23 sierpnia 2017

Od Owen'a CD Patrishii

Szybko dojechałem w miejsce zdarzenia, które bardziej wyglądało na jakimś kataklizm. Rozbite dwa tiry (typu amerykańskiego) i dwie osobówki. Byłem w sumie jako pierwsze z pozostałych służb ratowniczych.. Olej z aut rozlał się po całej drodze i wystarczyła niewielka iskra.
Chwyciłem za gruszkę radia i przycisnąłem przycisk.
- Radzę się spieszyć wszystkim służbą. Rozbite są dwa tiry i dwie osobówki, a zaraz wszystko może stanąć w płomieniach - powiedziałem zachowując zimną krew.
Nagle usłyszałem paniczny płacz dziecka, który dobiegał z jednego z aut. Zacisnąłem pięści i pewny krokiem ruszyłem w ową stronę. Patrzyłem na kierowcę i pasażera. Byli to rodzice dziecka.. Oby dwoje martwi. Spojrzałem na owe dziecko. Miało kilka szkiełek na twarzy, lecz poduszka powietrzna uratowała mu życie. Wyjąłem go ostrożnie będąc pewny, że nie ma uszkodzonych kręgów. Posadziłem go do radiowozu przy wilku, który szybko zaczął udawać głupiego psa. Chłopczyk z czasem przywykł do wilka i uśmiechnął się.
- Uratujesz moich rodziców ? - spytał nagle.
Odwróciłem się w jego stronę i spojrzałem wprost na niego. Nie mogłem powiedzieć, że nie żyją, bo dziecko wpadło by w histerie i mogłoby tego z nerwów nie przeżyć.
- Zrobimy wszystko co w naszej mocy - odpowiedziałem z słabym uśmiechem, a chłopczyk wrócił do zabawy z wilkiem.
Zabolało mnie to, bo musiałem skłamać. Takie życie policji.
Zabezpieczyłem resztę terenu, a zaraz przyjechała straż wraz z karetką. Cały czas kontrolowałem przebieg akcji służb ratowniczych.
Usłyszałem niemiłą rozmowę między ratownikiem, a chłopcem w moim radiowozie. Podszedłem do nich i od razu zareagowałem.
- Rozumiem, że chcecie go wziąć do szpitala, ale to jeszcze dziecko - oznajmiłem kucając przy otwartych tylnych drzwi.
- Odezwał się ten co ma dzieci - mruknął ratownik - Zabierz go do szpitala - dodał i odszedł naburmuszony. Westchnąłem tylko bezradnie i wróciłem wzrokiem do chłopca.
- Powiesz, mi jak się nazywasz ? - spytałem od razu z miłym, lecz udawanym uśmiechem.
- Jestem Kevin - odpowiedział - I mam cztery lata - dodał ze szczerbatym uśmiechem.
Jeszcze dziecko, a już nie ma rodziców. Mam nadzieje, że ma jakąś inną rodzinę, którzy będą mogli się nim zająć.
- Więc Kevin. Zabiorę Cię teraz do szpitala na badania bo miałeś wypadek - wyjaśniłem młodemu
- Nie lubię szpitali - zasmucił się
- A chcesz przejażdżkę radiowozem na przednim siedzeniu ? - zaproponowałem
- Taaak ! - odpowiedział pełen radości
- Ale pod jednym warunkiem, że pojedziemy do szpitala, zgoda ? - uśmiechnąłem się nieco bardziej
- No dobrze - odwzajemnił gest.
Posadziłem młodego do przodu i zabezpieczyłem dolnym pasem. Ruszyliśmy wraz z karetkami oczywiście na sygnale. Jechałem na czele, więc szybciej tworzył się korytarz między innymi pojazdami.
Po odwiezieniu małego Kevin'a, zajechałem jeszcze na komisariat by spisać cały protokół i wróciłem do akademii. Dobrze, że nie potrafię popaść w depresję, bo to zdarzenie mnie niemalże dobiło. Smutne.
Chciałem się trochę wyciszyć, więc wraz z wilkiem ruszyliśmy do parku, gdzie zawsze jest cisza.
Siedziałem tak dobre kilkadziesiąt minut i nagle usłyszałem ciche "Hej". Uniosłem na nią wzrok i słabo się uśmiechnąłem. Na ramieniu miała owego żółwia, którego wcześniej znalazłem. Najwidoczniej jest przywiązana do niego. Wariaci w tej szkole mnie już nie zadziwiają.
- Jak ręka? Naprawdę przepraszam za Scar - powiedziała szybko
- Po ugryzieniu nie ma śladu, więc nie ma się czym przejmować - wyjaśniłem przesuwając się nieco na bok dając do zrozumienia dziewczynie, że może usiąść obok mnie. Uczyniła tak jak myślałem. - Jestem Owen. Tutejszy policjant jak mogłaś zauważyć - przedstawiłem się.
- Eleven. Akurat to poznałam po radiowozie - powiedziała - Na pewno nie jest łatwo - dodała spokojnie
- To zależy. Czasem jesteś wzywany do sklepu, bo ktoś ukradł batonika.. a czasem do wypadków - zawahałem się nieco, łapiąc powietrze - Gdzie dzieci tracą swoich rodziców - dodałem mając ręce na torsie, a wzrok wbity przed siebie.
- Nieprzyjemne - oznajmiła niepewnie i cicho westchnęła.
- Pewnie przyszłaś odpocząć, a ja zaczynam rozmowę od wypadków - zaśmiałem się beznamiętnie
- Na spacer ze Scar. A Ty pewnie ze swoim towarzyszem - powiedziała oglądając się do tyłu, pewnie w poszukiwaniu wzrokiem wilczycy.
- Zawsze uważam, że to on sam ze sobą na spacer idzie. - spojrzałem na nią i zauważyłem małe zakłopotanie w jej oczach - Coś się stało ? - spytałem
- Nie widzę mojej Scar - wyszeptała błądząc wzrokiem po okolicy
- Może poszła w las - również się odwróciłem do tyłu.
- Nigdy nie zapuszcza się tak daleko - mruknęła wstając i idąc gdzieś przed siebie.
Szybko uniosłem swoje cztery litery i zatrzymałem się niedaleko niej. Zagwizdałem poprzez palce i zaraz przybiegł Infernum, który i on nie wyglądał na zadowolonego. Szybko jednak zauważyłem wbitą niewielką strzałę w jego bok łapy. Nim zdążyłem się temu przyjrzeć, basior sam sobie wyjął grot z mięśnia i zlizał nieco krew.
- Podejrzewam myśliwych - powiedziałem w stronę dziewczyny, która spojrzała w naszą stronę. - Masz coś co do niej należy ? - spytałem.
- Ona ma tylko obrożę na sobie - wyjaśniła idąc w stronę lasu
Kucnąłem przy wilku i delikatnie chwyciłem go za pysk by jego wzrok był skierowany w moją stronę.
- Musisz się skupić. Śledzenie wilka bez tropu - oznajmiłem cicho - Prowadź - wydałem komendę, a basior wstał i niczym torpeda ruszył w las z nosem przy ziemi.
Biegiem ruszyłem za nim, a Eleven zaraz dorównała kroku. Szybko doprowadził nas do dużego busa, z którego nawet ja uczyłem intensywny zapach wilczycy. Przy pasie miałem jeszcze broń, więc wyjąłem ją.
- Poczekaj tutaj - szepnąłem do dziewczyny.
Uczyniła tak jak kazałem. Z wycelowaną bronią sprawdziłem okolice busa i przyszykowałem się do otwarcia tylnych drzwi busa. Westchnąłem szykując się na wszystko i otworzyłem owe drzwi. Było dwóch mężczyzn  i biała wilczyca. Faceci rzucili się na mnie, lecz szybko padli na ziemie cali obolali. Scar była cała i zdrowa, więc sama wyszła z tyłu auta udając się do dziewczyny. Oczywiście zgłosiłem to przez krótkofalówkę do centrali i zjawili się bardzo szybko, gdyż byli niedaleko.
Pogłaskałem basiora za spisanie się w akcji i podszedłem do Eleven, która sprawdzała swoją waderę.
- Jest cała ? - spytałem chowając broń do pokrowca w pasie.

Patrishia ? ;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.