19 października 2017

Od Katfrin CD Owen'a

Ten mały srylek, który tak naprawdę był wysokim chłopem mnie dotknął, wbił mi swoje pazury w kark i jeszcze jest na tyle odważny by odwrócić się do mnie plecami i odejść bez żadnego przepraszam?! O nie... tak, to my się nie będziemy bawić. Chciałam do niego podbiec i wbić mu sztylet w kark tak jak on zrobił to ze swoimi szponami, jednak wiedziałam, że to bez sensu. Lepiej poczekać na dobry moment. Zresztą nie miałam teraz czasu by interesować się jakimś chłopcem. Miałam co innego go zrobienia. Dużo ważniejszego. Wróciłam do internatu i po drodze do pokoju wykonałam telefon do brata. Ten jednak nie odbierał, szlaja się pewnie po jakichś domach laskach i zalicza wszystkie. Westchnęłam i ruszyłam do siebie. Musiałam jakoś zdobyć informacje o Papie, znając życie jest tam i Smerf, której tak samo nienawidzę. Weszłam do pokoju i od razu chwyciłam za laptop, który leżał na biurku, moja współlokatorka już spała. Dobrze, niech śpi, w śnie, każdy jest inny, a rzeczy, które się w nim dzieją się piękniejsze niż nasza rzeczywistość. Siadając na łóżku odblokowałam laptopa i napisałam do jedynej osoby. "Jutro o 4:45. Tam gdzie zawsze." Napisałam jedynie, od razu wyświetlił, nigdy nie odpisywał, a zawsze się pojawiał. Wyszłam ze strony i zaczęłam przeszukiwać pliki w laptopie. Gdy wreszcie znalazłam to co szukałam weszłam w folder. Znajdowało się tam jedno, ale jak bardzo ważne zdjęcie. Przerzuciłam je na telefon. Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju razem z laptopem. Wymknęłam się z internatu i ruszyłam w stronę strumienia chcąc dostać się tam jak najszybciej. Próbowałam biec po mchu by nie zostawiać po sobie większych śladów, nie chodziło o to, że nie chce dostać "szlabanu" od jakiegoś ochroniarza czy innego. Chciałam się dostać do strumienia niezauważalna, potem już mogłam wracać i śpiewać na całe gardo. Teraz musiałam zachowywać się cicho by spokojnie dotrzeć do wyznaczonego celu.
- Ktoś tam jest - usłyszałam jednak nie zatrzymałam się, mówili coś jeszcze jednak byłam już za daleko by zrozumieć ich słowa, zresztą nie interesowało mnie to. Dotarłam po pięciu minutach do strumienia i od razu rzuciłam laptopa do wody. Obił się o skały i wpadł z pluskiem do cieczy. Wydobył się z niego dym, a ja zeszłam na dół. Zmyłam z siebie swój zapach i ruszyłam na drugą stronę strumienia. Wspięłam się na drzewo, które znajdowało się około pięćset metrów dalej. Ułożyłam się wygodnie na jednej z gałęzi, liście zasłaniały mnie jednak ja miałam w miarę dobry widok na rzeczy dziejące się wokół mnie. Wiedziałam, że muszę poczekać, ucieczka byłaby zbędna. Laptop był specjalnie zamontowany przez Hana, jeśli zanurzy się cały w wodzie wydobywa z siebie dym. Jeśli jednak nic się nie zadzieje oznacza to, że laptop jest dalej cały i można uzyskać z niego informacje. Dlatego dym był bardziej gęsty i widoczny. Właśnie dlatego bezpieczniej było schować się i przeczekać aż przestaną się interesować tym miejscem. Woda zabierze laptop w dół strumienia. Nagle usłyszałam krzyki... boże... jacy oni nie doświadczeni. Zwierzęta, które atakują ludzi bo czują zew mordu mogą ich usłyszeć i przybiegną do nich. Oni ich nie odstraszą... oni ich przyciągną. Jak można być tak głupim?! Postanowiłam jednak po prostu bardziej się skulić by zwierzęta nie wyczuły mnie. Właśnie dlatego zanurzyłam się w wodzie. By żadne z nich mnie nie wyczuło. No i jeszcze ten chłopak, ma dobry węch. Jednak ma pewien problem. Wcześniej też tutaj byłam, więc mój zapach nadal się tutaj utrzymuje, miesza się. Ma za mały dowód by powiedzieć, że to ja. Wyjęłam swój sztylet gdy usłyszałam uderzenie skrzydeł, na czubku drzewa, na którym siedziałam wylądował brązowy orzeł. Pupil mojego kochanego braciszka. Głupie ptaszysko zamiast schować się w liściach drzew siedzi sobie teraz na widoku. Obserwuje otoczenie, a raczej sam Christian to robi. Umie wnikać w umysł zwierząt i kontrolować je. Kiedy ptak już wszystko zobaczył zleciał na dół, symulując atak. Po kilku sekundach wzniósł się w górę i usiadł obok mnie na gałęzi. Spojrzałam w zielone oczy ptaka, gdy Christian przejmuje umysł zwierzęcia jego oczy zmieniając się w jego.
- Czekamy aż pójdą, nie ryzykuje - szepnęłam cicho, a ptak podrapał się szponami.

~~~~**~~~~

o 6:47 byłam już w pokoju bezpieczna, Christian upolował małego wilczka, był tak samo agresywny jak te dorosłe. Chciałam go zbadać, zobaczyć mają dziwną krew, a z ich pysków toczy się zielona piana. Wyjęłam spod łóżka dawne terrarium Vijo i wsadziłam tam szczeniaka. Zastanawiałam się jakby zareagował na padlinę, a jak na żywe stworzenie. Wyjęłam z lodówki mrożone szczury by się rozpuściły. Ja spakowałam plecak i schowałam mimo wszystko zwierzę pod łóżko. O godzinie 7:00 zadzwonił budzik mojej współlokatorki. Dziewczyna wyłączyła go i przeciągnęła się ziewając. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Dzień dobry - powiedziała, a ja skinęłam jej i podeszłam do swojej szafy. Wyjęłam czarne spodenki oraz tego samego bluzkę z napisem: Faking it, wzięłam bieliznę i ruszyłam do łazienki. Zdjęłam z siebie wilgotne ubrania i weszłam pod prysznic odkręcając ciepłą wodę. Tego mi było trzeba. Umyłam swoje ciało żelem pod prysznic następnie spłukałam go i wyszłam z kabiny. Wytarłam się i ubrałam szybko. Umyłam zęby i przeczesałam włosy pryskając je odżywką żeby bardzo się nie puszyły. Westchnęłam i wyszłam z łazienki, wzięłam torbę z książkami i wyszłam z pokoju zabierając ze sobą klucze, telefon, słuchawki oraz pieniądze. Napisałam szybką wiadomość do Hana: Możesz zatrzymać Vijo do jutra?
Ruszyłam na stołówkę i wzięłam owsiankę z owocami leśnymi oraz dwie kawy. Zajęłam wolne miejsce na końcu i opierając się o ścianę położyłam nogi na drugim krześle. Wyjęłam zeszyt od historii i chwyciłam jeden kubek z kawą. Musiałam przypomnieć sobie to wszystko. Mimo iż poziom nauczania był wysoki, osoba, która chodziła na wiele konkursów i zajęć z wielu przedmiotów uważa iż to co teraz mamy powinno być trzy lub cztery lata temu. Ale cóż... trzeba się przyzwyczaić i przeczytać choć raz temat by nic nie zapomnieć. Kiedy skończyłam czytać i oczywiście wypiłam jedną kawę schowałam zeszyt i zabrałam się za jedzenie. Jadłam powoli, nie lubiłam się spieszyć, a co dopiero jeść szybko... wtedy mniej się zje. Byłam do tego przyzwyczajona, rodzice mimo iż mieli w ch.uj pieniędzy woleli przeznaczyć to na narkotyki, a oszczędzać na kupowaniu jedzenia. Nigdy tego nie rozumiałam jako dziecko. Mieliśmy pieniądze, a moi kochani rodzice brali długi. Jednak gdy skończyłam czternaście lat zrozumiałam. Kradli, byli przestępcami, zabijali, jednak nie mieli konkretnej pracy. Musieli przecież skądś mieć pieniądze. Dlatego brali długi, by nikt się nie zainteresował tym, że są tak bogaci, a przecież nigdzie nie pracują. No ale cóż... i tak woleli narkotyki niż jedzenie czy picie... no chyba, że chodzi o alkohol. Wtedy nawet nie było o czym gadać. Kiedy zjadłam połowę posiłku chwyciłam za kawę i patrząc się w uczniów przede mną piłam ją powoli. Inni siedzieli w książkach nerwowo przerzucając strony, inni śmieli się z żartów wypowiedzianych przez kolegów, jeszcze inni byli pogrążeni w rozpaczy po wczorajszej misji i straceniu wielu braci. Poczułam wibracje w kieszeni, wyjęłam telefon i zobaczyłam znany mi dobrze numer. Odebrałam połączenie, a telefon przyłożyłam do ucha wyciszając go jak najbardziej można.
- Kiedy? Kto? Ile? - zapytałam od razu bez żadnego przywitania, rozmawiałam cicho jednak nie szeptem tak by nikt nie nabrał podejrzeń.
- Najlepiej dziś. Diler. Koło pięć koła na spółkę - powiedział tylko, a ja westchnęłam.
- Zrobię to w godzinach pomiędzy pierwszą, a trzecią. Wyślij dane - rzekłam i rozłączyłam się chowając telefon do kieszeni. Wstałam i odniosłam talerz z resztą owsianki, kawę zabrałam ze sobą i ruszyłam w poszukiwaniu sali od geografii. Po około pięciu minutach po rozpoczęciu się lekcji znalazłam sale. Weszłam, spojrzałam na nauczycielkę, której przerwałam wypowiedź.
- Nie mogłam znaleźć klasy - powiedziałam widząc jej minę mówiącą: gdzie się szlajałaś?
- Rozumiem. Przedstawisz się i powiesz coś o sobie? - rzekła z uśmiechem, który odwzajemniłam i spojrzałam na nią miłym wzrokiem.
- Nie - odpowiedziałam i moja obojętność powróciła, zajęłam wolną ławkę na końcu sali i wyjęłam zeszyt oraz czarny długopis. Nauczycielka była chyba zdziwiona jednak postanowiła kontynuować lekcje. Nie zwracałam na nią najmniejszej uwagi dlatego gdy do mnie podeszła spojrzałam na nią ze znudzeniem w oczach.
- Proszę, odpowiedz mi na pytanie: Co dzieje się 22 czerwca na kole podbiegunowym północnym?
- Noc polarna - odpowiedziałam bez zastanowienia, nauczycielka zmarszczyła brwi chyba zdziwiona. Zadałaś zbyt łatwe pytanie kobitko, dawaj dalej.
- Jaki ocean ma największą powierzchnie zlewiska? - zapytała.
- Ocean Spokojny - rzekłam patrząc jej ze spokojem w oczach.
- Czemu Może Północne nie miesza się z Morzem Bałtyckim? - zapytała, a w jej oczach zobaczyłam iskierkę nadziei.
- Mieszają się, jednak brudniejsza woda płynąca z Missisipi tworzy w pewien sposób linie "oddzielającą" te morza - odpowiedziałam, po kilku sekundach lekcja się skończyła. Włożyłam zeszyt do torby i wyszłam z klasy.

~~~~**~~~~



- Hey mały - powiedziałam gdy podeszłam do boksu konia. Miał na imię Herion, był to szary ogier rasy shire. Zwierze było dużo większe ode mnie, wyciągnęłam w jego stronę dłoń i pogładziłam jego pysk, a ten zarżał. Otworzyłam jego boks i weszłam do środka, koń patrzył na mnie ze zdziwieniem. Jakbym nie mogła tutaj stać, wzięłam uwiąż i podpięłam go do kantara konia i wyprowadziłam go z boksu. Zwierze było całe w błocie, piachu, był niezadbany. Jakby rzadko kto na nim jeździł. Przywiązałam go tak by nie uciekł i chwyciłam szczotkę i zaczęłam oczyszczać ogiera z piachu. Po wyczyszczeniu konia i sprawdzenia podbrzusza czy może nie ma tak sklejek itp. zabrałam się za ogon. Wyjęłam z niego słomę oraz siano oraz przeczesałam je grzebieniem, to samo zrobiłam z grzywą. Usunęłam błoto z jego nóg oraz wygładziłam jego sierść miękką szczotką. Wyczyściłam mu kopyta, a gdy na niego spojrzałam nie był to już szary, a kary ogier. Uśmiechnęłam się i poklepałam konia po szyi, ten położył po sobie uszy i nerwowo zaczął przebierać kopytami. Gdy podeszłam do niego z owijkami koń cofnął się i zaczął na mnie rżeć zdenerwowany. Podeszłam więc do niego i uspokoiłam go trochę, gdy jednak zaczynałam zakładać owijkę ten chciał mnie kopnąć. Spojrzałam na ogiera, a ten na mnie.
- Widzę, że wzięłaś Heriona. Nie jest za bardzo miły, dlatego rzadko kto na nim jeździ - powiedział nagle stajenny, który znalazł się obok mnie.
- Jest spokojny, wystarczy dotrzeć do niego i nie zawsze mówić, że jest zły - odpowiedziałam i po raz kolejny spróbowałam mu założyć owijkę teraz trzymałam kopyto konia i mimo iż się wyrywał założyłam mu ją i poklepałam go.
- Dobry koń - powiedziałam i sięgnęłam po następną owijkę. Z resztą był mniejszy problem jednak ogier dalej nie chciał współpracować. Gdy założyłam mu czaprak i siodło zaczął znów przebierać nogami. Stajenny dalej patrzył na moje czynności. Dopasowałam strzemiona i z wielkim trudem założyłam mu ogłowie, ogier chciał mnie gryźć jednak pracowałam z gorszymi końmi i wiedziałam jak się nimi zajmować. Kiedy zwierzę stało już gotowe, założyłam toczek i czarne rękawiczki. Odwiązałam konia i wyszłam z nim na zewnątrz. Poprawiłam popręg i wsiadłam na konia mimo iż był bardzo wysoki nie musiałam pomagać sobie schodkami. Kiedy znalazłam się na jego grzbiecie koń prychnął nerwowo. Złapałam wodzę na kontakt i dając mu łydki chciałam ruszyć jednak to nic nie dało, kolejny raz także nic nie zdziałał, dlatego przyłożyłam delikatnie palcat do jego łopatki i tym razem dając mu gest, który oznaczał, że ma ruszyć zadziałał. Ogier stępował żwawo, jednak łydki działały na przemian by koń nie zwalniał. Odwróciłam konia przodem do stajni gdzie w ich drzwiach czekał stajenny.
- Następnym razem niech powie Pan, że to miły i spokojny koń tylko, że trzeba do niego dotrzeć. Wtedy człowiek, który go chce dosiąść będzie spokojniejszy, Herion wyczuje to i będzie wiedział, że jest w dobrych rękach - rzekłam, a on uśmiechnął się i skinął głową. Napięłam prawą wodzę i przyłożyłam lewą łydkę do jego podbrzusza, a ten skręcił w prawo. Ruszyliśmy kłusem.

~~~~**~~~~

Kiedy już rozsiodłałam ogiera i stał w swoim boksie zmęczony, ja weszłam do niego, usiadłam na ziemi i oparłam się o drzwi. Wyciągnęłam w jego stronę dłoń z jabłkiem. Koń podszedł i chwycił owoc zadowolony, zjadł je, a ja postanowiłam iż dam mu odpocząć, wstałam i pogłaskałam ogiera żegnając się z nim. Wyszłam z jego boksu i wpadłam na kogo... oczywiście, że na mojego ulubionego "ochroniarza" czy tam policjanta.
- Byłaś wczoraj nad strumieniem? - zapytał, a ja zdjęłam rękawiczki.
- Tak - odpowiedziałam bez słowa, a ten zmarszczył czoło zdziwiony.
- Co tam robiłaś? - zadał kolejne pytanie.
- Vijo chciał popływać - odparłam i ruszyłam do wyjścia ze stajni.
- Byłaś tam dwa razy? - zadał już trzecie pytanie.
- Tak - odpowiedziałam, a on jeszcze bardziej zmarszczył czoło.
- Po co? - czwarte pytanie.
- Zgubiłam zegarek - powiedziałam i pokazałam mu dłoń, na której była złota pamiątka.
- Nie wierzę ci - rzekł, a ja wzruszyłam ramionami, chłopak sięgnął dłonią do mojego karku jednak złapałam jego rękę.
- To co wczoraj zrobiłeś było jednorazowe, jeśli jeszcze raz coś takiego się zdarzy. Wtedy już nie będziemy rozmawiać - rzekłam "miło" się uśmiechając.
- W takim razie będziemy bardzo mało rozmawiać - odpowiedział z uśmiechem.
- Dobrze, nie lubię rozmawiać, a w szczególności jeśli kto zadaje tyle pytań - rzekłam, a on uniósł brwi. Wyszłam ze stajni, a on razem ze mną.
- Jak ci na imię? - zapytał, a ja wywróciłam oczami.
- Zwykle nie odpowiadam na powyżej pięć pytań. Idealnie się zmieściłeś. Moje imię brzmi Katfrin - odpowiedziałam i spojrzałam na zegarek, który wskazywał 19:42. Muszę iść się przygotować.
- Owen - odparł i wyciągnął w moją stronę dłoń, a ja prychnęłam i pokręciłam głową. Chłopak cofnął rękę i wsadził ją w kieszeń.
- Wybacz Owenie ty mój kochany miesiaczku jednak się spieszę - rzekłam i ruszyłam w stronę internatu, zostawiając go ze zdziwieniem.
- Nie wychodź poza teren! - krzyknął za mną, uśmiechnęłam się lekko. Po 21 mnie już tutaj nie będzie.

Owen?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.