17 sierpnia 2017

Od Elayzy CD Bethany

Stałam jak ten słup soli i jak zaczarowana wpatrywałam się w to, co Bethany zrobiła z tą rośliną. To było niezwykłe! I nie tylko przez sam fakt, że ten kwiatek był prześliczny.
- Cudne… - szepnęłam mimowolnie, a potem spłonęłam rumieńcem. Jednak szybko się uspokoiłam, gdy Beth się zaśmiała i razem z nauczycielem próbowali coś zrobić, by zdjąć roślinę z jej dłoni, gdyż najwyraźniej sam nie chciał zejść. Też delikatnie się uśmiechnęłam. Po jakiś pięciu minutach nauczyciel odszedł od niej, a skierował się do mnie.
- Zająłem się Bethany, a zapomniałem o tobie… I jak tam zapoznanie się z Daisy? - spytał. Na początku lekcji pan dawał każdemu jakieś zajęcie. Mnie nakazał zaznajomić się z małą białą myszką w szare łatki o imieniu Daisy. Owszem, coś pogadałyśmy, a w zasadzie to ona więcej mówiła ode mnie, była naprawdę wygadana. W tym momencie zupełnie o niej zapomniałam, a przecież posadziłam ją sobie na ramieniu. Spojrzałam w tamtym kierunku na zwierzątko. Nie jestem pewna, czy pan do końca objaśnił jej swoją rolę na tych zajęciach… Równie dobrze mógł zupełnie nic do niej nie mówić.
- Dobrze… - odpowiedziałam, ciągle patrząc w dwa czarne ślepka maluszka.
- No oczywiście, że dobrze! Elayza jest taka dobra i miła! I tak ładnie pachnie. Nie to, co ty, przepocona małpo – odezwała się, kierując swe słowa głównie do nauczyciela. Popatrzyłam na nią ze wzrokiem, by nie przesadziła.
- Powiedziała coś? - zapytał. Pokręciłam przecząco głową. Nieładnie tak kłamać, zwłaszcza nauczycielowi, jednak… Kazałby mi powtórzyć jej słowa, a to byłoby gorsze. Mężczyzna westchnął, podszedł o mnie i chwycił za to ramię, gdzie nie było myszki.
- Wiesz, co masz robić – dodał. Oj, wiedziałam. Teraz ta mniej przyjemna część lekcji, a dla niektórych… Jak ja i Daisy. W głowie miałam tylko jedno zdanie: „Wybacz, Mała”. Nauczyciel odszedł ode mnie tylko na parę kroków, a ja ukucnęłam, wzięłam zwierzątko na ziemię i się wyprostowałam. Gdy zauważyłam, że ta się ruszyła, gestem dłoni kazałam jej zostać.
- Tylko na chwilę – powiedziałam w jej stronę, przenosząc wzrok na nauczyciela. Kątem oka dostrzegłam, jak Bethany zachodzi mnie od tyłu i stoi obok.
- Mogę w czymś pomóc? - spytała.
- Oczywiście – natychmiastowo odpowiedział mężczyzna, zakładając ręce na torsie i ruchem głowy wskazując jej miejsce obok niego. - Pomożesz mi zdenerwować bądź zasmucić Elayzę – powiedział. Wzięłam głęboki wdech. Dostrzegłam u blondynki cień niezrozumienia na twarzy. Nie wiedziała jeszcze o tym, że mogłam kontrolować emocje u zwierząt. I pewnie nie tylko Daisy na tym ucierpi. W końcu jesteśmy w parku, w lesie, między drzewami. A na drzewach przeważnie siedzą ptaki. Zwykle trenowałam to gdzieś w pomieszczeniu, w klasie. Źle kończyły się akcje na dworze, jednak… Nic nie mogłam z tym zrobić.
- Pamiętaj, by skupić się na tym, by zwierzęta nie doświadczyły twoich uczuć. Odetnij się od nich, zamknij w swoim umyśle – usłyszałam głos nauczyciela. Skinęłam głową, że rozumiem, a na pytanie, czy jestem gotowa, odpowiedziałam twierdząco. - Jesteś beznadziejna, nieudolna. Nie umiesz zapanować nad swoją mocą, nie umiesz jej nawet zrozumieć! Nie wspomnę o tym, że to przecież przez to, że rodzice kupili ci psa. Najwidoczniej nie byłaś przygotowana na coś takiego. Twoi rodzice też są nieodpowiedzialni, pozwalając swojej córce na denerwowanie się z błahych powodów, jak przeprowadzka przyjaciółki – słowo leciało po słowie w jednym ciągu. Facet musiał przygotować to wcześniej. A mi i tak robiło się przykro.
- Jedynej przyjaciółki – wtrąciłam się mu w słowo. Jego to nie obchodziło, po tym łatwiej jest tylko mnie nakręcić. A ja już i tak byłam bliska łez. Mężczyzna nigdy nie musiał się jakoś specjalnie wysilać, gdyż wiedział, że doprowadzenie mnie do płaczu jest jedną z najprostszych rzeczy na świecie.
- Wszystko jedno, ty nadal jesteś nieużyteczna. Nie potrafisz nad tym zapanować i nawet się nie starasz – kontynuował to.
- Jak to nie? - znowu mu przerwałam, jednak tym razem głos mi drżał. Nie chciałam patrzeć na nauczyciela, więc wzrok skierowałam na Daisy, bo może dzięki niej łatwiej będę mogła się skupić. Ta jakby już się w jakiś sposób zmieniała, gdyż nie stała już na dwóch łapkach, tylko na czterech i niespokojnie się kręciła w kółko. Gdy odwróciła się do mnie, widziałam przerażenie i strach w jej oczach. To nie działa! To nie chce działać! I wtedy moje oczy zalały łzy.

Bethany? Wybaczam, jak zwykle xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.