10 września 2017

Od Theo CD Mii

     Niedługo po przyjeździe wszystkich pojazdów na sygnale zrobiło się tłoczno i głośno. Ratownicy podbiegli o mnie i Mii i odebrali mi ją z ramion zabierając dziewczynę do karetki na noszach. Chciałem pojechać z nią, lecz z auta policyjnego wysiadł Owen więc pewnie się nią zajmie. Wstałem i wypuszczając brunetkę z ramion uśmiechnąłem się lekko na pożegnanie. Otrzepałem spodnie i rozejrzałem się dookoła zauważając dwójkę policjantów zmierzających w moją stronę. Kilka podstawowych pytań na temat wypadku. Odpowiedziałem w miarę zgodnie z prawdą, a ci dali mi spokój. W tym momencie spojrzałem w stronę zniszczonego auta, które nadal leżało powalone.
- Co z autem? - zapytał policjant stojący niedaleko.
- Zabierz go do mojego domu - odpowiedział Owen z daleka. - W całości.. razem z tymi drzwiami.
No tak... Te drzwi to były moja sprawka i do tego momentu nie wiem skąd przyszło mi tyle siły. Może to po prostu adrenalina i desperacka chęć ocalenia życia dziewczynie, na której tak bardzo mi zależy. Szybko się ocknąłem i podbiegłem do Owena z początku nie wiedząc co powiedzieć. Jeszcze się w końcu nie znaliśmy.
- Owen tak? - zapytałem od tyłu.
- Ta? - mruknął i odwrócił się w moją stronę unosząc brew.
- Mogę ja przygarnąć tego gruchota? - zapytałem wskazując głową na auto.
- Tylko jeszcze bardziej go nie rozwal. - po długim namyśle dodał i zmarszczył brwi.
Pokiwałem głową w podziękowaniach. Facet podszedł do gliny i przekazał mu wiadomość. Pomachałem ręką żeby mężczyzna mnie zauważył po czym pokiwał głową i zapisał coś w notesie. Odsunąłem się gdzieś na bok aby dać miejsce wszystkim strażom, które chciały doprowadzić sytuację do porządku. Do karetki Mii zdążył wsiąść Owen, a wtedy ruszyli do szpitala. Po chwili podszedł do mnie ten sam glina, z którym rozmawiał chłopak i podał mi papierek dotyczący auta. Po kilku godzinach w końcu miejsce było czyste. Straże pożarne i wozy policyjne odjechały. Jedni z nich nawet zaproponowali mi podwózkę. Po kolejnej godzinie drogi byłem już na terenach Akademii. Wysiadłem z radiowozu, podziękowałem i udałem się do środka. Było już po świcie więc lekcje się zapewne zaczęły. W taki ponury dzień nic nikomu się nie chce więc odpuszczę sobie dzisiejsze zajęcia. Ze względu też na to że dużo przeżyłem. Gdy wszedłem w końcu do swojego pokoju rzuciłem się na łóżko i wpadłem w wir zamyślenia.
     Wczorajszy dzień tak jak mówiłem, spędziłem w łóżku nie robiąc zupełnie nic. Noc przespałem spokojnie, ale ciągle myślałem o Mii. Zastanawiałem się czy ponownie straciła przytomność lub czy jest jej w szpitalu dobrze. No wiadomo jak to jest w szpitalach... Tego dnia wstałem wcześnie i przed 6 byłem już na nogach. Dzisiaj w planach miałem odwiedzić brunetkę. Szybko się ubrałem po czym wyleciałem z pokoju kończąc swój bieg dopiero przy motorze. Założyłem kask i wsiadłem na maszynę. W pośpiechu odpaliłem silnik i opuściłem tereny internatu i Akademii. Dzisiaj była sobota więc nie groziło mi kolejne opuszczenie zajęć. Szpital znajdował się kilkanaście minut drogi z Akademii, a przyspieszając dojechałem tam jeszcze szybciej. Będąc na miejscu skierowałem się bezpośrednio do recepcjonistki, która siedziała za wysoką ladą. Kobieta na mój widok uniosła wzrok i poprawiła duże okulary.
- Gdzie znajdę Mię Sullivan? - zapytałem zdyszany.
- Chwilkę. - odpowiedziała piskliwym głosem i zniknęła za ścianą.
Z niecierpliwości wystukiwałem palcami różne melodie na blacie i wychylałem się w przód czekając na pielęgniarkę.
- Pani Sullivan nie przyjmuje odwiedzających. - oznajmiła spokojnie i ponownie zasiadła przy komputerze.
- Jak to nie przyjmuje?! - zapytałem głośno i groźnie.
- Jest w śpiączce. - spojrzała na mnie wielkimi oczami. - Wczoraj gdy do nas trafiła od razu poszła na stół operacyjny. Jest w ciężkim stanie i musi odpoczywać. Więcej nie mogę panu powiedzieć.
Uderzyłem pięścią w ladę i odszedłem szybkim krokiem przy wyjściu popychając ochroniarzy. Opuściłem szpital, w którym było mi już po prostu duszno. Usiadłem na krawężniku obok mojego motoru i cicho westchnąłem. W końcu wstałem i na dodatek kopnąłem w motor, który przewrócił się na bok. Przypomniało mi to o samochodzie Mii. Jej samochód i tak był wytrzymały, że nie stanął w płomieniach. Wytrzymała i silna jest też sama Mia i mam pewność że wkrótce się wybudzi. Będzie musiała się wybudzić bo nie może opuścić tylu kochających znajomych. Wracając do auta przypomniałem sobie też że czeka w warsztacie w miasteczku nieopodal Akademii. Bez dalszych wątpliwości podniosłem motor i ruszyłem do miasteczka Grand Sombrey.
     Ponowne kilka minut podróży i wjechałem do małego miasteczka odnajdując warsztat. Zostawiłem motor na parkingu przed małym budynkiem i zostawiając przy nim kask wszedłem do środka. Rozejrzałem się i odnalazłem właściciela tej posiadłości.
- Gdzie znajdę BMW F31? - zapytałem podając mężczyźnie karteczkę ze swoim nazwiskiem itp.
- Zaprowadzę. - uśmiechnął się krzywiąc swe wąsy i poprowadził mnie do warsztatu.
Pomieszczenie nie różniło się od garażu na dwa samochody. W końcu czego można się spodziewać po tym małym miasteczku.
- Miałem się dzisiaj za niego brać. - odparł facet i schował ręce do tylnych kieszeni.
- Nie trzeba. - odpowiedziałem szybko. - Chciałbym sam nad nim popracować. - dodałem spokojnie.
- W takim razie daje panu wolną rękę. - odparł nieco zdziwiony. - Tam są wszystkie narzędzia. W razie pytań wiesz gdzie mnie szukać.
Pokiwałem głową. Właściciel zostawił mnie sam na sam z tym ciężkim zadaniem. Skierowałem wzrok na odłamane drzwi, które zamiast w zawiasach, leżały obok auta. Lekko się uśmiechnąłem i klasnąłem w dłonie.
     Do warsztatu przyjeżdżałem codziennie. Musiałem dobrze przekupić dyrektora aby dała mi kilka tygodni wolnego. Ale będę miał później nadrabiania... W wolnych momentach przeglądałem internet w poszukiwaniu wskazówek. To auto wcale nie było takie łatwe do złożenia. Jak to rzekł mechanik właściciel - ,, To nie puzzle chłopcze!''. Mężczyzna również mi pomagał. Podczas długich dni spędzanych w warsztacie wsłuchałem się w piosenkę, którą zastawałem codziennie w małym, starym radyjku.
 
 Gdy wjeżdżałem pod samochód albo wierciłem coś pod maską rozmyślałem jakie sny może miewać Mia. Czy ja się w nich znajduję. To wszystko bardzo mi pomagało i podnosiło mnie na duchu. Gdyby nie to zajęcie na pewno oszalałbym sam w internacie.
     Nadszedł wyczekiwany przeze mnie dzień. Minęły dobre trzy tygodnie od wypadku i zapadnięciu w śpiączkę przez Mię. Na koniec każdego dnia przyjeżdżałem do szpitala i siedziałem przy dziewczynie opowiadając jej o moich nowo nabytych umiejętnościach mechanicznych. Tego dnia miało być tak samo tyle że po wejściu na salę zauważyłem że siedzi przytomna na łóżku. Na twarzy pojawił się uśmiech i od razu objąłem w końcu żywą Mię. Po naszym przywitaniu do pokoju wszedł Owen, który oczywiście nie był zadowolony z mojej kolejnej wizyty. Na szczęście dziewczyna pozwoliła mi zostać. Kolejna konwersacja, w której zdziwiło mnie tylko jedno słowo.
- Wózka? - zapytałem zaskoczony spoglądając na brunetkę.
Dziewczyna wyjaśniła mi całą sytuację. Lekko zakręciło mi się w głowie i po prostu nie wiedziałem co powiedzieć. W uszach zaczęło mi piszczeć, a ocknąłem się dopiero gdy Owen złapał Mię za rękę, a krew w jego żyłach mienić się na czarno. Zanim zdążyłem zapytać zostałem wysłany na zwiady. Podczas całego zajścia nie przechodził żaden lekarz czy pielęgniarka więc wróciłem.
- Co to miało być? - zapytałem marszcząc brwi i wskazując ręką na żyły Owena.
- Przekazanie samoregeneracji - wyjaśnił Owen. - Zostawiam was samych - dodał i wyszedł.
Odetchnąłem powoli i przysiadłem na łóżku Mii, która złapała mnie za rękę.
- Theo..? Czy ja "spała" dobre trzy tygodnie ? - zapytała, a ja wspominając te ciężkie tygodnie przytaknąłem z lekkim uśmiechem. - Dziękuję - szepnęła i obejmując mnie pozwoliła kilku łzom spłynąć po jej policzkach. - Nawet za te wyrwane drzwi w aucie.
Zaśmialiśmy się na wzmiankę o tych drzwiach, lecz po chwili sobie coś przypomniałem.
- Dopiero zaraz mi podziękujesz. - powiedziałem unosząc jedną brew.
- Jak to? - zapytała nieco zdziwiona.
Wstałem i ostrożnie odczepiłem dziewczynie wszystkie rurki, które przenosiły do żył Mii ważne substancje. Wziąłem brunetkę na ręce i przybrałem niewidzialność. Szybko zeszliśmy na dół niezauważalni i stanęliśmy przed całkiem nowym autem Mii. Nadal trzymałem dziewczynę na rękach gdyż była na boso i nie była jeszcze gotowa by stać o własnych siłach.
- I jak? - zapytałem pokazując jej swoje dzieło i szeroko się uśmiechając.

Mia? ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.