13 sierpnia 2017

Od Levinn'a cd Mii

Ranek wydawał się być cichy na tyle, że spałem dosyć długo. Czując wygodę miękkiego materaca, nie chciałem wstawać, ani otwierać oczu, lecz z ciekawością, lewą ręką pomacałem miejsce obok siebie, odkrywając, że śpię sam. Uchyliłem lekko powieki, lustrując nagniecione miejsce na poduszce...nie było jej, a w domu wydawałem się być sam. Nie byłem tym zbytnio przejęty, dziewczyna często trenowała, więc pewnie i teraz poszła wykonywać rutynowe czynności. Natomiast drugą myślą było, czy rzecz którą uczyniłem była czymś dobrym. Wczorajsza noc była dosyć...emocjonalna?. Ale szczerze czułem się świetnie, mój organizm się zregenerował na tyle, że wstałem by zrobić kawę. Dodatkowe wybudzenie zawsze się przyda.
Stanąłem na równe nogi, przeciągając do tyłu ręce by rozluźnić mięśnie, jednocześnie przyglądając się porozwalanym po pokoju ubraniom. Poczułem liczne zadrapania na plecach, jednak ich pieczenie mi nie przeszkadzało, a wręcz satysfakcjonowano.Z zadowoleniem założyłem czarne bokserki i udałem się do wyjścia.
- Miaa?- Ziewnąłem przeciągle, zamykając za sobą drzwi sypialni. Odpowiedziała mi jedynie cisza, która mimo swojej normalności, wzbudzała we mnie niepokój. Mrucząc po nosem, zszedłem ze schodów. Za jednym z ciemnych filarów, zauważyłem część materiału, ma myśl przyszło mi że zwyczajnie udawała że jej nie ma...Jednak myliłem się. Frontowe drzwi chaty były otwarte na rozszerz, a brunetka leżała przy ścianie z krwawiącym nosem. Była nieprzytomna, więc podbiegłem do niej zdezorientowany. Zmrużyłem oczy, rozglądając się dookoła, szukając jakiegoś punktu zaczepienia. Nic, tylko drzwi i...maska. Z pewnością należała do Mii, lecz czemu leżała tutaj, a nie w ukryciu? Do czego musiała jej użyć? Przerywając serię pytań, wziąłem ją na ręce i zaniosłem na kanapę.Dowidziałem gdzie Owen trzymał środek na regenerację, więc pobiegłem do tego pomieszczenia by wziąć strzykawkę. Ku mojemu rozczarowaniu, środek skończył się, a w szafce leżały tylko puste opakowania. Nie było go nigdzie, nawet kropelki.
- Chole*a, co ja teraz mam robić?- Warknąłem do siebie. Nie byłem pewny czy to tylko rozcięta warga i nos, wyglądała na poobijaną. Jakim cudem tego nie słyszałem, skoro byłem na górze? Szybko sięgnąłem po apteczkę, wyjmując z niej gazę, plastry w Pandy i odkażacz. Gdy wróciłem, zostałem oblany pełnym niepewności, acz spokojnym spojrzeniem. Jej jasne tęczówki chodziły po całym salonie, zatrzymując się na mnie.- Leż spokojnie.- Nasączyłem gazę środkiem odkażającym i usiadłem obok niej. Swoje kolana podłożyłem jej pod głowę, mając lepszy widok na ranę. Przyłożyłem biały materiał najpierw do brwi dziewczyny, która wydała z siebie cichy syk. Odsunąłem na chwilę rękę, po kilku sekundach ponawiając czynność.
Siedzieliśmy w ciszy, rany zostały oczyszczone, a ona już w pełni odzyskała świadomość.
- Lek...- Szepnęła, ponownie wykrzywiając twarz.
- Skończył się.- Odparłem krótko. W międzyczasie wpakowała się na moje kolana, opierając głowę na mojej klatce piersiowej. Wyjąłem z opakowania dwa plastry, po czym nakleiłem czarno białego misia na rozcięcia. Uśmiechnąłem się pod nosem, odgarniając jej włosy do tyłu.- Mówiłem żebyś uważała. A teraz powiedz, kto Ci to zrobił?- Mruknąłem spokojnie, obserwując jej reakcję.
- Nie ważne. Żadnych pytań.- Odparła sucho, zasiadając obok mnie.- Nie możemy po prostu cieszyć się tym co mamy? Mówiłeś, że masz dość spraw na głowie, nie będę Ci ich dodawać.
- Mówiłem, ale jeśli coś Ci się dzieje, myślisz że to zignoruję?- Uniosłem do góry brew.- Mia, ten ktoś może być niebezpieczny.Jakimś cudem dostał się tutaj, kto wie co może jeszcze zrobić?! Pewnie to znowu jakiś pier*olony Mafioza który na ciebie poluje.
- A ty myślisz że o to proszę?! To nie jest moja wina, Levinn, nie powiem im grzecznie żeby spierda*ali bo i tak tego nie zrobią!- Wybuchła w jednym momencie, chowając twarz w rękach.
- Nie myślę tak, ale gdybyś Mi powiedziała prawdę, co się dzieje że tyle osób chce Cię zabić to może dało by się to skończyć!- Rozłożyłem na boki ręce, podchodząc do lekko otwartego okna. Otworzyłem je szerzej, przyglądając się podłożu tuż przed drzwiami. Nadłamane gałęzie, ślady. Ale co z tego?
- Gdyby to było takie łatwe to dawno byś o tym wiedział! Z resztą i tak nikt mi nie pomoże, to jest zbyt skomplikowane, nie chcę o tym gadać.- Spojrzała na mnie, krzyżując ręce. Poczułem złość i niezrozumienie. Ona była niezdecydowana oraz podchodziła do mnie, mimo tylu spędzonych dni, z dystansem. Myślałem że w końcu zaczęła mi ufać, jednak widziałem że często jest w stosunku do mnie niepewna. Denerwowało mnie to.
- Okej, chcesz żyć w niepewności i strachu że ktoś może z łatwością wejść Ci do mieszkania i Cię zabić, proszę bardzo.- Zacisnąłem ręce w pięści, ciężkim krokiem udając się do sypialni. Wołała mnie, lecz nie reagowałem.
Ubrałem się w czyste ciuchy i wyszedłem z drewnianego domku, nie napotykając jej w salonie. Natomiast z kuchni słyszałem dźwięki, więc niezauważony opuściłem pomieszczenie, wychodząc na zewnątrz. Godzina na moim telefonie wskazywała 13, więc udałem się do pokoju w internacie by zająć się psem, a potem poszperać trochę w okolicy. Po skończonych obowiązkach, ponownie znalazłem się wokół drzew. Pogoda dopisywała, więc większość uczniów była na dworze, w otoczeniu ochroniarzy. Poczułem na sobie ich spojrzenia, a gdy chciałem zapuścić się do granic terenów Akademii, zostałem zatrzymany przez dwóch rosłych mężczyzn.
- Mam prawo tu chodzić.- Syknąłem oschle, przebijając się przez nich, lecz w tym czasie jeden złapał mnie od tyłu za bluzkę.
- Kiedy my tu jesteśmy, nie masz na nic prawa, dzieciaku.- Siłą odwrócił mnie do siebie, przyglądając się mojej twarzy, która wykrzywiła się w słabym uśmiechu.
- Tak, a kto wam to powiedział, "dzieciaki"?- Zepchnąłem rękę jednego z nich, twardo stając na ziemi. Wdawało mi się, że są stanowczo młodzi jak na ten zawód.- Ani wy nie chcecie mieć problemów, ani ja.- Cofnąłem się o dwa kroki w tył.- Więc łaskawie zajmijcie się innymi sprawami.- Przez chwilę spojrzeli po sobie, zastanawiając się do odpowiedzieć. Czekałem kilka minut, aż w końcu sam się odezwałem. Lecz z moich ust wydał się tylko zachrypnięty odgłos, a na plecach poczułem rażący ból. Moje kończyny odmówiły posłuszeństwa, stając się watką cukrową. Poleciałem na dół, z trudem odwracając się do nich. Ich mowa stała się trudno do zrozumienia, obaj nachylali się nade mną, trzymając coś w rękach. Wszystkie moje mięśnie się spięły, nie dając szansy na jakikolwiek ruch. W końcu, gdy ból ustępował, zemdlałem. Jedyne co potem widziałem to sylwetkę wręcz odrzucającą strażników na dwie różne strony, a potem już nic.

Mia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.