12 października 2017

Od Alexandra cd Virginii

Chwila… Jak ona mnie nazwała? Wydaje mi się, że kiedyś już gdzieś słyszałem to słowo. Nie mogłem jednak sobie przypomnieć gdzie. Jedno wiem na pewno, że nie jest to ani moje imię, ani przezwisko. Z resztą nigdy nikt mi nie nadał żadnego przezwiska. Można powiedzieć, że był to pierwszy raz. Nie przeszkadzało mi to jednak. Zawsze podziwiałem i będę podziwiać ludzką kreatywność.
***
Mój organizm sam chce mnie wykończyć. Kolejny raz obudziłem się przed budzikiem. Próbowałem jeszcze przez dłuższą chwilę zasnąć. Na darmo. Postanowiłem nie ślęczyć kolejnej godziny w łóżku. Po co, skoro można zrobić coś bardziej pożytecznego. Wyszedłbym na dwór, ale moje wyczerpanie było dzisiaj wyjątkowo duże. Może dlatego, że znowu się zaczytałem i do późnej godziny nie potrafiłem się oderwać od książki. Szkoda, że nie wziąłem pod uwagę tego, że musiałem wcześniej wstać na drugi dzień. Nikt nie jest przecież idealny. Zszedłem do stołówki i jak nigdy wziąłem kawę. Nie piję jej często, więc wystarczy kilka łyków, a już jestem jak nowo narodzony. Wyszedłem na dwór, chcąc zaczerpnąć świeżego powietrza. Jak na jesienny poranek, to było wyjątkowo chłodno. Zacząłem żałować, że nie włożyłem niczego cieplejszego na siebie. Kawa choć trochę od środka.
Nie oddalałem się od akademii. Gdybym się gdzieś zapuści, to raczej bym szybo nie wrócił. Było naprawdę rano, a o tej porze roku było jeszcze na dworze ciemno. Wystarczy dodać jeszcze do tego moją orientację w terenie i zaginięcie gwarantowane.
To co przykuło moją uwagę w pewnym momencie. To dźwięk kroków, który z każdą sekundą stawał się coraz głośniejszy. Obserwowałem z uwagą miejsce, z którego dochodził ten dźwięk. Nie udało mi się niczego dostrzec, a hałas stawał się coraz bardziej dynamiczny. Tak jakby ktoś biegł , a nawet uciekał.
W końcu udało mi się ujrzeć postać. Wydała się mi znajoma. Dopiero po chwili rozpoznałem dziewczynę. Zacząłem zmierzać w jej stronę szybkim krokiem sądząc, że coś jej grozi.
-Virginia?-odezwałem się chcąc jej jakoś pomóc. Ta momentalnie zatrzymała się i skierowała głowę w moją stronę. Miałem wrażenie, że mnie nie poznała.
-Virginia?-odezwałem się jeszcze raz, myśląc że może mnie rozpozna. Ruszyłem w jej stronę, by dowiedzieć co było przyczyną jej ucieczki.
-Erydan!-zawołała i wręcz rzuciła mi się na szyje. Cała trzęsła się ze strachu. Dyszała nie mogąc złapać oddechu. Musiało jej się przytrafić coś naprawdę przerażającego. Próbowałem jakoś ją uspokoić.
-Wszystko okej?-zapytałem
- Chyba zwariowałam, albo właśnie gonił mnie klaun z siekierą i strzykawką-odpowiedziała. Gdyby nie ten ton i autentyczne przerażenie w jej oczach, pomyślałbym że to zwykły żart. Virginia nie wyglądała jednak na rozbawioną.
-Jesteś pewna?-chciałem tylko potwierdzić swoje przekonania. Dziewczyna pokiwała głową i odsunęła się ode mnie- Ktoś pewnie robi sobie żarty. Nie powinnaś się tym tak przejmować. Zaraz przekonamy się kim jest ten żartowniś- powiedziałem chcąc poznać sprawce tego czynu. Ruszyłem w stronę lasu. Nie udało mi się to jednak ponieważ dziewczyna złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć w swoją stronę.
-Nie idź tam! Nie zostawiaj mnie samej!-mówiła nadal spanikowana. Kiwnąłem tylko głową.
-Odprowadzę cię może w takim razie do …-nie zdążyłem dokończyć. Dziewczyna straciła przytomność. Udało mi się ją podtrzymać, więc nie upadła na ziemię. Pewnie była to wina przemęczenia. Nie byłem jednak lekarzem i nie mogłem wydać ostatecznej diagnozy. Rzuciłem kubek na trawę i wziąłem dziewczynę na ręce. Nie mogłem jej przecież tak zostawić. Było na tyle wcześnie rano, że nikt jeszcze nie powinien kręcić się po akademii. Dobrze, że wczoraj rozmawialiśmy o akademii, bo dzięki temu dowiedziałem się pod którym Virginia mieszka numerem.
Kiedy wszedłem do pokoju jej współlokatorki nie było. Czyli niektóre osoby musiały już wstać. Szczęście, że się z nikim nie minąłem. Przemknęło mi przez myśl, czy nie wezwać kogoś z nauczycieli. Kto wie może klaun był tylko wymysłem jej wyobraźni. Nie poznałem jej na tyle dobrze, by wiedzieć czy coś bierze, a nie chciałem by miała przeze mnie kłopoty. Położyłem dziewczynę na łóżku, a przynajmniej wydawało mi się, że to jej i kryłem ją kocem. Musiała być zmarznięta.
Mogłem ją tak zostawić na łóżku. Bałem się jednak o jej zdrowie. A co jak przestanie oddychać albo obudzi się z wielką paniką? Wiem, myślałem o najgorszych scenariuszach. Pewnie dlatego zostałem przy niej dopóki się nie obudziła.

Virginia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.