11 sierpnia 2017

Od Alice

Promienie wschodzącego słońca mnie obudziły bardzo rano. Wszystko było tak, jak codziennie, nic nie zapowiadało tragedii. Wykonałam moją codzienną rutynę, czyli wzięłam prysznic, pomalowałam się i już w pełni ubrana zeszłam na śniadanie. Zajęłam nawet swoje stałe miejsce i zaczęłam bezmyślnie grzebać w jedzeniu. Nie miałam najmniejszej ochoty na dzisiejsze zajęcia, miałam ważny sprawdzian, na który się nie nauczyłam i wiedziałam, że wypadnę prawdopodobnie najgorzej z klasy. Chyba każdy dzisiaj przejmował się tylko tym, jakby naprawdę nie mieli życia i obchodziły ich tylko te głupie, nic nie wnoszące do życia testy. Postanowiłam sobie odpuścić dzisiejszy dzień i wybrać się na zakupy do centrum miasta, bo dawno tam nie byłam, a tutejsze okolice zaczęły mnie bardzo przytłaczać, sama nie wiem dlaczego. Kiedy już kończyłam jeść, była za piętnaście ósma, a więc niedługo zaczynały się lekcje. W tym czasie przysiadł się do mnie radosny Yonjoon. Dawno nie widziałam go w tak dobrym humorze, i tak w sumie, to w ogóle dawno się nie widzieliśmy.
- Hej - powiedział, na co odpowiedziałam wymuszonym uśmiechem. - smacznego - dodał po chwili.
- Wzajemnie. Co zamierzasz dzisiaj robić? - zapytałam obojętnie. W rzeczywistości powiedziałam to tylko dlatego, żeby jakoś ciągnąć rozmowę, mimo że nie do końca miałam teraz ochotę na czyjekolwiek towarzystwo. Nawet jeśli Yonjoona nadzwyczaj bardzo lubiłam.
- Jak napiszę ten sprawdzian, który ma dzisiaj być, zamierzam pójść na spacer. Uczyłem się całą noc i muszę dobrze wypaść! - powiedział rozemocjonowany, na co kiwnęłam głową. - może masz ochotę pójść ze mną wieczorem na kawę do miasta?
- Przepraszam, ale mam już plany. Chciałam dzisiaj odwiedzić rodzinę, bo mnie zaprosiła - skłamałam. Gdybym powiedziała, że wybieram się do jakiegoś klubu, to z pewnością chciał by pójść ze mną, albo przynajmniej na zakupy, które wcześniej zaplanowałam, jednak ja chciałam pobyć sama. Wiedziałam, że zachowałam się źle, mówiąc że mam rodzinę i mogą się wiązać z tym w przyszłości pewne problemy lub nieprzyjemności, ale teraz nie myślałam o tym, potrzebowałam tylko wymówki.
- Pewnie będę nocowała w domu, więc jutro może mnie nie być, mógłbyś mnie usprawiedliwić? - spytałam, kiedy wpadłam na pomysł, że zamiast leczyć kaca w szkole, zrobię to w jakimś hotelu ze spa. - a, i gdyby Theo nie dał jeść moim psom, to też mogłabym cię prosić? Tylko o to, z resztą Damian sobie poradzi - powiedziałam, mając na myśli wyprowadzenie ich na dwór.
- Jasne. Muszę już lecieć, zaraz zaczynają się lekcje - powiedział i dokończył w pośpiechu posiłek, po czym odstawił go do mycia i wybiegł ze stołówki, na co i ja podniosłam się z niewygodnego krzesła. W pokoju przebrałam się w inne ubrania, spakowałam torbę, poprawiłam makijaż i wzięłam kluczyki do motoru.
Jechałam drogą ekspresową, więc na miejscu byłam w bardzo szybkim odstępie czasu. Miałam szczęście, że nie trafiłam na żaden patrol policji, bo byłam pewna, że przepuszczę dzisiaj moje wszystkie pieniądze, tak więc nie miałam czasu na mandaty i inne takie. W galerii kupiłam sobie bardzo dużo ubrań, które zaniosłam do mojego pokoju hotelowego w centrum miasta. Tam też przebrałam się w czerwoną, obcisłą sukienkę i ruszyłam pod pierwszy lepszy klub, gdy zaczęło się już ściemniać. Nie piłam dużo, jedynie wypiłam jeden kieliszek drinka, z resztą na koszt firmy od bardzo ładnego barmana z kruczoczarnymi włosami. Przetańczyłam kilka piosenek z nieznajomymi mi mężczyznami, ale z racji, że nie bawiłam się dobrze, wyszłam z klubu i postanowiłam się przejechać na motorze. Może i alkohol nie wyparował kompletnie z mojego organizmu, ale pozostały mi w nim znikome ilości, poza tym, zawsze miałam mocną głowę, przez co byłam całkowicie trzeźwa, a przynajmniej tak się czułam, a nawet jeśli, to wcześniej nie wypiłam dużo, prawie że nic. Jechałam całkiem szybko po całkowicie pustej drodze, ale kiedy ruch się zwiększył, zwolniłam. Jednak ciężarówka wymusiła pierwszeństwo. Wszystko działo się bardzo szybko, nawet nie wiadomo kiedy, a leciałam w powietrzu przez siłę uderzenia. Ciężka karoseria sprawiła, że całe ciało miałam pocięte, a z otwartych ran bardzo obficie sączyła się krew. Coś bardzo mocno uderzyło mnie w głowę, prawdopodobnie miałam złamany kręgosłup, gdyż nie mogłam się ruszyć, a wszystko promieniowało przerażająco mocnym bólem. Ostatnie, co zdążyłam zrobić, to podanie numeru do dyrektorki akademii, kiedy ktoś pytał mnie o numer kogoś z rodziny, a gdy powiedziałam, że takowej nie mam, podałam właśnie numer do niej. Przed straceniem przytomności powiedziałam, że mam jeszcze brata i ledwo słyszalnie także i do niego podałam numer, jednak zasnęłam. Czułam jeszcze jak prąd przechodzi przez moje ciało, kiedy próbowali mnie ratować. Oczami duszy widziałam, jak stwierdzali mój zgon.

Alice umiera i jednocześnie odchodzi z naszej Akademii.
Jest to decyzja właściciela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.