać, że koniec naszego spaceru zapoznawczego skończy się na końcu parku, ale nawet się na to nie zanosiło.
W oddali zauważyłem dość niewyraźną postać, kryjącą się przed czymś za drzewem. Chrząknąłem, zwracając uwagę Damiena i wskazałem czubkiem nosa ludzką sylwetkę.
- Nie wygląda na ucznia – szepnąłem. – Jego mowa ciała również nie wskazuje na zabawę w chowanego.
- To też żaden z nauczycieli. Obiło mi się o uszy, że gdzieś w okolicy pląta się ktoś, kto nas osłabia, aczkolwiek sądziłem, że to tylko plotki — Damien zmarszczył brwi.
Zainteresowany postacią podszedłem bliżej, jednak między nami wciąż było około 20. metrów. Starałem się zobaczyć chociaż twarz, ale nie zobaczyłem ani milimetra skóry. Obcy nie spostrzegł mnie ani Damiena szybko, ale gdy już to zrobił, zerwał się do góry, po czym zaczął biec w przeciwnym do nas kierunku. Zebrałem sporą ilość pary wodnej z powietrza i puściłem ją w kierunku przybysza, zmieniając ją w lód. Sapnąłem, widząc, jak wytworzony przeze mnie lód jest dwa razy krótszy i cieńszy niż powinien.
- Musimy mieć jakiś plan. Na takiej odległości nic mu nie zrobię – odwróciłem się do mężczyzny.
- Trzeba się nad tym zastanowić, ale na razie lepiej wracajmy - zaproponował.
- Racja, wracajmy - westchnąłem, patrząc na oddalającą się czarną plamę, po czym się odwróciłem.
<Chciałam ich odprowadzić, ale z przyczyn losowych tego zrobić nie mogę ;^; Damien?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.