06 sierpnia 2017

Od Bethany cd Elayzy

- Prowadź – powiedziałam.
Nie miałam pojęcia, gdzie miałyśmy mieć pierwszą lekcję. Zauważyłam, że trzymała przy sobie dwa urocze pluszaki jednorożców. Ciekawe, po co jej były. Na plecy założyłam mój zielono-czarny plecak, który w porównaniu z tym u Elayzy wyglądał dość mizernie. Wyszłam za Azjatką i zamknęłam za nami drzwi.
- Jakie mamy pierwsze lekcje? – spytałam.
- Najpierw godzina wychowawcza, a potem dwie godziny kontroli daru – odpowiedziała.
- Mhm. Dzięki – na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Przypomniałam sobie o tym, co powiedziała przed chwilą. Czyli nie tylko ja miałam jakieś problemy ze swoją mocą. – A wracając do tego, co wcześniej mówiłaś – spojrzała się na mnie z zaciekawieniem. – Z moim darem też jest trochę kłopotów – oświadczyłam. – I to właśnie przez nie wcześniej nie chodziłam do szkoły. Tylko że u mnie nie objawia się to bólami głowy, a kaszlem lub omdleniami, więc gdyby coś takiego mi się przy tobie przydarzyło, to się tym nie przejmuj – wolałam ją już wcześniej przed tym uprzedzić. - Nawet nie musisz mi wtedy pomagać czy coś w tym stylu.
- Na pewno? – wyglądała na zmartwioną.
- Tak.
Pod salę dotarliśmy kilka minut przed dzwonkiem. Czułam na sobie zaciekawione spojrzenia innych uczniów, ale nie przejęłam się nimi. Wychowawczyni, gdy mnie tylko zobaczyła, podeszła do mnie i kazała mi wejść do środka sali lekcyjnej jako ostatnia, bym mogła bez problemu się przedstawić i powiedzieć kilka słów o sobie. Nie rozumiałam, po co miałam to zrobić, ale dla nauczycielki nie istniało słowo „nie”, więc nie miałam innego wyboru.
- Od dziś będzie się z wami uczyć nowa uczennica. Chodź, możesz już wejść – powiedziała do mnie, a ja stanęłam tuż przed tablicą.
Wszystkie oczy wlepione były we mnie. Dość przerażające uczucie. Wzięłam głęboki wdech i wydech i zaczęłam wzrokiem lustrować twarze moich nowych „kolegów i koleżanek”. Nikt nie wyglądał na kogoś, z kim mogłabym nawiązać dłuższą znajomość. Zauważyłam, że Elayza uniosła kciuki do góry i uśmiechnęła się do mnie tak, jakby chciała powiedzieć: „nie martw się, wszystko będzie dobrze”. Miłe z jej strony. Możliwe, że będzie jedyną osobą, z którą będę chciała z własnej woli rozmawiać.
- Nazywam się Bethany Raskolnikov – przedstawiłam się. – Milo mi was wszystkich poznać – tak, tak, na pewno to nie było kłamstwem. – Pochodzę z Rosji, a interesuję się botaniką – miałam nadzieję, że tyle opowiedzenia o sobie wystarczy. – Mogę już usiąść? – spytałam wychowawczynię, kątem oka spoglądając na nią.
- Tak, możesz usiąść w jednej z wolnych ławek – po jej tonie głosu wywnioskowałam, że była zawiedziona tą jakże bogatą wypowiedzią.
Wybrałam puste biurko z tyłu klasy, stojące tuż przy oknie i parapecie. Nie interesowało mnie, co tego dnia nauczycielka miała nam do przekazania, a jedyne, co zapamiętałam z tej lekcji, było to, że kolejne zajęcia mieliśmy mieć na dworze.
Wyszłam z klasy jako ostatnia i niczym owieczka na rzeź podążałam za tłumem. Mniej-więcej znałam okolicę blisko szkoły, ale nie miałam pojęcia, gdzie powinnam pójść. Do tego nigdzie w tym tłumie nie mogłam znaleźć ciemnowłosej Azjatki. Może to dlatego, że obydwie byłyśmy niskie, przez co trudniej było nas zauważyć? Spotkałyśmy się dopiero na miejscu. Nauczyciel od kontrolowania mocy osobiście rozdzielał uczniom zadania, które mieli wykonywać. Chwilkę im się przyglądałam i większość osób sobie z nim zwyczajnie nie radziła. Ciekawiło mnie, czy uczniowie w Szkole Głównej też są na takim samym, niskim poziomie. Do mnie i dziewczyny nauczyciel podszedł na samym końcu.
- Ty jesteś Bethany, tak? – spytał.
- Tak – odpowiedziałam twierdząco, a on zaczął przeglądać coś w swoim notesiku.
- Według tego, co mam tu napisane, twoim darem jest kontrola roślin... zatem pokażesz mi, co już umiesz?
- A mam inny wybór?
- Raczej nie.
Co mogłabym mu pokazać? Zaczęłam szukać odpowiedniej rzeczy do tego i w oddali zauważyłam krzak dzikiej róży, w którego stronę zaczęłam iść, a nauczyciel podążał za mną. Moja współlokatorka została w tyle, ale po spytaniu się, czy może z nami pójść i po usłyszeniu twierdzącej odpowiedzi szybko nas dogoniła.
Po dotarciu do rośliny lekko dotknęłam jej liści, a następnie przyłożyłam palec wskazujący do jednego z pędów bocznych.
- Dajesz, mała- wyszeptałam do niej.
Pęd momentalnie zaczął się wydłużać, owijając się wokół mojego palca, a następnie przeszedł na dłoń. Powoli zaczęły rozwijać się na nim liście i kolce, które momentalnie wbiły mi się lekko w skórę, powodując mały ból. Po chwili na łodydze wykształcił się pąk, który rozwinął się i powstał z niego piękny, różowy kwiat. Uśmiechnęłam się, gdy to zobaczyłam. Spojrzałam na nauczyciela; wyglądał na zdziwionego. Pewnie sądził, że nie uda mi się czegoś takiego zrobić.
- I jak wam się podoba? – spytałam.

<Elayza? Wybacz za taką słabiznę, ale nic lepszego nie wymyślę >.< >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.