29 sierpnia 2017

Od Patrishii cd Owen'a

Zatrzymałam samochód przed akademią. Wysiadając nie bardzo wiedziałam co mam ze sobą zrobić, wiedząc że Scar jest sama w całkowicie obcym miejscu.
Wcisnęłam Kamila do kieszeni szarej bluzy z kapturem i oparłam się o wciąż ciepłą maskę jeepa.
- Twoja wilczyca wyzdrowieje - odezwał się Owen, jakgdyby wyczuwając moje rozbicie.
- Wiem - odparłam. - Wiele razy było z nią dużo gorzej.
Westchnęłam cicho. W głębi duszy wiedziałam, że to prawda - Scar wyjdzie z tego i już niedługo znowu będziemy znikać na całe dnie w lesie. Z drugiej jednak strony sam fakt, że wilczycy nie ma w pobliżu nie pomagał w okiełznaniu nerwów.
- Tak czy owak, weterynarz nie będzie miał z nią łatwo - uśmiechnęłam się lekko na wspomnienie pierwszych dni ze Scarlet.
Spędzałyśmy je w większości u weterynarza właśnie. Ona nosiła wtedy na szyi opatrunek skrywający szwy po operacji, on - opatrunek skrywający szwy założone po tym, jak Scar wbiła kły zdecydowanie zbyt blisko jego tętnicy szyjnej. Co prawda od tamtej pory sporo się zmieniło i Scar znosiła wizyty u weterynarza dużo lepiej niż na początku, jednak miało to związek bardziej z tym, że zdążyła oswoić się z niewysokim, lekko otyłym mężczyzną o skroniach przyprószonych siwizną, niż z samą procedurą bycia dotykaną przez obcą osobę.
- Jack jest naprawdę dobry - powiedział. - Świetnie poradził sobie z Infernum, zresztą sama słyszałaś.
Przewróciłam oczami.
- Infernum jest synem alf - powtórzyłam bez większego przekonania, przy ostatnim słowie wykonując dodatkowo manualny cudzysłów. - Jak praktycznie wszystkie wilki które chodzą po powierzchni tej planety.
Zamknęłam samochód, po czym nie spiesząc się, ruszyłam do internatu.
- Jak mam cię poinformować, że wadera jest gotowa do odbioru? - zapytał, zanim zdążyłam oddalić się o więcej niż trzy metry.
Zatrzymałam się i odwróciłam, stając przodem do mężczyzny.
- Będę w pokoju 28 - odpowiedziałam, po czym kontynuowałam drogę do budynku.
Gdy znalazłam się już w swoim pokoju, odłożyłam Kamilka na półkę zajmowaną przez kilka książek. Dopiero teraz, kiedy stres związany ze stanem Scar zaczynał opadać, ból w lewej dłoni przypomniał mi, że nie tak dawno miałam spotkanie z jej zębami.
Udałam się do łazienki, skąd wyjęłam apteczkę i opatrzyłam rany po ugryzieniu. Po dokładnym przyjrzeniu się obrażeniom uznałam, że nie obędzie się bez wizyty w szpitalu, a zapewne również bez gipsu.
Dotarcie do najbliższego szpitala, odczekanie na swoją kolejkę a w końcu również samo badanie trwało na tyle długo, że zanim wróciłam do akademii, słońce zaczęło powoli wychylać się zza horyzontu. Niewiele straciłam, bo byłam pewna, że i tak nie byłabym w stanie zasnąć. Okej, był jeden minus całej tej nocnej wycieczki - była to ręka unieruchomiona na aż sześć długich tygodni w niesamowicie denerwującym i utrudniającym wykonywanie wielu czynności gipsie.
W moim pokoju w internacie powitał mnie widok Kamila nadal "śpiącego" na półce i pustka zwiazana z brakiem Scar na poduszce. Pokręciłam ze smutkiem głową. Nie tak dawno temu musiałam uczyć się życia pod jednym dachem z dzikim zwierzęciem, teraz natomiast miałam problem z normalnym funkcjonowaniem przez kilkanaście godzin jej nieobecności. Nie, nie miałam problemu... ja nie potrafiłam funkcjonować wiedząc jaki stres przeżywa teraz Scar. Bądź co bądź, noc spędzona w gabinecie to nie noc spędzona w lesie. Gdy Scar znikała na kilka dni by biegać po lesie nie odczuwałam strachu, a raczej szczęście, że mimo lat spędzonych w niewoli wciąż jest w stanie poradzić sobie sama.
Dobra, dość tego gadania ze sobą!
Podeszłam do lodówki, wyjmując z niej zakopany za indyczymi skrzydłami energetyk. Otworzyłam puszkę i wzięłam łyk napoju. Obrzydliwy jak zawsze, ale ważne że działał. Usiadłam na łóżku, zajęta robieniem absolutnie niczego i piciem mieszanki wypuchowej o smaku starej opony.
Zdążyłam jeszcze wziąć prysznić i przebrać się w świeże ciuchy, zanim kilka minut przed jedenastą rozległo się niezbyt głośne pukanie. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je, widząc Owena.
- Dzwonił Jack - oznajmił. - Możesz odebrać Scar.
- Dzięki - odparłam.
Praktycznie wybiegłam z pokoju, zamykając drzwi na klucz i natychmiast udając się do samochodu. Zatrzymałam się na chwilę przed drzwiami auta, z trudem związując wpadające mi na twarz włosy w kucyk.
Nagle sześć tygodni w gipsie wydało się bardzo długim czasem... Dzięki bogu za automatyczną skrzynię biegów, bo to dzięki niej mogłam w ogóle prowadzić.
Gdy wsiadałam do samochodu raz jeszcze usłyszałam głos Owena.
- Eleven? - spojrzałam w stronę mężczyzny. - Mógłbym z tobą jechać? Mam sprawę do Jacka.
Kiwnęłam głową na znak by wsiadał, byleby zrobił to szybko. Chciałam jak najszybciej znaleźć się koło Scar.
Droga nie była długa i spędziliśmy ją w milczeniu. Po dotarciu na miejsce weszliśmy prosto do gabinetu. Przywitaliśmy się z lekarzem, który oznajmił mi, że Scar może już wracać do domu. Uśmiechnęłam się szczerze. Wreszcie. Płacąc za leczenie zauważyłam na rękach weterynarza kilka śladów po lekkich, ostrzegawczych ugryieniach. Co najmniej dwa z nich były "pamiątką" po Scar.
Podeszłam do boksu, w którym przebywała wilczyca i otworzyłam go, wchodząc do środka. Przypięłam do obroży Scarlet około trzydziesto centymetrową smycz łańcuchową z metalowym amortyzatorem, dzięki któremu moja ręka nadal znajdowała się mniej więcej na swoim miejscu. Pogłaskałam ją po boku i wyprowadziłam najpierw z boksu, a potem też z gabinetu.
Podeszłyśmy razem do mojego jeepa. Otworzyłam bagażnik i znajdującą się w nim klatkę, po czym wydałam Scar komendę. Wilczyca posłusznie wskoczyła do wnętrza klatki, siadając. Podałam jej dość już starą, aczkolwiek nieśmiertelną, gumową piłkę, na której mogła rozładować nadmiar emocji i odpięłam smycz, natychmiast zamykając drzwiczki klatki. Sama również wsiadłam do samochodu. Czekając na Owena włączyłam radio, przeszukując kolejne stacje, dopóki nie natknęłam się na jakąś spokojną melodię. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o zagłówek fotela. Nawet nie wiem kied zaczęłam nucić piosenkę pod nosem.
Jakiś czas później z takiego "transu" wytrącił mnie odgłos otwieranych drzwi samochodu. Otworzyłam oczy i spojrzałam na wsiadającego właśnie Owena.

Owen? xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.