23 września 2017

Od Patrishii cd Owen'a

Nareszcie zadzwonił dzwonek. Niesamowita ulga, bo zaczynałam poważnie obawiać się o to, że ta fizyka nie skończy się nigdy.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak szybko zgarnęłam zeszyt z ławki i praktycznie wybiegłam z sali, ignorując oburzenie wicedyrekrorki, żadającej bym natychmiast wróciła do ławki i zapisała pracę domową. Jabym w ogóle miała zamiar ją odrobić.
Nie zwalniając, zmierzałam w stronę akademika, żegnana głośnym, jakby zmęczonym, skrzypnięciem drzwi sali, którą opuściłam.
Po dotarciu do pokoju z radością stwierdziłam, że nie ma w nim mojej współlokatorki. Jeśli dopisze mi szczęście, to będzie jeszcze miała jakieś zajęcia i spokojnie zdążę opuścić wspólną przestrzeń przed jej powrotem. Przywitałam się z Kamilem, czekającym na mnie na biurku. Scar jak się okazało była zbyt zajęta spaniem, by w ramach powitania zrobić coś więcej niż otworzenie oczu i obrzucenie mnie pogardliwym spojrzeniem. Prawie zadziałało i prawie poczułam wyrzuty sumienia, że zakłócam jej spokój. Żartuję, już dawno przyzwyczaiłam się do tego typu spojrzeń. Podeszłam do okna, wychodzącego na trawnik przed akademikiem i na kilka chwil odpłynęłam gdzieś myślami, aby po kolejnych kilkunastu sekundach rzucić w przestrzeń niezbyt głośne "idziemy na spacer".
Kolejne zakłócenie ciszy dziennej skutkowało kolejnym spojrzeniem Scar, które sugerowało, że zadusi mnie przy najbliższej okazji... albo nie pozwoli mi się wyspać... albo obie te rzeczy na raz. Zaśmiałam się pod nosem, powtarzając to, co powiedziałam przed chwilą. Tym razem reakcja wilczycy była nieco inna. Scarlet wstała i ziewnęła, prezentując zestaw ostrych zębów, po czym wykonała serię rozciągania, balansując przy tym nad krawędzią łóżka.
Weszłam do łazienki. Przeglądając się w lustrze, ujrzałam szopę sterczących w każdą z pięciu stron świata włosów, oraz kilka czarnych kresek na policzku, które najwyraźniej powstały podszas którejś z wielu tego dnia zatrważająco nieinteresujących lekcji. Zmusiłam włosy do choć powierzchownego przestrzegania praw grawitacji i związałam je w kucyk, po czym zajęłam się zmywaniem "ozdób" z twarzy. Oczywiście zanim to zrobiłam, kilkanaście kosmyków uznało, że ograniczanie ich wolności za pomocą gumki do włosów jest niezgodne z ich przekonaniami religijnymi, i postanowiły opuścić to niegodne ich obecności zgromadzenie. Wydałam z siebie bliżej nieokreślony, jednak przepełniony irytacją odgłos, który sprawił, że w drzwiach łazienki pojawiła się Scarlet, by sprawdzić czy nie umarłam. W końcu kto by ją wtedy karmił? Raz jeszcze zmusiłam włosy to przebywania w ograniczonej gumką przestrzeni, tym razem jako dodatkowy argument wykorzystując potężną armię czarnych wsuwek. Przynajmniej istniała szansa, że przez jakieś pół godziny cała ta konstrukcja będzie się trzymać mniej więcej (czyli prędziej mniej niż więcej) tak jak powinna.
W tak zwanym międzyczasie zdecydowałam się na wyjście nad jezioro. Założyłam więc strój kąpielowy, bo przy takiej pogodzie nie skożystanie z obecności w jeziorze chłodnej wody byłoby głupotą, jasną, przewiweną koszulkę oraz krótkie, jeansowe spodenki.
Zadowolona z tymczasowego efektu, wyszłam z pokoju zabierając ze sobą butelkę wody i wilka. Kamilowi należał się dziś dzień spokoju.
Scar początkowo była zachwycona pomysłem wypadu nad jezioro, szybko jednak przeszło jej, gdy stało się jasne, że nie będziemy tam same. Wadera zdecydowała się wycofać i zanim zdążyłam zareagować zniknęła w pobliskim lesie. Westchnęłam cicho, choziaż w głębi duszy cieszyłam się, że zdecydowała się odejść, zamiast "profilaktycznie" rozprawić się ze znajdującymi sie na plaży ludźmi. Ja natomiast weszłam na pomost, na którym zauważyłam znajomą postać.
- Po zajęciach nuda doskwiera? - spytał Owen, gdy usiadłam obok niego.
- To głupie, ale chyba tak - odpowiedziałam bez jakiejkolwiek radości.
Chyba właśnie oto chodziło... cały dzisiejszy dzień był tak cholernie nudny, że gdyby nie fakt, że sen mnie nie lubi, zasnełabym już rano idąc na lekcje.
- A gdzie twój wilk? - spytał, jakby lekko zdziwiony nieobecnością mojego zwierzaka.
- Scar? Rzuciła mnie i zniknęła w lesie. Teraz zapewne drzemie w jakiejś jaskini, co zresztą nie wydaje się takim głupim pomysłem.
Owen zaśmiał się cicho.
- A co u ciebie? - spytałam po chwili, by przerwać ciszę.

Owen?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.