29 września 2017

Od Theo CD Mii

     Powoli otworzyłem powieki rozglądając się po dziwnym, małym, białym pomieszczeniu, w którym się znajdowałem. Moje wszelkie ruchy były blokowane przez stalowe zatrzaski na nadgarstki i kostki. Tym razem w areszcie nie siedziałem tylko byłem przykuty do ściany. Wysoko zakute ramiona powodowały, że zwisałem niczym ubrania na sznurze. Dokładniej opisując pokój mogę podkreślić, że od podłogi do sufitu wyłożony był białymi kafelkami. Na jednej ścianie wisiało lustro weneckie więc byłem podglądany. To chyba logiczne, że nie zostawiliby mnie samego. Poza tym w rogach stały wysokie lampy świecące białym, niemal oślepiającym światłem. Od razu odwróciłem od nich wzrok by go nie zepsuć. Dopiero teraz zorientowałem się też, że mam lekkie problemy z oddychaniem. Przez mało widoczne kratki wentylacyjne do pokoju wnosiła się jakaś dusząca substancja. Jakiś gaz, który nie pozwalał mi w pełni odetchnąć więc opuściłem głowę i zacząłem dyszeć by kompletnie nie stracić powietrza w płucach. Zaczęło mi się robić już niedobrze. Przymknąłem oczy, lecz zaraz szeroko je otworzyłem gdy z głośników wydobył się kobiecy głos. Mówiła coś do mnie lub nie, ale nie zdołałem usłyszeć konkretnych słów. Tylko okropne piszczenie w uszach. Potrząsnąłem głową i ponownie rozejrzałem się po pokoju. Wraz z każdym moim ruchem obraz przed moimi oczami się rozmazywał lub leniwie ciągnął. Byłem pewien, że znów zemdleję, a wtedy nie wiadomo co zrobią ze mną ci... No właśnie. Przecież porwała mnie mafia! Mogą mnie po prostu zabić albo przenieść na swoją stronę. Nigdy bym się nie dał, ale pewnie mają jakieś swoje metody. Ciekawe jak było z Mią. Gdy znów wspomniałem w myślach o dziewczynie usłyszałem głośniejszy pisk. Tym razem też samego mikrofonu. Został przewrócony, a dalej słyszałem tylko ciche i oddalone krzyki. Nagle jakby odzyskałem siły i w nadziejach uniosłem głowę czekając na zbawienie. W jednej chwili drzwi do pokoju zostały wyważone, a w nich stanęła Mia. Nieco to nielogiczne... Wydaje mi się, że te drzwi nie były takie łatwe do pokonania. Szybko wyrzuciłem tą myśl z głowy i sapiąc zmrużyłem oczy. Dziewczyna nie miała żadnego wsparcia. Stała w drzwiach, a na mój widok zaczęła się powoli zbliżać. Na jej twarzy ciągle widniał szeroki uśmiech, wręcz do niej nie podobny. Nie była też uzbrojona przez co gdy mężczyzna wyskoczył zza drzwi i wbił jej nóż w plecy. Brunetka głośno krzyknęła i opadła głucho na ziemię tuż pod moimi nogami. Zacząłem się drzeć, krzyczeć i szarpać. Nie była uzbrojona, a wątpię, że zażyła jakieś specjalne eliksiry. Nie miała czasu. Szarpałem się i szarpałem dopóki ten sam mężczyzna nie wcelował również we mnie.
     Szeroko otworzyłem powieki ciężko dysząc. W pokoju nadal unosił się duszący gaz, a wygląd wogle się nie zmienił. Pod moimi nogami już nie było Mii, a ja na swojej bluzce nie widziałem żadnej plamy krwi. Skrzywiłem się zdezorientowany i dopiero po chwili ogarnąłem. Minęło kolejne kilka minut kiedy kobiecy głos zabrzmiał w głośnikach. Tym razem słyszałem dokładnie.
- Podobało się panu przedstawienie? - zapytała uprzejmie i mechanicznie.
- Nie mieszajcie mi w głowie! - wrzasnąłem zaciskając zęby i pięści.
Kobieta tylko parsknęła śmiechem i wyłączyła mikrofon. Dopiero teraz gaz zaczął docierać do moich płuc. Magazynowanie świeżego powietrza w sobie nie było takie łatwe więc zapewne niedługo odlecę. Usłyszałem ciche kroki przy wielkich drzwiach nie do rozwalenia. Niedługo po tym zapiszczał zamek na kartkę przy drzwiach. Lub na kod. W każdym bądź razie mają dobre zabezpieczenia i byłem pewien, że znowu nie mam gości w głowie. Do pomieszczenia weszła dwójka przebranych w czarne, eleganckie kombinezony mężczyzn i stanęli po dwóch stronach.
- Jak się bawisz? - zapytał jeden na co drugi tylko powstrzymał śmiech.
To mafia czy hejtujące dzieciaki? W tych też okolicznościach zignorowałem to pytanie i tylko zmarszczyłem złowieszczo brwi.
- Dlaczego mnie porwaliście? - wycedziłem przez zęby.
- Och, to takie proste. - odpowiedział ten drugi, lecz już oschłym i obojętnym tonem. - Żeby Mia przyjechała cię szukać. Dziwne, że na to nie wpadłeś. - zauważył mrużąc oczy.
Zakląłem sobie w myślach. Przecież to oczywiste, że Mia będzie chciała mnie uratować, ale jest coś jeszcze. Mia wychowała się tutaj i wie jak radzić sobie z takimi ludźmi. Problem w tym, że oni też to wiedzą. To zupełnie jak walka o wyrównanych siłach, która toczyć by się mogła bez końca.
- A teraz kolorowych snów. - szepnął pierwszy i pospiesznie wyszli z pokoju.
Gdy stalowe i równie białe drzwi się zatrzasnęły poczułem większy przypływ trujących gazów. Wstrzymałem powietrze najdłużej jak mogłem, lecz prędzej czy później i tak odlecę...
    
     Obudziłem się. Albo pozwolili mi oddychać swobodnie normalnym powietrzem albo już nie żyję. Nadal nie otwierałem oczu gdyż bałem się gdzie teraz mogę się znajdować. Jeszcze bardziej zaniepokoiło mnie ciche odgłosy dookoła mnie. Brzmiało to nie inaczej jak drewno, które pęka pod wpływem ognia. Na myśl o ogniu zrobiło mi się równie gorąco jak w jego objęciach, a na dodatek jeszcze poczułem jego ostrą woń. Pali się! Szeroko otworzyłem oczy i rozejrzałem się. Byłem otoczony wysokimi ścianami z ognia. Czyli planują spalić mnie żywcem? Nie rozumiem...

Mia? Przybywasz? ;3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.