02 sierpnia 2017

Od Levinn'a CD Mii

Wraz z nieźle pokiereszowanym mężczyzna wpakowaliśmy się do auta, które wydawało się być na tyle solidne by przetrwać wybuch. Jak się okazało, gdy ziemia zaczęła się trząść, auto ledwie drgnęło. Ale coś mi nie grało. Mia dalej była na zewnątrz, martwiłem się że fala może ją uderzyć...chwilę czekałem, bacznie obserwując siwowłosego, który trzymał się kurczowo za prawdopodobnie złamaną rękę. Chwilę później drzwi furgonetki się otworzyły, ukazując faceta trzymającego na rękach brunetkę. Mieli takie same maski, nie znałem go, ale wydawał się pomagać. Dał mi środek który często wstrzykiwała sobie Mia, które i teraz go potrzebowała, gdyż jak myślałem, była zbyt blisko wybuchu. Zrobiłem jak kazał chłopak, który jak szybko się zjawił, tak szybko zniknął.
Gdy czuła się zdecydowanie lepiej, podała mi tajemniczą teczkę. Spojrzałem na nią ze zdziwieniem, napotykając zamek, zabezpieczony cyframi.
- Należała do twojego ojca.- Oparła się o jedną ze ścian, przyglądając się jej. Przez chwilę trzymałem ją w rękach, myśląc o tym, co tam znajdę i jak ją otworzyć be niszczenia rzeczy w środku. Jednak chciałem zrobić to później, kiedy emocje opadną i rozprawię się z celem. Świdrował mnie jego wzrok oraz głupi uśmieszek, jakim obdarzał nas po tym jak zobaczył tą maskę. Najwyraźniej miał z tym jakieś powiązanie. Wiedziałem jedno. Dowiemy się wszystkiego, nawet jeśli, choć to nieuniknione, będziemy musieli dokonać złych czynów. Teraz nie liczyło się nic, prócz wyciągnięcia prawdy i zemsty. Specjalnie jechałem po dziurach, by uprzykrzyć mu życie. Co chwila podskakiwał z tyłu, krzywiąc się coraz bardziej z każdym kolejnym wzniesieniem.
- To był on, on musiał zginąć, życie na to pozwalało, śmierć stała nieuchronna, wszystko co było zostało zażegnane, ale przez przypadek...- Spojrzałem w lusterko, stając oczyma na jego majaczącej twarzy. Zmieniła się, wyglądała jak taka demoniczna siła...Jego bełkot był zrozumiały na tyle, że spojrzeliśmy z Mią po sobie, nie wiedząc co o tym myśleć.
- Co tam, kur*a, mówisz?- Spytałem zachęcająco. Jego oczy nagle zrobiły się przekrwione...nie wyglądał dobrze. Ponownie wymawiał jakieś słowa, zaciskając coś w lewej ręce.- trzymaj kierownicę.- Nakazałem dziewczynie, która wykonała polecenie. Przeskoczyłem siedzenie, znajdując się z tyłu. Uklęknąłem przy nim, z łatwością otwierając jego dłoń. Był tam okrągły wisiorek na złotym łańcuchu, przedstawiający zdjęcie. Ale ze względu na wiek fotografii, było to rozmazane i niewyraźne.- Kto to?.- Zmrużyłem brwi. Obracałem przedmiotem pod światło i w cień, by spróbować rozpoznać trzy, stojące obok siebie osoby. Na próżno. Chcąc go odłożyć, zostałem gwałtownie przyciągnięty do przodu. Dzieliło mnie kilka milimetrów od jego twarzy, która teraz nie wyrażała emocji.
- Ten który odszedł i zostawił Cię po sobie.- Szepnął ledwo słyszalnym tonem. Odchylił głowę do tyłu, a jego twarz przybrała normalny wyraz. Jakby siła która w nim była, teraz odpłynęła...Dziwne. Zmieszanie odbiło się na mojej minie.
- Levinn.- Jasnooka odwróciła głowę w moją stronę. Utrzymując ze starcem kontakt wzrokowy, usiadłem na miejsce pasażera, kładąc ręce na tapicerkę.- Spójrz.- Podniosła zza siedzenia walizkę ojca, która, jak teraz zauważyłem, miała na boku wyryte inicjały.
- E.J V.J A.G....Co?- Potarłem kark, próbując odgadnąć rozwinięcie inicjałów. Po pierwszym przejechaniu ich wzrokiem, nie miałem pomysłu. Skupiając się bardziej, zamknąłem oczy i wsłuchałem się we własną świadomość.
~
- Eriś, weź swojego Syna, tylko przy tobie nie płacze.- Usłyszałem głos swojej mamy. Pamiętam, że w tedy coś było ze mną nie tak i cały czas płakałem...miałem ze sobą ulubiony kocyk i małą zebrę jako pluszaka. Do dzisiaj ją gdzieś mam!
- Okej, Vinn, nie płacz to kiedyś pójdziemy razem na piwo.- Kolejny, tym razem męski głos dał mi do myślenia. Vinn...tylko ojciec się tak do mnie zwracał.
~
- Wiem!- Krzyknąłem nagle powodując szamotaninę między Mią a autem, które świdrowało nierówno przez drogę.- E.J- Mój tata...to w sumie było logiczne. V.J, to ja.
- Ty?- Przerwała mi, uspokajając ciężarówkę. Spojrzała mi przelotnie w oczy, próbując wyczytać o co mi dokładnie chodzi.
- Tata zawsze nazywał mnie Vinn, póki nie umarł.- Wzruszyłem ramionami, z uśmiechem wspominając każdy jeden dzień kiedy tak mnie nazywał. Kiedyś tego nie lubiłem, teraz dałbym wszystko by jeszcze raz mnie tak nazwał.
- Uroczo.- Mrugnęła jednym okiem, ukazując rząd białych zębów.- A to ostatnie?- Wskazała końcówkę A.G. To było dla mnie zagadką. W głowie powtórzyłem imiona swoje rodziny i znanych mi znajomych ojca. Nikt nie wpadł mi do głowy.
- Tego może się dowiem...A, właśnie.- Sięgnąłem do schowka w poszukiwaniu mapy. - Zaraz będziesz musiała skręcić w lewo.- Przewróciłem znaleziony papier. Nawigowałem tak przez jakiś czas, póki nie dojechaliśmy do wyznaczonego przeze mnie miejsca. Z pozoru zwyczajny, ciemny i gęsty las. W nim, w jedynym wolnym od krzaków miejscu, stała chatka...Ta, była przeze mnie kiedyś bardzo często używana. Teraz stała się bezużyteczna, do dzisiaj. Wydawała się mała, lecz w piwnicy to istna forteca...podobna do nory Harrisa. Nie no, miała trzy pokoje. Szczęście że go nie ma. Teraz pora na tego dupka.
Wytargałem go na zewnątrz, a że był przeciwny temu co chciałem zrobić, nogami jechał po liściach myśląc że to coś da.
- Puszczaj mnie szm*to!- Krzyknął, ledwo stając na swoje nogi.
- Przepraszam, powtórzysz?- Uśmiechnąłem się miło w jego stronę, na co ten splunął obok mojego buta. Ścisnąłem mocniej pognieciony kołnierz, nie dopuszczając do jego płuc tlenu. Wystarczyła chwila i był cicho, nie licząc wiązanki przekleństw lecących pod nosem. Otworzyłem z hukiem drzwi, a kurz leżący na podłodze i innych przedmiotach uniósł się do góry, przez co zanieśliśmy się kaszlem.
- Przyłóż maskę.- Powiedziałem, nie odwracając się za siebie. Dziewczyna przyłożył materiał do ust, ja uniosłem w górę swoją bluzkę. Oddychało się ciężko, jednak gdy otworzyły się drzwi piwnicy nie było lepiej. Pachniało tam stęchlizną, gdzieniegdzie leżały martwe szczury. Przypomniało mi to o czymś...- Weźmiesz go do tamtego pokoju?- Wskazałem jeden z otwartych pomieszczeń, a ona kiwnęła głową. Sam udałem się do drugiego. W sumie było ich, jak mówiłem. trzy. Jedna, prymitywna sala treningowa zza młodych czasów, drugi zwykły, pusty pokój, a trzeci było moim małym biurem. Teraz wszystko było zapomniane, zakurzone. Ale coś się nie zmieniło. Na oknie, jak często, siedział kot. Ostatni raz, widziałem go kilka lat temu. W tedy był małym kocięciem, który zawsze lubił moje towarzystwo. Teraz jego prążkowana sierść zrobiła się w połowie siwa, lecz jego oczy dalej miały swój piękny, intensywnie zielony odcień. Widząc mnie miauknął przeciągle, zeskoczył z parapetu i wskoczył mi na ręce. Z uśmiechem pogłaskałem go, a ten położył łapkę na moim poliku. To było cho*lernie słodkie. Lecz obowiązki czekają.
- Widzę że dalej pilnujesz porządku.- Ostatni raz pogładziłem jego sierść, chcąc wyjść...oczywiście poszedł za mną. Nie dziwie się, nie widziałem go szmat czasu. Gdy wszedłem do pomieszczenia, gdzie Mia zdążyła postraszyć naszego więźnia, kot pobiegł w jej stronę. Wyglądała na nieco zaskoczoną, gdy kot podszedł do niej i usiadł przy jej bucie.
Pogłaskała go, mierząc mnie wzrokiem.
- Poznaj Slaine'a.- Wzruszyłem radośnie ramionami.
- Pier*olony sierściuch...-Usłyszałem o słowo za dużo. Zwróciłem się w kierunku związanego mężczyzny. Był przytwierdzony do krzesła.
- Nikt...- Mruknąłem spokojnie- nie będzie obrażał Slai'a. A zwłaszcza twój brudny, korporacyjny ryj skur*ielu.- Z dużą siłą walnąłem go z płaskiej ręki, aż siedzenie które zajmował przewróciło się do tyłu. Słyszałem głośny jęk bólu, który nie w pełni mnie zadowalał.- A teraz powiedz grzecznie, bo mam duużo pytań. Jeśli będziesz się dobrze zachowywał, może wyjdziesz stąd żywy.- Przeciągnąłem lekko. Widać w jego oczach, że dałem mu ciut nadziei. Szkoda, że kłamałem.
- Nic. Nie. Powiem...Levinn. Twój ojciec też od kiedy pamiętam zgrywał twardziela.- Za to co powiedział dostał mocniej, za drugim razem wypluwając ślinę pomieszaną z krwią.
- Oh tak? Wyobraź sobie, że też będę go zgrywał...ale ze mną będzie gorzej.- Zbliżyłem do niego twarz,- Pierwsze pytanie. Jak się poznaliście? Ty i mój ojciec?- Podniosłem z powrotem drewniane krzesło, wygodnie klękając przed nim. Trzymał się swojego postanowienia, nie siłując się by chociaż wypowiedzieć jedno słowo. Siedział cicho, patrząc mi prosto w oczy. Moja cierpliwość dawno straciła na sile, więc przez kolejne pięć minut jedyne co się z niego wydostawało to krew. Mia siedząca z tyłu, dalej zajmował się kotem przyglądając się wszystkiemu. Była spokojna, ale wiedziałem że w końcu sama podejdzie i strzeli mu w żebra.- Mów.-Pociągnąłem nosem i wytarłem w bluzkę, po raz kolejny, ślady krwi. Miał rozciętą brew, jego ubranie było poplamione na tyle, że prawie zasłaniało niebieską koszulę. Był już zmęczony, lecz to dopiero początek. Dalej cisza.- Okej, w takim razie...ta dziewczyna. Blondynka. Widziałem ją w twoim biurze.- Wspomnienie o niej widocznie coś mu przypomniało. Zadrgał, mrużąc groźnie oczy.
- Jeśli coś jej zrobisz...- Zacharczał.
- To co. Ty zabiłeś mi ojca...myślisz że Ci się nie odwdzięczę?- Uśmiechnąłem się prowokująco. To sprawiło,iż mimo związanych nóg zdołał kopnąć mnie w piszczel. Cisnąłem rękę, ignorując ból.- Jeśli chcesz by była bezpieczna, mów.- Mężczyzna westchnął ciężko, co znaczyło że to był ten słaby punkt. Powiercił się chwilę, aż z jego kieszeni ponownie nie wyleciał wisiorek. Podniosłem go.
- Wiesz kto to jest?- Spytał. Jego głos się zmienił.- To ja. Ten po lewej. Po prawej twój ojciec... to dziecko, Levinn. To ty.- W tych dwóch słowach, sam nie mogłem odnaleźć tego co przez to chciał powiedzieć.
- Czyli?- Rozwarłem lekko usta, przyglądając się zdjęciu...
- Twój ojciec to mój przybrany brat.- Zaciął się, przyglądając się mojej twarzy. Siedziałem przez dłuższą chwilę w ciszy, odebrało mi mowę i zdolność myślenia.
- Co?- Spytał kobiecy, twardy głos.
- Nie możesz, to..nie możliwe, prawda?- Podeszła do nas. Chwyciła mnie za ramię i odciągnęła lekko na bok, gdy ja patrzyłem na nieznajomego, ponoć mego przybranego wujka, martwym wzrokiem.
- Ty...nie prawda.- Pokręciłem szybko głową, opierając ręce na czole.- Jak?!- Krzyknąłem, przez co dwójka odsunęła się ode mnie.
- Prawda. Jego ojciec przygarnął mnie kiedy byłem nastolatkiem. Po śmierci twojego ojca...- Zatrzymałem go, jednym ruchem wstając i rozbijając jedną ze stojących obok nas, starych butelek po piwie.
- Zabiłeś go!- Koeljny raz krzyknąłem przez zęby.- Ty..- Chciałem podejść, wyżyć się, lecz zatrzymała mnie ręka.
- Daj mu powiedzieć.- Szepnęła w moją stronę. Spojrzałem na nią, była zła, ale dalej zachowywała swój spokój. Chciałem tego posłuchać. Znać powód. Znać odpowiedzi na pytania.
- Okej.- Odparłem dziwnie normalnym tonem- Śmiało.- Usiadłem na podłodze, a Mia obok mnie,
- Więc jego ojciec przygarnął mnie. Byliśmy jak ty i Mike.- Szczerze zastanawiało mnie, skąd o nim wiedział..ale nie chciałem mu przerywać.- Ale nie darzyłem go aż takim uczuciem jak wy siebie.Poszedł do wojska. Było mi to obojętne, ale cieszyłem się że znalazł coś w swoim życiu co sprawiło że był szczęśliwy.Ale dopiero kiedy pojawiłeś się TY, w tedy nie mógł być szczęśliwszy. Oczywiście wspominając też twoje siostry. Ale wracając. Poszedł na służbę, w czasie gdy ja zacząłem szukać pracy. Znam języki, miałem znajomości w wielkich miastach. Przyjęli mnie do gangu, byłem ich guru. Załatwiałem wiele spraw, aż wspiąłem się na wyższe szczeble, poznałem wpływowych ludzi. Otworzyliśmy firmę, ale to już wiecie. Przysięgam, nie miałem pojęcia że tak to się skończy.- Zaciągnął się głęboko powietrzem, mrugając oczami.- Gang chciał zlikwidować tych, którzy stali im na drodze w przemytach narkotykowych,. A Erold akurat w tym czasie się zajmował, podłożyliśmy bomby by wykonać zadanie. Ja nie wiedziałem, na prawdę nie widziałem.- Tym razem z jego ust wyrwach się cichy szloch. Czułem że i moje oczy robią się mokre, lecz nie zwracałem na to uwagi.- Przepraszam Levinn, nie chciałem zabierać Ci ojca, na prawdę. I przepraszam za te przekleństwa. Przypominałeś mi go, a to było nie do zniesienia.
- Ale to zrobiłeś.- Szepnąłem, ignorując przeprosiny- Zabiłeś go, zabrałeś mi ojca, zabrałeś go...- Palcami przetarłem oczy.- Powiedz mi. Te inicjały na jego teczce. A.G.. To ty?- Ponownie pociągnąłem nosem.
- Tak, ja. Kod to 59094.- Opuścił na dół głowę.- 5 to miesiąc mojego urodzenia. 9 to jego. 09 to dzień twoich urodzin. A 4 to miesiąc w którym poszedł do wojska. - Na koniec zdania uśmiechnął się ciepło w moją stronę. Zadrżałem, widząc jego stan.- Zasłużyłem.I wiedz, że gdybym mógł cofnąć czas...- skrzywił się cicho widząc moją minę.
- Wybacz.- Szepnąłem szybko, chcąc wyjść jak najszybciej. Wręcz wybiegłem z domku, stając przed nim. - Co ja zrobiłem..on nie chciał, a ja tak go urządziłem. Nie wiedział, tak jak Mia...kim ja jestem, źle ze mną.- Mruczałem na głos, pięściami waląc w spróchniałe drewno. W tedy drzwi ze skrzypem się otworzyły.
- To nie twoja wina. - Spojrzała na mnie ciepło, co nie zawsze robiła.
- Ale Mia, pamiętasz, naskoczyłem na ciebie, teraz na niego, patrz jak on wygląda!- Machnąłem ręką.- Patrz co ja robię. Ojciec nie byłby ze mnie dumny. Wiem przeprosił, nie widział.- Schowałem twarz w rękach, osuwając się na leśną ściółkę.- Mam tego dosyć, proszę, zrób z nim co chcesz, ale jedzmy już.

Mia? xd Taka niespodzianka!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.