05 września 2017

Od Owen'a CD Derek'a

Zdanie Derek'a odnośnie tego, czym jesteśmy, irytowało mnie co raz bardziej i miałem ochotę walnąć go w psyk.. Ale hamuję się, bo muszę. Kilka lat wytrzymałem w wojsku z młodszymi, teraz wytrzymam z nim.. Chyba.
Podczas jazdy niemalże wybuchłem, lecz powstrzymało mnie jego pytanie odnośnie obcego mężczyzny, który używa coś, co powoduje u nas ból. Nic przyjemnego.
- Prędzej czy później, znajdę typa - powiedziałem po chwili - Moi ludzie namierzą go i dadzą znać - dodałem przesuwając dłonie w dół kierownicy.
- Za miesiąc, może dwa.. - odparł Derek z lekką irytacją - Szybciej sami go znajdziemy - dodał pewnie nieco wzdychając.
- Ehe.. Prędzej głowa Ci pęknie niż podejdziesz do niego - oznajmiłem lekko się śmiejąc.
- A Ty dalej będziesz kulić ogon.. - odburknął młody - Jutro idę do dyrektora i mu o tym powiem - dodał opierając się o szybę drzwi.
Nic już nie powiedziałem, gdyż słowa chyba do niego nie docierają.
Zajechałem już na akademie i postawiłem wóz pod internatem niedaleko wejścia. Zgasiłem pojazd i oby dwoje wyszliśmy, lecz gdy tylko chłopak szedł koło mnie, przyszpiliłem go do boku auta. Chwyciłem za koszulkę i nieco przycisnąłem.
- Słuchaj młody. Nieco więcej żyję na tym świecie i dużo widziałem w życiu - zacząłem dość ostro, lecz cicho by nie narobić hałasu - Widziałem co robią z ludźmi, którzy mają w sobie coś nadprzyrodzonego. Wszelkie testy i badania jak to jest, że taka osoba to ma. - mruknąłem przyciskając go jeszcze bardziej. - Więc nawet jak będziesz iść do dyrektora, odpowiadaj za siebie. A gdy siwy będzie się dopytywał o mnie, nic nie wiesz. - dodałem puszczając go i zamykając auto.
Słyszałem znaczne przyspieszenie bicie serca chłopaka, lecz miałem to totalnie gdzieś. Skoro woli być królikiem doświadczalnym, droga wolna.. Ale niech tylko piśnie o mnie jedno słowo..
Wróciłem do swojego pokoju jako niemalże kłębek nerwów. Miałem dość dzisiejszego dnia, więc po prysznicu położyłem się spać.
   Po załatwieniu porannych spraw, udałem się na zajęcia z dyrektorem. Byłem jedynym "uczniem", który nie miał lekcji. Po służbie wojskowej oraz jako policjant, nie mam takiego obowiązku co jest mi na rękę. W sumie sam wiek wskazuje, że na starość raczej nie ma się co uczyć.. Chodź uczymy się całe życie.
Przeszedłem do klasy, gdzie znajdował się dyrektor. Przywitał mnie ciepło i sprawdził stan mojego samopoczucia.
- Więc Owen, pokaż to, co wiesz o sobie - oznajmił mężczyzna zakładając ręce z tyłu.
Cicho westchnąłem wiedząc, że będzie to samo co na każdych zajęciach. Zmiana koloru oczu, pazury, kły, ciche powarkiwanie, samoregeneracja i wyczulone zmysły. Nic nowego.
- Tylko tyle - powiedziałem beznamiętnie wiedząc, że te całe zajęcia nic mi nie przyniosą.
- Nadal blokujesz w sobie całość - stwierdził podchodząc bliżej mnie
- Słyszę to na każdych zajęciach - mruknąłem słysząc to samo zdanie co zawsze
- Nie można tak długo szukać w sobie tego daru - zaprotestował zawieszając na mnie wzrok.
- A może po prostu nie chcę sobie życia zrujnować tą informacją - westchnąłem bezsilnie.
Jedyne co mnie uratowało, to informacja z radia odnośnie wsparcia. Bez słowa wybiegłem z klasy idąc do swojego pokoju. Ubrałem kamizelkę, do pasa przypiąłem broń wraz z kajdankami oraz nożem, po czym wyszedłem do swojego auta.
   Na miejscu ataku byłem bardzo szybko. Nie obyło się bez karetek, które tylko czekały na rannych. Z jednej z nich dochodził zapach Derek'a, który znałem na pamięć.
- Sharkey. W mieszkaniu jest niewielki gang narkotykowy, który uruchomili jakąś bombę. Jest nas za mało i musimy czekać na większe wsparcie - wyjaśnił młody policjant z radiowozu
- Słabo szkolenie przechodziłeś - mruknąłem wyjmując broń - Ruszać dupę i na górę ! - wydałem rozkaz do całej jednostki, która tam stała.
- Ale nas jest za mało - zaprotestował policjant
- Podczas akcji dowodzi ten, który jest najwyżej. Więc ruszaj się - syknąłem bez wahania wchodząc do środka bloku.
Reszta poszła za mną, lecz któryś z nich się bał.. I to bardzo. Nie ruszyło mnie to, gdyż wiedział na co się pisze.. Jak każdy policjant. Czasem trzeba zaryzykować swoje życie by uratować kilka.
Wsłuchałem się dźwięk bomby, która cykała równo jak zegarek, lecz ten dość głośniej.
- Jak ktoś wejdzie, blok wybuchnie - krzyknął jakiś ćpun, a po chwili cicho się śmiali.
Przypomniałem sobie szybko ze szkolenia dźwięk bomb, a ten wydawał się na czasówkę.. Lub głupi psikus. Opcja dryga bardziej pasowała. Stanąłem naprzeciw drzwi i wyważyłem je z buta. Mieli przy sobie bronie, do tego karabiny pół automatyczne, które były skierowane w naszą stronę. Oddałem w nich strzały trafiając w ręce lub nogi.. Nie miałem zamiaru ich zabić, a osłabić. Nie obyło się bez postrzelenia mnie akurat w miejscu, gdzie kamizelka nie zakrywała czyli okolice ramienia, a barku. Nie ruszyło mnie to, gdyż i tak się zregeneruję. A ta cała "bomba" to był zwykły zegarek. Zabraliśmy czwórkę rannych do karetek, a na górze zabezpieczyli mieszkanie.
Zszedłem na dół i zaczepiła mnie jedna z ratowniczek widząc moje zranienie. Zaprowadziła mnie do karetki i posadziła na "skrzyni" [mechanik ma własne nazewnictwo xD ] po lewej stronie pojazdu. Wyjęła ostrożnie pocisk, który był dość długi i niemalże przebił na wylot.
- Słyszałam wiele o Tobie - oznajmiła kobieta odkładając nabój na bok
- Tak ? Ciekawe co - powiedziałem z dość miłym uśmiechem
- Dużo dobrego.. I że jesteś sam - posłała uśmiech w mą stronę i nieco się zarumieniła
-  To się akurat zgadza, lecz przez pracę nie mam czasu - cicho westchnąłem
- Aż dziwne. Jesteś taki.. - zawiesiła się chwilę zajmując się moją raną
- Przystojny ? Męski ? - zaśmiałem się cicho dodając swoje.
Kobieta tylko cicho się zaśmiała na co odwzajemniłem gest. Nagle do karetki wszedł Derek i nieco jakby był wkurzony.
- Zajmę się nim dalej, dobra ? - zaproponował kierując słowa do kobiety
- Już kończę powoli, więc nie trzeba - zaprotestowała spokojnie i kontynuowała swoje zajęcie
- Ale.. - zaczął chłopak
- Jeśli Pani sobie radzi to znaczy, że nie potrzebuje Twojej pomocy - przerwałem mu z uśmiechem widząc, że jeszcze bardziej się zdenerwował.
Wyszedł z karetki i dalej kontynuowałem małe podrywanie kobiety, której pasowała obecna praca.
Po paru minutach, miałem już zabezpieczoną ranę, lecz i tak zdążyła się sama zregenerować tyko gdy została zakryta. Podszedłem do swojego auta i otworzyłem drzwi od kierowcy. Wyjąłem papiery do spisania sprawy i oparłem się plecami o siedzenie, nogę zaparłem o próg drzwi i zacząłem pisać wszystko po kolei.
- Co to miało być ? - spytał Derek, który wyrósł jak spod ziemi
- Ale że co ? - spytałem nawet nie odrywając wzroku od papieru
- To w karetce - jęknął bezsilnie, lecz nieco wkurzony
- Ona zaczęła - westchnąłem powoli kończąc pisać - I muszę przyznać, że jest ładna - dodałem unosząc wzrok na niego.
Gdy chciał coś powiedzieć, nieco się skrzywił z bólu głowy. Do mnie pisk dochodził z lekkim opóźnienie, więc rozejrzałem się po okolicy. Chłopakowi pomogłem oprzeć się o pojazd by nie opadł na ziemie. Gdy tylko namierzyłem punkt, skierowałem się w jego stronę i było mi to na rękę gdyż stał za tyłem auta. Im bliżej niego byłem, tym ból głowy był mocniejszy.. Lecz regeneracja jeszcze nadążała. Po chwili pisk zamienił się w cichy śmiech, który dochodził od niego. Będąc już blisko, zacząłem biec i wpadłem wprost na niego powalając na ziemię. W ręku trzymał srebrną jakby pałkę, która otworzyła swój koniec ukazując trzy kolce.. I wbił mi ją prosto w udo. Zdążyłem jeszcze zerwać z niego maskę i część ubioru, po czym uciekł z lekką paniką. Zaraz poczułem ogromny ból na tyle silny, że aż krzyknąłem zaciskając zęby. Oczywiście nie mogło zabraknąć cichego warknięcia z mojej strony, które usłyszał Derek. Wyjął od razu dziwne coś i wszystko ustawało. Podniosłem się z ziemi biorąc od niego narzędzie, lecz gdy chciał zapytać, ktoś go zawołał.
- Wieczorem przy moim aucie. Akademia nie jest dobrym miejscem na takie rozmowy [pamiętajmy, że Owen ma domek nad jeziorem z kilka km od akademii] - powiedziałem szybko i odbiegł.
Wsiadłem do auta i odjechałem nadal czując niemiłosierny ból nogi oraz powyższych okolic ciała. O dziwo udało mi się dojechać na komisariat i oddać wszelkie papiery sprawy. Później wróciłem do akademii i wzięło mnie na spanie, mała drzemka nie zaszkodzi.

Derek ? xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.