17 sierpnia 2017

Od Alarick`a cd Aurayi

Dawno nie biegałem a ten chłodny dzień idealnie pasował do wieczornej przebieżki. Nie lubiłem biegać w ciepłe dni, za szybko się męczyłem. A taki dzień jak ten był po prostu idealny. Ubrałęm spodenki i bluzę wiedząc, że jak będę wracać będzie o wiele chłodniej niż teraz. Ruszyłem przed siebie jak zwykle wybierając te ścieżki wśród drzew, oddalone od ludzi. Minęła niecała godzina gdy dobiegłem do skraju lasu, zakończony był on strumieniem. Tutaj postanowiłem chwilę odsapnąć. Wyszedłem na polanę jednocześnie zauważając jakąś postać tuż przy strumieniu. Musiałą się wystraszyć kogoś nadchodzącego od tyłu i w pośpiechu wstała. Nie stała jednak na równym terenie więc straciła równowagę i wpadła do wody, matko do zimnej wody. Podbiegłem do dziewczyny i pomogłem jej wyjść Długie mokre włosy sięgały pasa, część z nich zasłoniła policzek i prawe oko. Automatycznie je odgarnąłem aby spojrzeć na ową dziewczynę
 - Nic ci nie jest? - zlustrowałem ją wzorkiem trzymając za ramiona szukając jakichkolwiek oznak ran czy innych skaleczeń. Była tak drobna i skulona po tym niespodziewanym prysznicu, że odczuwałem wrażenie jakby miała się rozpaść.
 - Nie nic - powiedziała cicho a broda zaczęła jej lekko drżeć, zdjąłem swoją bluze i podałem dziewczynie, która zaczęła protestować
 - Dziewczyno jesteś cała mokra a temperatura wynosi mniej niż pięć stopni więc przeziębić na pewno się przeziębisz ale zapalenia płuc i hipotermii możemy uniknąć, więc ściągnij swój mokry swetr i załóż moją bluzę aby nie zakładać suchych ubrań na mokre - odwróciłem się aby jej nie podglądać, wyczuwam, że i tak czułą się już lekko zażenowana więc nie chciałem pogarszać jej stanu - Może być nieco spocona bo biegałem ale to lepsze niż twoje mokre ciuchy
 - Tak jasne dziękuję - powiedziała zapinając bluzę pod samą szyję. Na szczęście byłem od niej sporo wyższy więc bluza sięgała jej prawie do kolan
 - A teraz szybko do akademii - zacząłem iść przed siebie skrótami które ostatnio odnalazłem, dziewczyna dotrzymywała mi kroku w milczeniu. Lekki wiatr osuszał jej włosy i zacząłem rozpoznawać w niej dziewczynę, która dzisiaj na porannej lekcji miała pewne problemy ze swoją mocą - Tak w ogóle to jestem Alarick
 - Auraya
 - To przez ciebie dzisiaj rano nie miałem prądu? - zapytałem z uśmiechem, pokiwała głową i spojrzała na mnie wielkimi oczami, dostrzegałem w nich jedynie smutek
 - Przepraszam naprawdę nie chciałam tego zrobić
 - Daj spokój nic się nie stało to normalne w takiej szkole jak ta, co chwilę coś się dzieje bo ktoś nie radzi sobie z mocą. Po to tu jesteśmy aby się nauczyć kontroli
 - Ale u mnie nie widać efektów
 - Posłuchaj przynajmniej próbujesz coś z tym zrobić. Zobaczysz w końcu przyjdą efekty - wyszliśmy właśnie z lasu i przed nami rozciągał się budynek akademii. Wiedziałem doskonale, w którym pokoju mieszka dziewczyna gdyż byłą współlokatorką Caroline, której byłem częstym gościem. Odkluczyła pokój, nikogo nie było jeszcze w środku
 - A gdzie Caroline? - zapytałem
 - Nie mam jej przez kilka dni a co znasz ją?
 - No nawet całkiem dobrze - uśmiechnąłem się - Dobra idź szybko się przebrać w suche rzeczy a ja zrobię ci jakąś gorącą herbatę.
Znalazłem w kuchni miód i cytrynę. Zaparzyłem duży kubek herbaty i postawiłem na łóżku należącym do dziewczyny. Wyszła z łazienki i spojrzała na mnie
 - Kładź się do łózka i pij dużo tej herbaty. I nie wychodź niepotrzebnie. Powinno pomóc. Jutro zobaczymy jak się czujesz.
 - Dziękuję za pomoc Alarick naprawdę - powiedziała cicho
 - To naprawdę nic i nie smuć się tak, lecę - pomachałem jej i wyszedłem.

Zmierzałem na poranne zajęcia do sali. Mignęła mi gdzieś w oddali twarz Aurayi, skoro szła na lekcje to na pewno czuła się całkiem nieźle. Taką miałem nadzieję. Usiadłem w swojej ławce i wypatrzyłem ją wzrokiem, siedziała kilka ławce przede mną więc nie mogła mnie zobaczyć. Lekcje kontroli nad naszymi darami były naprawdę świetne ale osobiście uważam, że powinny odbywać się o innych godzinach. Nie tak wcześnie, kiedy część uczniów jest niewyspana, druga część głodna, gdyż wszyscy jesteśmy przed śniadaniem, które odbywa się dopiero po tej lekcji. Lekcja zakończyła się dzisiaj wyjątkowo szybko, co nikomu nie przeszkadzało. Pomaszerowałem do stołówki i usiadłem przy wolnym stoliku. Zazwyczaj zajmowałem go razem z Caroline ale teraz jej nie było więc siedziałem sam dopóki nie dostrzegłem w kącie sali sylwetki Aurayi, ruszyłem w jej stronę i usiadłem naprzeciwko, na mój widok blado się uśmiechnęła
 - Hej, i jak tam się czujesz?
 - Jest o wiele lepiej niż wczoraj, trochę trzyma mnie katar ale i tak czuje się dobrze. - uśmiechnęła się nieco mocniej - Dzięki tobie oczywiście
 - Daj spokój - westchnąłem słysząc te słowa po raz któryś z kolei - A jak samopoczucie? - z tym pytaniem spodziewałem się mniej pozytywnej odpowiedzi
 - Nie zmieniło się od wczoraj - mruknęła
 - Mam pomysł jak ci pomóc jeśli oczywiście chcesz? - spojrzałem na nią, na jej twarzy pozostawał wciąż ten sam, trudny do odgadnięcia wyraz - Musisz chociaż spróbować - nalegałem
 - Ale co chcesz niby zdziałać czego nie próbowali nauczyciele?
 - Mam pewien pomysł musisz tylko się zgodzić - powiedziałem z uśmiechem.

Piętnaście minut później szliśmy lasem w stronę tej samej polany na której się wczoraj spotkaliśmy.
 - Boże gdybym wiedziała, że znowu mam iść w tamto nieszczęsne miejsce i będę musiała się zrywać z lekcji to bym się nie zgodziła - skomentowała naszą wyprawę Aura
 - Nie narzekaj, może mój sposób będzie odpowiedni aby opanować w jakimś stopniu twój dar - w końcu dotarliśmy do owego miejsca, usiadłem na ziemi opierając się o drzewo a dziewczyna zrobiła to samo
 - A więc?
 - Myślę, że spory problem tkwi w tym, że na lekcji jak i w akademiku przebywasz w otoczeniu dużej liczby osób. Co dodatkowo wpływa na brak kontroli twojej mocy. Myślę, że chcesz się skupić na tym aby nikogo nie skrzywdzić i nic nie rozwalić, boisz się, że to zrobisz i tym strachem napędzasz w sobie swój dar jeszcze bardziej, który po prostu nie ma wyjścia i eksploduje, mniej więcej oczywiście tak to wygląda z moich obserwacji. Nauczyciel jest kolejną osobą, która źle na ciebie wpływa. Niby chce pomóc. Ale jest nauczycielem więc wiadomo, że każdy chce aby nauczyciel był zadowolony z pracy i postępów uczniów. Tobie nie wychodzi więc się jeszcze bardziej denerwujesz, że go zawiedziesz. Stąd moja propozycja. Może powinnaś zacząć eksperymentować ze swoją mocą w bardziej odludnym miejscu? Pozbawionym niepotrzebnych gapiów oraz ludzi, którzy będą cię oceniać. Nie myśl o tym co cię otacza i co możesz zrobić tylko myśl o swoim darze jak dobrze go użyć a nie nadużyć. Rozumiesz? A jeśli nawet nie będzie ci szło to nikomu nic się nie stanie no najwyżej spalisz kilka drzew. Im częściej będziesz ćwiczyć tym szybciej znajdziesz jedność ze swoim darem.

Aura?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.