31 sierpnia 2017

Od Theo CD Alaski

    Skończyłem odkażać rany Alaski, lecz moja ręka została na jej plecach.
- Ja też się boję, ale nie możemy im tego pokazać. - westchnąłem lekko masując jej zmęczone plecy. - Musimy walczyć. - dodałem zabierając rękę.
Alaska lekko uniosła kącik ust po czym zapięła stanik i odwinęła bluzkę z powrotem. Przełożyła się na bok i podkładając jedną rękę pod policzek spojrzała na mnie.
- Dziękuję że mnie opatrzyłeś. - podziękowała szczerze.
- Nie ma za co. - pokiwałem głową i wstałem z łóżka. - Będę już wracał. Musisz odpoczywać.
- Weź telefon z szafki. - przypomniała mi wskazując głową na półkę. - Poszperaj tam i daj mi znać jak coś znajdziesz.
Pokiwałem głową i zebrałem z szafki mały, lecz ciężki telefon. Wyszedłem z pokoju zamykając za sobą ostrożnie drzwi. Chciałem dać Alasce odpocząć. Dużo dzisiaj przeszła i zasługuje na to. Wsunąłem się do własnego już pokoju i opadłem na mało ogarnięte łóżko. Uniosłem rękę wraz z telefonem i włączyłem go przyciskiem. Kto by się tu spodziewał że będzie zakodowany? Miałem ochotę rzucić nim o ścianę by roztrzaskał się wraz z jego właścicielem. Żadnej takiej możliwości niestety nie było. Musiałem ruszyć głową jaki mogą mieć kod. Z początku bez braku pojęcia co zrobić, wpisywałem przypadkową kombinację liczb, lecz po chwili skupiłem się. Odetchnąłem powoli i wpisałem kilka cyfr po czym ekran zaświecił jaśniej i ukazał swe ''wnętrze''. Szybko wszedłem w kontakty. Był tam numer do każdego ochroniarza i mam nadzieję że do ich szefa też. Sięgnąłem po kartkę i począłem spisywać na niej wszystkie numery. Gdy to zrobiłem zgniotłem papierek i wsunąłem go do kieszeni żeby nie zgubić tych ważnych informacji. Wyłączyłem kontakty i wszedłem w wiadomości. Nie było żadnych. Ostatnie połączenia. Trzy numery, które na pewno znajdowały się na liście. Jeżeli Alaska zabrała telefon mężczyźnie, którego rozmowę udało mi się podsłuchać to ostatni numer należał do szefa. Jeszcze na chwile wyjąłem kartkę żeby zakreślić na niej numer do prawdopodobnego szefa. Przejrzałem jeszcze kilka plików dla pewności, lecz nic nie znalazłem więc włożyłem urządzenie do szuflady w szafce nocnej. Podniosłem się na równe nogi. Sumienie podpowiadało mi żebym zajrzał co u niej. Powoli podszedłem pod jej drzwi, a kiedy je otworzyłem dziewczyna leżała obezwładniona przez jednego z ochroniarzy. Ochroniarza, który rozmawiał z szefem, i któremu ukradziono komórkę. Mężczyzna na mój widok odsunął się od Alaski, którą podduszał i ruchem ręki popchnął mnie na ścianę.
- Gdzie mój telefon cwaniaczki? - zapytał szorstkim głosem zaciskając zęby.
- W dobrych rękach. - uniosłem jedną brew. - Lepiej powiedz gdzie twój szefunio.
- W równie dobrych. - warknął i wycelował cios pięścią w moją szczękę.
Na szczęście udało mi się zrobić unik i teraz to ja przyciskałem mężczyznę do ściany. Spojrzałem na niego i od razu zrobiło mi się niedobrze. Żywiłem wyjątkową obrazę do tych stworzeń, które usiłują nas pozabijać. Zacisnąłem szczękę i łapiąc obiema rękoma za głowę ochroniarza skręciłem mu kark. Mężczyzna padł martwy na ziemie tuż pod moimi nogami. Szeroko otworzyłem oczy i spojrzałem na Alaskę.
- Coś ty zrobił! - wstała i złapała się za głowę. - Jeśli dyrektorka się dowie to będziemy jeszcze bardziej winni, a to nie my jesteśmy ci źli. Zapomniałeś? - dodała zbulwersowana sprawdzając ochroniarzowi puls.
- Takie potwory trzeba zabijać. - westchnąłem oschłym głosem i wyszedłem z pokoju.
Od czasu do czasu obejmuje mnie taka mroczna strona i nie wiem czym jest to spowodowane. Nie chciałem dalej prowadzić tej konwersacji więc się ulotniłem. Idąc korytarzem Bóg wie gdzie zarzuciłem na głowę kaptur i przybrałem niewidzialność. 

Alaska?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.