29 września 2017

Od Mii CD Theo

Droga była nieprzyjemnie zimna, a do tego zaczął padać śnieg. Co chwilę przecierałam zaśnieżoną blendę kasku by cokolwiek widzieć. Tyle dobrego, że było mi ciepło ze względu na dobre ubranie oraz aurę od żywych pochodni.
Rosja przestała mnie już zadziwiać, a tym bardziej nie poddawałam się jej warunkom atmosferycznym. Tym bardziej w tej części kraju. Co tego pajaca wzięło na tak samobójczą misję ? Uduszę go jak znajdę.. żywego. Na samą myśl potrząsnęłam głową by rozwiać czarny scenariusz. Za dużo razem przeżyliśmy by teraz działy się takie rzeczy.. Ja ratuję jego dupę, on ratuje mi i tak na okrągło. A co jeśli razem gdzieś utkniemy ? Co to dla nas.
Jednak obawiam się strat w tej wojnie, gdyż mafia nie pozwoli na przegraną. Za mało nas jest by ich całkiem pokonać, lecz przynajmniej trzeba uratować Theo. Pochodnie wiedzą na co się piszą i nie rezygnują z pomocy.
   Po wielu kilometrach straciłam rachubę czasu i w sumie nawet nie wiem która jest godzina. Jednakże udało nam się dojechać do naszego miejsca akcji. Duży budynek ogrodzony wysokim, betonowym murem zakończony ostrymi jak brzytwa kolcami do tego pod napięciem. Przejście tędy od zawsze odpadało z planu. Kolejne.. Podkop pod owym murem.. który sięga drugie tyle co jest wysoki, więc kopanie zajęło by za dużo czasu. Kolejne.. Masowa teleportacja. Maksymalnie dwie osoby, a nadmiar mi zaszkodzi.. Czyli również odpada. Rozproszenie ich uwagi i wejście tylną bramą ? Czemu nie.
Pochodnie sprawnie podpaliły kilka drzew przez co ogień powalił kilka gałęzi powodując wybuch skrzynki w piwnicy. Nie było tego słychać ani widać, lecz po tylu latach wiem co się dzieje.
Szybkim krokiem podeszliśmy do bramki i poprzez wysoką temperaturę, roztopili zapięcie. Stąd do drabiny dachu dzieliło nas zaledwie kilka metrów, więc po rozejrzeniu się, każdy wszedł na samą górę. Znam ten budynek lepiej niż akademie czy nawet miasteczko obok.
Po zejściu od razu dostrzegłam bezpieczniki od zraszaczy, które włączą się od razu po wyczuciu dymu.. Nie trzeba nam tu alarmy. Wyjęłam plastik od razu go niszcząc i udaliśmy się dalej.
Jeden z nich sprawnie zagłuszał wszelkie kamery, więc zabijanie strażników i chowanie ich po kątach było bezproblemowe. Szybko jednak ktoś to zauważył, lecz ja już byłam tam gdzie być miałam. Sala dźwiękowa, przez którą nadam komendę do ataku. Zablokowałam drzwi dobrym zabezpieczeniem, a ludzi w środku zabiłam bez żadnej skruchy.. A raczej z przyjemnością.
Znalazłam starą gitarę akustyczną w jednej z szafek strażników, którą w sumie sama tam schowałam. Za dzieciaka kazano mi grać na niej i do dzisiaj nie była ruszana. Sprawnie nastroiłam jej struny i zasiadłam na krześle włączając na monitorach wszelkie widoki, szczególnie ten gdzie był Theo. Żył, lecz był nieprzytomny.. Szybko się obudzi.
Włączyłam mikrofon na tą jedną salę, zdjęłam maskę i powoli zaczynałam dogrywać pochodnią by dali z siebie jak najwięcej.
Gdy tylko usłyszeli mój głos w głośnikach sali, strażnicy zaczęli kierować się do mnie, lecz pochodnie sprawnie spalały ich twarze i umierali w cierpieniu. Zamknęłam oczy i dałam ponieść się piosence, którą znam aż za dobrze, a moim przyjaciołom to pasowało.
Żywe pochodnie zapłonęły od stóp aż po głowę i przemierzali korytarze budynku paląc każdego po kolei. Na ich twarzach widniała ognista czaszka, która pojawiała się gdy moc przewyższała nad rozumiem, a temperatura ich ciała przekraczała ludzkie możliwości.
Będąc przy sali gdzie znajdował się Theo, przepalili zawiasy i wyważyli drzwi powodując dość głośny huk. Z ich dłoni zaczęły kapać krople magmy, a zaraz utworzyły ochronny okrąg wokół chłopaka. Ogień uniósł się na dobre dwa metry i uniemożliwił jakiekolwiek przejście. Żywe pochodnie w pełni kontrolowały ogień co pozwalało na dobrą ochronę oraz skuteczne mordowanie strażników mafii.

Widząc, że już wszystko jest przygotowane, odłożyłam gitarę do szafki, ubrałam maskę i ukrytym przejściem znalazłam się tuż obok drzwi do sali gdzie był Theo. Szybko jednak poczułam, że coś jest nie tak.. Gaz ulatniał się w górnej części sufitu. Bez dłuższego zastanawiania się wzięłam łuk i strzeliłam w przycisk, który zablokował przepływ trucizny. Druga strzała poleciała w niewielką szybę, która pozwoliła dostanie się powietrza do środka.
Truchtem skierowałam się w stronę płonącego okręgu i przeniosłam się do jego środka. Zastałam przytomnego już, lecz związanego chłopaka.
- Uduszę Cię kiedyś - warknęłam oczywiście żartobliwie, lecz Theo przytaknął z niepewnym uśmiechem. Głupek.
Uwolniłam go używając ostrza pochodni, który bezproblemowo rozcinał wszelką stal, a tym bardziej liny.
- Idziemy ! Już ! - krzyknęłam do całości, a ściana ognia opadła w jednym miejscu przez które razem wyszliśmy z moim towarzyszem.
Chłopaki poszaleli i podpalili całą salę. Palili wszystko za sobą, a droga ucieczki była już przygotowana. Zliczyłam wszystkich, lecz wiedziałam, że ktoś nas zatrzyma. Tuż za murem czekał główny szef mafii czyli ten, który wszczepił mi neuoromod teleportacji.
- Oj Mia, nie ładnie tak robić - westchnął udając smutek - Sugerujesz, że uciekniesz żywa ? - syknął stając blisko mnie.
- Zniszczyłeś mi normalne życie. Zrobiłeś ze mnie maszynę do zabijania.. Ludzie płacili miliony by mnie mieć w swojej bandzie.. - syknęłam przybliżając się jeszcze bardziej niego. - A Ty myślisz, że uda Ci się mnie zabić od tak mając jeszcze przy sobie żywe pochodnie - zakpiłam cicho się śmiejąc. - Nie tym razem - dodałam pół szeptem do tego z modulowanie głosu.
Mina mężczyzny nieco się zmieniła na bardziej zdziwioną. Nie spodziewał się takiego zwrotu akcji, lecz wiadomo, że go nie zdołam zabić.. Lecz i mój organizm musiał coś spieprzyć. Mikstura obudziła efekt uboczny.
- Zabierzcie go do siebie.. - szepnęłam w ich stronę - Dogonię was - dodałam zaciskając zęby.
Żywe pochodnie zrozumiały o co chodzi mimo iż Theo chciał zostać, wzięli go w ognisty okręg i kazali siąść na motocykl.
Nastała wymiana ciosów między mną, a szefem mafii, który nie wypadł jeszcze z formy. Kilka razy udało mi się go zranić, a on zranił mnie. Żadna nowość, a kiedyś była to codzienność na treningach.
Ostatecznie oddałam cios w brzuch i wbiłam ostrze w między żebra, po czym przeniosłam się koło motocykla.. Ruszyłam jak najszybciej i skierowałam się od razu do domku pochodni.

Theo ? Jak tam droga ? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.