08 września 2017

Od Mii CD Theo

Gdy ciemność ogarnęła całe pole widzenia, nastała nagła biel, która otaczała mnie dookoła. Nie czułam żadnego bólu, strachu czy cierpienie. Nic. Dosłownie. Czułem jedynie to, co pozytywne. Lekkość ducha i spokój. Rozejrzałam się dookoła, lecz nic nie widziałam. Niby siedziała, lecz nie czułam. Niby ktoś do mnie mówił, lecz nic nie słyszałam. Dziwne uczucie, które towarzyszy mi już po raz drugi. Znajdowałam się między światem żywych, a życiem wiecznym. Nagle powrócił mój oddech jak i bicie serca, przez co na mojej twarzy zawitał spokojny uśmiech. Zamknęłam oczy...
   Otworzyłam je ponownie będąc w czyimś uścisku. Szybko mogłam się domyśleć, że jest to Theo. Czując, że wróciłam do żywych, chłopak spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem i ponownie uścisnął. Gdyby nie on.. pewnie już hasałabym po chmurach wolna od wszelkich problemów.
Po chwili dało się usłyszeć syreny całej trójki, a ich szum kół dochodził aż do nas. Skąd wiedzieli ? Auto jest pełno różnych czujników, które sama montowałam będąc jeszcze w Rosji, a dym było widać pewnie z daleka, chodź auto nie zdoła się zapalić.
- Theo.. - zaczęłam szeptem z lekkim zaniepokojeniem. Chłopak spojrzał na mnie przekładając moje włosy nieco na bok.
- Nic nie mów - wyszeptał, a po jego policzku spłynęła kolejna łza.
- Ale.. Nie czuję nóg - wyjaśniłam dopiero czując ogromny ból wszystkiego.
Zamknęłam oczy z których płynęła łza po łzie i wydałam z siebie krzyk bólu, którego nie idzie wytrzymać. Theo położył mnie na ziemi gdyż najwidoczniej podeszli do nas ratownicy. Słyszałam również znajomy głos, który należał do Owen'a.. Pewnie przejął sprawę wypadku, gdyż inny pewnie osądziłby mnie i wsadził za kraty. Lekarze podali mi coś dożylnie, pewnie dużą dawkę morfiny i coś jakby usypiające, ponieważ zaraz czułam się senna. A może sama traciłam przytomność ? Nie wiem. Nie potrafiłam tego od tak rozpoznać.
- Co z autem ? - spytał jakiś obcy mężczyzna
- Zabierz go do mojego domu - odpowiedział Owen - W całości.. razem z tymi drzwiami - dodał nieco poirytowany, lecz i zaniepokojony.
Zaraz, zaraz... drzwiami ?! Czy.. Czy Theo wyrwał rączkę mojej beci ?! [ xD ] Dostanie kopa jak tylko będę w stanie.. I o ile będę to pamiętać.
Czułam jak położyli mnie na desce ratowniczej i wsadzili do karetki. Nie pozwolili Theo wejść do środka, pewnie jest ze mną aż tak źle. Ale któryś z policjantów podwiezie go do internatu.. lub szpitala. Zależy od niego.
Nastała ponowna ciemność i ulga. Jakbym spała tak normalnie w łóżku, lecz znając życie.. wprowadzą mnie w śpiączkę. A jeszcze niedowład nóg.. Czyżby całe życie na wózku ? O niee.. Znajdzie się jakiegoś magika, który mi pomoże.
   Ujrzałam blask światła szpitalnego, które mijałam przemieszczając się gdzieś na czymś. Po chwili ogarnęłam, że jadę na stole w stronę sali operacyjnej. Poznałam to po strojach lekarzy. Na twarzy miałam maskę tlenową, która w sumie irytowała mnie niż pomagała, lecz nawet nie miałam siły podnieść ręki. Westchnęłam tylko i ponownie nastała ciemność..
   Czas leciał do przodu i leciał. Odczuwałam to, lecz nie korzystałam z tego. Słyszałam równe pytania, lecz odpowiedzieć nie mogłam. Czułam dotyk, uścisk dłoni, lecz nie mogłam odwzajemnić gestu. Co chwilę słyszałam znajomy głos. Ktoś mówił do mnie jakieś zdania, jakby opowiadał. Mój organizm jedynie reagował pojedynczymi łzami, które spływały z kącika oka po policzku.
- Trzeba znów spróbować ją wybudzić.
- Ale może dostać szoku i zejść całkiem.
- Ale musimy spróbować bo trwa to już za długo..
Konwersacja lekarzy była bardzo napięta, co wskazywało, że długo już tak leżę. Ale jak długo ? Dowiem się po wybudzeniu. Poczułam jak jakiś płyn rozprzestrzenia się po moim organizmie i pobudza do życia. Oddech stał się bardziej wyraźny, a serce biło równym tempem. Otworzyłam oczy nieco je mrużąc, gdyż nawet lekka ciemnia powodowała dyskomfort wzroku. Szybko jednak się przyzwyczaiłam, a nade mną stało dwóch lekarzy.. którzy najwidoczniej wcześniej ze sobą rozmawiali. Zapisywali coś na swoich kartach, a jedną z nich zawiesili na końcu łóżka. Małą latarką sprawdził moje źrenice, które również prawidłowo funkcjonowały.
   Dopiero po jakimś tygodniu byłam w stanie normalnie komunikować z ludźmi. Czułam się znacznie lepiej, lecz nadal zdarza mi się utracić przytomność. Jeden z kilku efektów ubocznych śpiączki.
Gdy tylko przyszedł do mnie mój lekarz, wypytałam o mój stan zdrowia.
- Cóż. Miała Pani przerwany rdzeń kręgowy na wysokości bioder..  i niestety jest nadal. Lecz reszta ciała jest na swoim miejscu i dobrze funkcjonuje. Operacja umożliwiła wstawienie śrub w miejscu złamania przez co nie dojdzie do dalszych złamań. - wyjaśnił spokojnie przekładając kolejne kartki.
- Czyli wózek do końca życia ? - spytałam zaniepokojona, na co lekarz przytaknął.
Odwróciłam wzrok w stronę okna i zamknęłam oczy.. lecz za każdym razem widzę jasne światła tira. Irytujące.
Nagle usłyszałam ciche pukanie w szybę, a po spojrzeniu w ową stronę, stał Theo, który jakimś dziwnym trafem dostał się do środka. Lekko się uśmiechnęłam, a gdy stanął obok, objął mnie i również odwzajemniłam gest.
- Jak się tutaj dostałeś ? - spytałam, gdy usiadł obok mnie.
Ten jednak nie zdążył nawet odpowiedzieć, gdyż przyszedł akurat Owen z zawieszoną legitymacją na szyi.. Czyli jest w pracy.
- Hey. Nie można tutaj wchodzić - mruknął chłopak widząc Theo obok mnie
- Owen.. - mruknęłam dając znać, żeby nie wszczynał żadnej awantury
- Ehh.. No dobra - westchnął szykując swój kajet - Jak wiesz.. Nie przyszedłem Cię spisać - zaczął patrząc na moją tabliczkę na końcu łózka - A uwolnić od wózka
- Wózka ? - zdziwił się Theo i spojrzał na mnie.
- Rdzeń przerwany - westchnęłam bezsilnie - Lecz nie mamy czasu na pogadanki - dodałam kładąc się na płasko.
- Jak to ? Co chcecie zrobić ? - zaniepokoił się mój towarzysz i wstał nieco zdziwiony.
- Przydasz się.. Patrz czy żaden lekarz nie wchodzi - oznajmił Owen i ostro spojrzał na chłopaka, który niechętnie czynił to co mu kazano.
Owe położył dłonie na moim brzuchu i szybko dało się dostrzec, jak coś czarnego przepływa przez jego żyły na rękach.. A ja czułam zmianę. Czułam również ból, lecz musiałam być cicho.
Trwało to z dwie minuty. Krócej niż operacja, a to pomogło, gdyż czułam nogi
- Dobra.. Teraz czeka Cię tylko rehabilitacja - powiedział ponownie sięgając po swój zeszycik
- Co to miało być? - ponownie zapytał Theo podchodząc bliżej mnie
- Przekazanie samoregeneracji - wyjaśnił Owe i skierował się do wyjścia - Zostawiam was samych - dodał i wyszedł zasuwając drzwi za sobą. 
W tym samym czasie spojrzałam na zegarek przede mną, który wskazywał datę.. miesiąc później.
- Theo..? Czy ja "spała" dobre trzy tygodnie ? - zapytałam podnosząc się do siadu wraz z oparciem łóżka. Chłopak nieco się zmartwił i przytaknął. Ponownie mnie objął, lecz chyba wyczytał to z moich oczu. - Dziękuję - szepnęłam czując jak po moim policzku spływa samotna łza - Nawet za te wyrwane drzwi w aucie - dodałam na co oby dwoje cicho się zaśmialiśmy.

Theo ? ♥♥♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.