10 sierpnia 2017

Od Theo CD Alaski

    Jeszcze przed chwilą przyglądałem się dwóm dziewczynom, które były ofiarami niebezpiecznych zabaw ochroniarzy. Osobiście nie miałem z nimi jeszcze do czynienia, lecz widać że potrafią dać popalić. W końcu postanowiłem pomóc i ukazałem się z niewidzialności Alasce, która poszła poszukać apteczki. Dziewczyna od razu odskoczyła więc musiałem ją uspokoić. Były rozdrażnione.
- Cii spokojnie, ja ci nic nie zrobię. - uniosłem ręce szepcąc i cofając się o krok.
Alaska wyprostowała się i odetchnęła z ulgą. Miała zraniony policzek, z którego leciała stróżka krwi. Zbliżyłem się powoli i położyłem jej rękę na policzku przecierając kciukiem krew. Dziewczyna patrzyła na mnie zdziwiona nie wiedząc czy ma się cofnąć czy odtrącić moją rękę. W końcu ja sam się opamiętałem. Szybko zabrałem rękę i odwróciłem się idąc powoli korytarzem.
- Jedna apteczka jest w składziku. - odparłem skręcając przy drzwiach.
Wychyliłem się do środka i szukałem apteczki aż mój wzrok się na niej nie zatrzymał. Sięgnąłem po czerwone, plastikowe pudełko i przekazałem je Alasce.
- Dzięki. - skinęła głową. - Trzeba jeszcze pomóc tamtej dziewczynie.
- Ja się tym zajmę. - stwierdziłem. - Przeniosę ją do jej pokoju.
- Dobra. - pokiwała głową i wróciliśmy razem do młodszej uczennicy.
Szatynka leżała na kanapie jeszcze przytomna, lecz ciężko dyszała. Podszedłem do kanapy, na której leżała i wziąłem dziewczynę na ręce. Uśmiechnąłem się lekko do Alaski co miało znaczyć pożegnanie i odszedłem.
- Gdzie masz pokój? - zapytałem szeptem.
Uczennica wyszeptała numer pokoju. Udałem się do internatu dla szkoły przygotowawczej gdzie odnalazłem pokój należący do poszkodowanej. Ułożyłem ją na łóżku, a jej współlokatorka od razu się nią zajęła. Odetchnąłem ciężko i wyszedłem. Po co komu w szkole taka ochrona. Nauczyciele pewnie nie mają pojęcia. Walnąłem pięścią w ścianę i wróciłem do siebie.
     Obudziłem się o wczesnym poranku. Moim celem było dowiedzieć się osobiście co to za ochroniarze i co mogą mi zrobić. Ubrałem dres, szybko zawiązałem sznurówki i wyszedłem pospiesznie z pokoju. Zarzuciłem kaptur na głowę i odchrząknąłem. Gdy byłem już na dole i przechodziłem przez próg drzwi prowadzących na dwór, przybrałem niewidzialność. Starałem się iść chodnikiem. Mia już kiedyś mnie zdemaskowała przez głupotę jaką była trawa, która ugina się pod ciężarem moich kroków. Wolę tym razem nie ryzykować. Za rogiem budynku moim oczom ukazała się grupka ochroniarzy siedzących na murku. Podszedłem najbliżej jak tylko mogłem i starałem się nasłuchać ich rozmowę. Mówili niestety bardzo cicho więc zrezygnowałem i podszedłem do tego z innej strony. Stanąłem naprzeciwko im i wyciągnąłem jednemu z ręki pałkę teleskopową. Wymachując ją na boki przybrałem widzialność.
- A co to takiego? - udałem zdziwienie.
- Oddawaj to gówniarzu. - warknął jeden z nich, a reszta się podniosła unosząc swoje bronie.
- To se weź. - odparłem chamsko i rzuciłem pałkę przed siebie gdzie złapała ją Alaska.
Zauważyłem ją dopiero gdy udało mi się ukraść własność tego mężczyzny i przydała mi się jej obecność. Dziewczyna wyprostowała się i przejęła spojrzenia wrogich ochroniarzy.
- No i po co było tak się znęcać nad nami wczoraj? - cmoknęła.
Widać że nie chcieli się bawić. Od razu przystąpili do walki. Dwójka rzuciła się na Alaskę zaś trójka na mnie. Dobre rozegranie, lecz byłem bez broni. Wykonywałem szybkie uniki gdy pałki latały mi nad głową. Koniec końców dostałem elektrycznym urządzeniem w ramie. Przez całego mnie przeszedł okropny ból zmuszający mnie do warknięcia. Szybko podwinąłem rękaw. Na moim ramieniu widniał fioletowy siniak, od którego zaczęły odchodzić szare żyłki. Odwinąłem rękaw i starałem się jak najszybciej ogarnąć obecną sytuację. Alaska potrzebowała pomocy.

Alaska?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.