20 sierpnia 2017

Od Patrishii (do ktosia)

Obudził mnie dzwonek telefonu, informujący o przychodzącym połączeniu. Wciąż niezbyt wiedząc co się właściwie dzieje, spojrzałam najpierw na leżący na szafce nocnej czarny zegarek, a następnie na telefon. Zegarek wskazywał dokładnie 18:01. Niby nie była to typowa pora snu, ale udało mi się zasnąć nie więcej niż piętnaście minut temu. Westchnęłam cicho, widząc na wyświetlaczu telefonu nieznany numer. Odebrałam połączenie, jednak zakończyłam je, gdy jakaś kobieta zaproponowała mi kupno, tu cytat, kompletu wygodnych, stylowych i nezawodnych garnków firmy jakiejśtam.
Usiadłam na łóżku, wiedząc, że i tak nie uda mi się już zasnąć. Niedługo potem koło mojego łóżka pojawiła się Scar. Pogłaskałam ją, patrząc w jej złote oczy. Nie zmieniły się ani trochę, odkąd po raz pierwszy się spotkałyśmy. Może poza tym, że dziś nie gościło w nich przerażenie.
- Co powiesz na mały spacerek? - spytałam, wiedząc, że przecież nie usłyszę odpowiedzi.
Wstałam z łóżka i podeszłam do niewielkiej lodówki znajdującej się w pokoju. Wyjęłam z niej puszkę energetyka, którą od razu otworzyłam i wypiłam.
Na zewnątrz było ciepło, więc założyłam krótkie, dresowe spodenki i czarną bluzkę na ramiączkach oraz sportowe adidasy. Zdecydowałam się zabrać ze sobą czarną gitarę akustyczną. Dawno już nie miałam chwili by pograć, czemu nie skorzystać by więc z pierwszego weekendu spędzonego w akademii, zwłaszcza, że nie małam innych planów na dzisiejszy wieczór.
Początkowo po prostu spacerowałyśmy z Scarlet po przylegającym do akademii parku. W końcu jednak ścieżka stawała sie coraz węższa i coraz bardziej zarośnieta, aż znalazłyśmy się w lesie. Szłyśmy ścieżką jeszcze przez jakiś czas, dopóki nie napotkałyśmy na powalone drzewo, oddalone od niej o jakieś trzy czy cztery metry.
Pozwoliłam Scar zwiedzić okolicę, a sama usiadłam na pniu, położywszy wcześniej Kamilka na gałęzi młodego drzewa rosnącego w pobliżu. Dostroiłam gitarę. Zaczęłam grać podświadomie, dopiero po kilku chwilach rozpoznając melodię. Niedługo potem zamknęłam oczy, wsłuchując się w dobrze znany mi dźwięk gitary. Szum liści poruszających się na wietrze wysoko nad moją głową trworzył z piosenką Linkin Park interesujące połączenie. Zaczęłam bezgłosnie śpiewać.

I've become so numb, I can't feel you there
Become so tired, so much more aware
By becoming this all I want to do
Is be more like me and be less like you...

Spokój nie trwał jednak zbyt długo. Do dźwięków gitaty i szumu liści dołączyło ciche powarkiwanie Scarlet wskazujące na to, że ktoś się zbliża.
Natychmiast otworzyłam oczy, przerywając grę. Mój wzrok padł najpierw na zielonego zółwia położonego na jednej z gałęzi młodej jarzębiny. Tuż potem przeniósł się jednak na Scar.
Wilczyca stała na środku ścieżki. Była wyraźnie niezadowolona z obecności w pobliżu ludzi. Wszystkie mięśnie były napięte, sierść na grzbiecie zjeżona, wzrok wbity w zakręt, zza którego za chwilę ktoś się wyłoni.
Zerwałam się na nogi, szybkim krokiem podchodząc do niej, i łapiąc za uchwyt noszonej przez wilczycę obroży i zmuszając ją do zejścia na bok. Tylko w ten sposób mogłam nad nią zapanować, bo fakt że niemalże całe swoje życie spędziła wśród ludzi sprawiał, że w przeciwieństwie do wilków żyjących na wolności, nie bała się ich. Co jednak nie oznacza, że pałała do nich miłością - wręcz przeciwnie, niechętnie znosiła towarzystwo innych osób, a w szczególności nieznajomych.
Warkot narastał. Wkrótce na ścieżce pojawiła się jakaś postać.

Ktoś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.