27 września 2017

Od Elayzy CD Crystal

Zerknęłam lekko zdziwiona na Crystal. Naprawdę nigdy? W końcu… ma tyle czasu po szkole, by przyjść do stadniny, wziąć swojego konia i się tu wybrać. Chyba że oboje woleli robić akurat coś innego. Wtedy nic na to nie poradzę. Zaraz znowu popatrzyłam na strumyk przed siebie. Delikatnie głaskałam mojego szczeniaka po główce, przy okazji słysząc jego spokojny oddech. Pewnie zasnął. Nic dziwnego.
- Ja… akurat nigdy tu nie byłam – wyznałam, wręcz nieruchomo wpatrując się w taflę wody, która błyszczała od słońca. Usłyszałam śmiech dziewczyny obok mnie.
- Serio? - spytała, na co ja skinęłam głową.
- Staram się niezbyt często i długo przebywać na dworze. W ogóle bym nie wychodziła, gdyby nie Choco – powiedziałam, nawet zbytnio nie myśląc nad moimi słowami. Dopiero po fakcie sobie uświadomiłam ich sens, na co się wzdrygnęłam.
- A to czemu? - zapytała. I to zdanie, którego się obawiałam. Zgarbiłam się, na szybko rzucając spojrzenie blondynce. Przypatrywała mi się, spokojnie opierając się o brzuch Zeusa. Sam jego pysk zwrócony był w moją stronę. I wtedy jak na zawołanie dostałam migreny, wszędzie wokół mnie słysząc głośne, jak i cicsze rozmowy przeprowadzane pewnie przez inne zwierzęta dookoła nas. Złapałam się za czoło, sycząc pod nosem z bólu. Czemu akurat teraz?
- Elayza? - usłyszałam głos mojej towarzyszki, której ton najwyraźniej wskazywał u niej zmartwienie moją osobą. A niepotrzebnie!
- J-ja… - zaczęłam, przesuwając dłońmi po swojej bluzie, a właściwie po jej kieszeniach w poszukiwaniu tabletek przeciwbólowych. N-nie ma? Nie wzięłam ich?! Momentalnie spanikowałam, czując coraz większy ból głowy. M-może zaraz mi przejdzie…? Tak, na pewno. Uśmiechnęłam się na te słowa, by dodać sobie otuchy, jednak zaraz mocno zamknęłam swoje powieki. Przecież ja nie dam rady. Boję się. Choco zaczął niespokojnie ruszać się w moich nogach. W tym tempie również koń Crystal może zacząć czuć się niespokojnie. Tego się bałam najbardziej. Bo ja nie chciałam, by tak się stało! Gdzieś w głębi siebie próbowałam zamknąć swój umysł, by moje odczucie nie przeszły na zwierzęta wokół mnie. Bardzo chciałam, by to mi się w końcu udało. Po chwili jednak cały ból znikł. Jak nagle się pojawił, to tak samo zniknął i teraz z szeroko otwartymi oczami siedziałam, dłońmi zakrywając swoje uszy. Zamrugałam kilka razy, przez co pojedyncze krople łez spadły na futerko shar pei’a pode mną.
- P-płaczę…? - niepewnie spytałam, znowu panikując. Teraz to czułam się już kompletnie zdezorientowana.

Crystal?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.