15 sierpnia 2017

Od Crystal CD Caroline

Tego dnia wolnym tempem przemierzałam opustoszałe łąkowe tereny akademii. W powietrzu unosił się piękny zapach natury i lata. Słychać było tylko szum wiatru, co jakiś czas śpiew ptaszka i stukot kopyt mojego wierzchowca, który był bardzo wyluzowany i spokojny. Ja pochłaniałam piękno otaczającej nas przyrody, tuląc się w szyję mojego rumaka.
W ciszy i spokoju przemieszczaliśmy się po obszernej łące, zmierzając po prostu przed siebie, a może i w nieznane. Jakże cudowne byłoby teraz po prostu nie zastanawiając się nad niczym, galopem popędzić przed siebie w nieznane...
Wzięłam głęboki wdech, a po chwili wydech. Czułam się jak niczym w raju. Nasz spokój przerwał pewien hałas. Jego źródło było niedaleko, dlatego postanowiłam to sprawdzić. Kazałam ogierowi przyśpieszyć, gdy w oddali ujrzałam leżącego konia i dziewczynę. Jednak kiedy byłam bliżej, byłam w stanie stwierdzić, że nic im nie jest, ale dla pewności postanowiłam o to spytać. Blondynka szybko wstała i otrzepała się nieco. Jej koń zrobił po chwili to samo. Dziewczyna przyglądała mi się chwilę i mojemu koniu, a ja postanowiłam się jej przedstawić, dlatego zeszłam z wysokiego ogiera i wyciągnęłam dłoń w jej stronę.
- Jestem Crystal - uśmiechnęłam się.
- Ja Caroline - odwzajemniła uśmiech zaciskając moją dłoń.
- Widzę, że się na przejażdżkę wybrałaś - zaczęłam.
- Taa, postanowiłam się podszkolić w jeździectwie - odparła zerkając na Zeusa. - Ty pewnie długo już jeździsz, sądząc po jeździe na oklep.
- Jakoś tak mnie zawsze ciągnęło do koni, a tego pana mam już trochę - zaśmiałam się gładząc ogiera po policzku. - Tylko trudno się na niego wchodzi i teraz będę miała problem - zachichotałam znów.
- Chodzisz do pobliskiej akademii?
- Tak - odpowiedziałam.
- No widzisz, ja też - uśmiechnęła się.
- A może zróbmy sobie jakąś jeszcze teraz przejażdżkę, co? W razie czego będę obok i mogę Ci pomóc, jeżeli tylko będziesz chciała - zaproponowałam w sposób taki, aby nie urazić.

Caroline?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.