02 września 2017

Od Steve’a (do ktosia)

Z uczuciem pogłaskałem małą, puchatą kulkę leżącą na moich kolanach. To ją obudziło. Shiva otworzyła oczy i spojrzała się na mnie z wyrzutem. Ze schowka w samochodzie wyjąłem jej smyczkę i szelki, które następnie jej założyłem. Chwilkę po tym auto zatrzymało się, a ja otworzyłem drzwi, zestawiłem suczkę na ziemię, po czym sam wyszedłem. Przed sobą zobaczyłem duży, ciemny budynek. Więc to była ta cała Akademia Williston, tak? W sumie spodziewałem się czegoś takiego.
- Pomóc ci z czymś? – spytała moja siostra Danai.
- Nie trzeba – podszedłem do bagażnika i otworzyłem go.
Wyjąłem z niego dużą, ciemną torbę, w której znajdowały się moje ciuchy i rzeczy mojego psa.
- Dzięki za wszystko — zwróciłem się do niej. – Nie musiałaś tu ze mną przyjeżdżać – stwierdziłem.
- Jak to, „nie musiałaś”? – prychnęła. – Musiałam! Mój młodszy braciszek nareszcie idzie do dobrej szkoły…
- Do szkoły dla dziwaków – przerwałem jej.
- To źle? – spytała. – Przecież jesteś jednym z nich.
- Wiem, wiem – przewróciłem oczami. - Chyba powinienem już iść. Dyrektor ma na mnie czekać.
- A, fakt, zapomniałam o tym. – Uśmiechnąłem się do niej. Nigdy nie zrozumiem tej dziewczyny. – Daj mi się tylko wyściskać!
Podeszła do mnie i mnie objęła. Cóż, gdybym w jednej z dłoni nie trzymał torby, a w drugiej psa na smyczy, to odwzajemniłbym jej uścisk. Puściła mnie i położyła ręce na moich ramionach. Chociaż była ode mnie starsza o dwa lata, to była o co najmniej dziesięć centymetrów niższa. Oprócz tego szczegółu byliśmy do siebie strasznie podobni. Ciemne, falowane włosy sięgały jej do ramion i miała brązowe, przenikliwe oczy. Było mi smutno z tego powodu, że muszę się z nią pożegnać. Nigdy nie rozstawaliśmy się na tak długo.
- Danai – zacząłem. – Jeśli rodzicom znowu odbije lub stanie się coś równie złego, to masz do mnie zadzwonić. – Spojrzałem się jej prosto w oczy. – Rozumiemy się? – odsunęła się ode mnie. - Wtedy wrócę do was najszybciej, jak to będzie możliwe.
- Tak – westchnęła. – Pamiętaj, że to też działa w drugą stronę – odwróciła się do mnie plecami. – Nie chcę, żeby tobie coś się stało.
- Nie martw się o to, w końcu mam już te osiemnaście lat.
- Tak, tak – pomachała mi. – Skoro jesteś taki dorosły, to powinieneś zrobić sobie legalnie prawo jazdy. Nie zawsze będzie mi się chciało jeździć do ciebie te dwie godziny – chociaż powiedziała to żartobliwym tonem, to wiedziałem, że jest całkowicie poważna.
- Kiedyś to zrobię, obiecuję – wsiadła do samochodu. – To cześć – odpowiedziała mi tym samym, zatrzaskując drzwi.
Dopiero gdy zniknęła mi z pola widzenia, ruszyłem w stronę szkoły. Na początku poszedłem do dyrektora, który dał mi klucze do pokoju i opowiedział mi co nieco o tej placówce. Ze względu na mój wiek zostałem przydzielony do szkoły Przygotowawczej. Podobno było w niej znacznie mniej osób niż w części Głównej. Może to i lepiej? Dzięki temu w akademiku powinno być znacznie ciszej. Udałem się do mojego nowego lokum. Pokój nie był jakiś bardzo duży, ale bez problemu pomieściłby dwie osoby, bo były w nim dwa łóżka. Cóż, z tego, co słyszałem, to nie zapowiadało się na to, bym w bliskiej przyszłości miał mieć jakiegoś współlokatora. Położyłem torbę na podłodze i się jej przyjrzałem. Powinienem się rozpakować, ale strasznie mi się nie chciało tego robić, więc wyjąłem z niej jedynie dwie psie miski: jedną na wodę, a drugą na suchy pokarm. Oczywiście od razu je napełniłem, a potem ustawiłem je obok łóżka i usiadłem na nim. Suczka wypiła kilka łyków wody, ale jedzenia nawet nie powąchała, tylko spojrzała się na mnie z wyrzutem. Głupi pchlarz. Teraz będzie musiała nauczyć się jeść coś takiego. Pozycję siedzącą zmieniłem na leżącą i zamknąłem oczy, z zamiarem pójścia spać. Kiedy poczułem, że już powoli odpływam, usłyszałem ciche warczenie, które szybko przemieniło się w szczekanie. Cicho przekląłem pod nosem i momentalnie usiadłem.
- Czego chcesz? – spytałem Shivy. W odpowiedzi pomerdała ogonkiem. – Pójść na spacerek? – Zaszczekała.
Westchnąłem. Wolałbym resztę dnia poświęcić na bezsensowną wegetację, ale raczej nie miałem innego wyboru niż z nią pójść. Ponownie założyłem jej szelki i smycze, po czym wyszedłem z pokoju. Małe pozwiedzanie okolicy nie zaszkodzi.
Udało nam się zobaczyć wszystkie najważniejsze budynki, a na koniec poszliśmy do parku. Po drodze minąłem kilkoro uczniów, ale z nikim nie nawiązałem nawet dłuższego kontaktu wzrokowego. Może dopiero po pierwszym dniu zajęć kogoś poznam? Kiedy już miałem wracać, zobaczyłem stojącą nieopodal pustą ławkę, na której postanowiłem usiąść. Chwilka odpoczynku nie zaszkodzi, prawda? Owinąłem smycz wokół nadgarstka, by Shiva mi na pewno nie uciekła. Byłaby do tego zdolna, a ja jeszcze niewystarczająco znałem to miejsce, by ją ewentualnie znaleźć. Suczka wyskoczyła na ławkę, po czym władowała mi się na kolana. Urocze. Pogłaskałem ją, a ona po chwili usunęła. Nie miałem serca jej budzić. Odchyliłem głowę do tyłu i zamknąłem oczy, by rozkoszować się tą chwilą. Jak łatwo się domyślić, podzieliłem los mojego pieska.
~*~
- Nic ci nie jest? – nieznany głos obudził mnie ze snu.
Otworzyłem oczy po przetarciu ich wierzchem dłoni. Ile spałem? Na dworze było już dużo ciemniej, więc wywnioskowałem, że zbliża się wieczór. Na szczęście na kolanach wyczułem znajomy ciężar. Nie uciekła. Też wstała i od razu spojrzała się na ów tajemniczą osobę. Zaczęła na nią szczekać, jednak natychmiastowo przytuliłem ją do siebie, przy okazji blokując jej tę możliwość.
- Cicho, Shiva, uspokój się — powiedziałem do niej. – Przepraszam za nią – zwróciłem się do nieznajomego.
To było całkiem miłe, że zupełnie obca osoba zareagowała na to, że jakiś chłopak śpi na ławce w parku. Zrobiło mi się cieplej na sercu. Może po prostu myślała, że nie żyję?
- Jestem Steve Jimmy – przedstawiłem się, przyjaźnie się przy tym uśmiechając.

<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.