02 września 2017

Od Crystal CD Owen'a

Kiedy udało nam się dostać do środka, już po około 10 minutach zostaliśmy uwięzieni, a Owen leżał nieprzytomny. Nie wiedziałam dokładnie z jakiego powodu stacił przytomność, ale oddychał, a rany się regenerowały. Nie potrzebował mojej pomocy. Wiedząc, że jestem w potrzasku i nie mogę nic zrobić, oparłam się o ścianę i zsunęłam po niej do siadu. Popatrzyłam się na nieprzytomnego Owen'a i przypomniało mi się pewne słowo, które rzucił jeden z ochroniarzy - wilkołak. Czy tym może być Owen? To wszystko jest trudne do pojęcia, jednak jednocześnie fascynujące.
Kiedy upłynęły jakieś 3 minuty, a ja dreptałam w kółko rozmyślając, poczułam nagle ostry zapach, który po chwili wdychania doprowadził mnie do nieprzytomności.
~*~
Kiedy się obudziłam, ujrzałam swoje kolana oraz linę, którą byłam związana. Poczułam też kajdanki, a raczej bransolety na nadgarstkach. Szybko zrozumiałam, że nie jestem sama, dlatego zamknęłam oczy, udając nieprzytomną. Dwóch ochroniarzy stało obok mnie. Czułam też obecność większej ilości osób. W pewnym momencie rozpoczęli między sobą rozmowę.
- To kiedy uaktywnić detonację?
- Za godzinę, zaraz po spotkaniu, które odbędzie się za 20 minut.
- A ile będzie trwało dokładnie?
- A ja wiem, pewnie coś szef powie... ech, no się zobaczy. Pewnie nie dłużej niż 30 minut. Będziemy mieli minutę na opuszczenie budynku, tylko błagam Cię młody nie nawal. Jak go odpalisz za wcześnie, to nie zdążymy opuścić budynku z sali konferencyjnej i nas zabiejesz - załadował pistolet.
- Tak, tak - odpowiedział szybko ten drugi. - Ten... w holu? - dodał po chwili.
- No a k***a jest tutaj jakiś inny? Ja pier***e, kto Cię tutaj zatrudnił? - krzyknął.
Po chwili do sali weszło dwóch ludzi.
- No więc oto ona - rozeszło się echo po sali.
Mężczyźni podeszli bliżej, a jeden podniósł mój podbródek do góry. Wtedy splunęłam mu w twarz i urzałam grubego i tłustego bogacza, sądząc po biżuterii jaką nosił oraz ubiorze.
Inwestor odskoczył ode mnie szybko i otarł twarz. Popatrzyłam na niego z pogardą, a ten podobne spojrzenie rzucił w moją stronę.
- K***a - zakrzyknął w moją stronę.
Wtedy jeden z ochroniarzy podszedł do mnie i wymierzył cios pałką prosto w brzuch.
To bardzo zabolało, a prąd przeszedł po moim ciele.
- Dobra, starczy - odezwał się inwestor. - Nie widziałem jeszcze jak TO wygląda - podkreślił.
- Zaraz się przekonamy - odpowiedział ochroniarz i podszedł do mnie ze strzykawką.
Substancja pobudziła mnie, a serce i puls zaczęły działać na wysokich obrotach. Wtedy uaktywniła się moja metamorfoza - źrenice się zwężyły, a łuski oraz skrzydła pojawiły i rozdarły liny. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, dostałam dwa ciosy z pałek i padłam na ziemię. Związano mnie na nowo na krześle i ledwo co byłam jeszcze przytomna.
Inwestor obejrzał dokładnie moje skrzydła i oczy. Nie stawiałam oporu, nie miałam jak. Wtedy ochroniarze opuścili pomieszczenie, chyba już szli na spotkanie, które nie odbędzie się bez szefa, który został na sali wraz ze mną i inwestorem. Kiedy drzwi się zamknęły, przeszli do rozmowy.
- No więc jaka cena? - spytał inwestor, a jego złoty ząb zabłyszczał.
- Tak może 2 miloony - rzucił szef.
- Panie, żartujesz Pan?! Ja te skrzydła za pół miliona opylę maks, a łuski nie dobiją nawet miliona ze skrzydłami!. - Od tego momentu zaczęli się kłócić o moją cenę.
W pewnym momencie inwestor wyciągnął pistolet i zaczął mierzyć do szefa, który zdołał odwrócić uwagę napastnika i próbował wtrącić mu broń, która odpaliła i trafiła prosto w mój brzuch. Krzyknęłam i powoli zaczęłam się wykrwawiać, a mężczyźni jeszcze bardziej kłócić.
- Jeszcze mamy wilkołaka, a to chyba cenniejsze i spuszczę panu za niego z ceny.
- No niech k***a będzie - odrzekł wychodząc.
Szef podszedł do mnie i podniósł mój podbródek. Spojrzał mi w oczy i powiedział.
- Chyba zdążysz tu zdechnąć pokrako przed detonacją budynku - zaśmiał się i na koniec przyłożył mi w twarz, co spowodowało rozwalenie wargi.
Spuściłam głowę i popatrzyłam na zakrwawioną już mocno koszulkę. Dosłownie całe życie przeszło mi przed oczami, a z głębokich wsponień, wyrwał mnie krzyk szefa, którego ciało padło u wejścia do sali. Wtedy z cienia wyłonił się Owen w półwilczej postaci. Kiedy mnie zobaczył, byłam w stanie ujrzeć, iż szał w nim na chwilę minął. Podbiegł do mnie i uwolnił, a ja bezwładnie osunęłam się na ziemię. Wtedy mężczyzna padł na kolana i wziął mnie w ramiona, uważając na skrzydła, jednocześnie zostawiając nogi na ziemii. Spojrzałam w jego bordowe oczy.
- Owen - wyszeptałam ostatkiem sił.
Mężczyzna miał coś powiedzieć, jednak ja mu przerwałam.
- Ci... Teraz ja mówię - spróbowałam się uśmiechnąć, jednak mi coś nie wyszło. - Proszę, zajmij się Zeusem i przekaż Charlotte, że ją kocham. Pogłaszcz ode mnie Infernum, a teraz słuchaj uważnie. Musisz pójść do holu i uruchomić detonację budynku. Znasz go, więc od razu jak to zrobisz opuść szybko budynek. Ochroniarze nie zdążą uciec, ale ty tak. - Widziałam w oczach Owen'a łzy, jednak żadnej nie uronił.
Położyłam swoją dłoń na policzku mężczyzny.
- I... Jeszcze jedno - powiedziałam cicho i ostatkiem sił podniosłam się, a następnie złożyłam pocałunek na ustach Owen'a, który się temu nie opierał.
Następnie popatrzyłam znów w jego oczy.
- Uciekaj, Owen. Ocal całą Akademię i wysadź ten budynek... ocal wszystkich... dla mnie już nie ma... - wyszeptałam powoli tracąc przytomność.

Owen?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.