22 października 2017

Od Steve’a cd Leyny

Zamknąłem drzwi od łazienki i przekręciłem klucz w zamku. Tak dla pewności. Nie chciałbym, aby ktoś „przez przypadek” lub nie, wszedł do środka, kiedy ja tam będę. Stanąłem plecami do drzwi i odetchnąłem głęboko. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Nikogo ani niczego to nie było. Żadnych żywych ludzi ani tym bardziej duchów. Zresztą i tak bym ich nie zobaczył, ale... mimo to i tak czułem się obserwowany. Tak, jakby coś czekało na mój najmniejszy, najmniej znaczący ruch. Dziwne, prawda? Chyba powoli zaczynam popadać w jakiś obłęd, manię prześladowczą lub coś w tym rodzaju. Cicho westchnąłem. Jak tak dalej pójdzie, to na pewno wyląduje w psychiatryku. Przebrałem się w ciemną koszulkę, którą wcześniej sobie naszykowałem i stanąłem przed lustrem, przyglądając się swojemu odbiciu. Wyglądałem na zmęczonego. Mam tak przez całe życie, czyli nic nowego. Dla orzeźwienia przemyłem sobie kilkukrotnie twarz zimną wodą, co delikatnie pomogło. Wytarłem się ręcznikiem i znów powróciłem do zwierciadła. Musiałem się jeszcze trochę ogarnąć. Moje włosy... cóż, nie wyglądały tak, jakbym chciał. Przeczesałem je dłonią, ale zamiast polepszyć sprawę, to tylko ją pogorszyło. Podniosłem szczotkę z szafki i się uczesałem.
- Steve? Wszystko w porządku? – Zapukała w drzwi.
- Tak – odpowiedziałem głośno, by na pewno mnie usłyszała.
Naprawdę aż tak długo tam siedziałem? Całkowicie straciłem rachubę czasu. Kątem oka dostrzegłem jakiś ciemny kształt w rogu pomieszczenia, ale gdy się tam spojrzałem, to nic tam nie było. Znowu mam jakieś dziwne zwidy. Pokazałem środkowy palec niewidzialnej marze, dokonałem ostatnich poprawek w mojej fryzurze i wyszedłem z łazienki.
- Już jestem. Wybacz, że musiałaś tyle czekać — uśmiechnąłem się przyjaźnie. – Ale dzięki temu w końcu wyglądam jak człowiek! – klasnąłem w dłonie. – To co, chcesz coś jeszcze zrobić czy możemy już iść?
Przyjrzałem się jej. Siedziała na moim łóżku, a na kolanach trzymała Shivę, co mnie nawet nie zdziwiło. Mała często łasiła się do obcych dla niej osób. Suczka zmierzyła mnie wzrokiem i prychnęła, mocnej wtulając się w Leylę. Całkiem urocze.
- Chyba cię polubiła – stwierdziłem.
- Jak się wabi? – spytała.
- Shiva – zbliżyłem się do nich. – Chodź, mała, musimy już iść, wiesz? Nie możesz tak leżeć cały dzień – złapałem psa po bokach.
Swoje niezadowolenie zasygnalizowała warknięciem, ale udało mi się ją podnieść. Położyłem ją na łóżku, ale w innym miejscu. Znów prychnęła i odwracając się do nas plecami, ułożyła się do spania. Takiej to dobrze. Cały dzień może spać, nic nie robić i nikt nie będzie miał jej tego za złe.
- To idziemy? – spytałem ponownie.
- Tak.
Podszedłem do drzwi wyjściowych i otworzyłem je, przepuszczając dziewczynę. Potem sam wyszedłem z pokoju. Chciałem go zamknąć na klucz, ale zauważyłem, że w naszą stronę idzie mój współlokator, Alexander. Pomachałem mu i powiedziałem „cześć”, gdy się mijaliśmy. Spojrzał się na mnie ze zdziwieniem. Pewnie nie spodziewał się tego, że mnie z kimś spotka.
~*~
- To gdzie chcesz pójść najpierw? Sala kinowa? Basen? Stajnia? Stary park? Jezioro? Bar? A może opuszczone piętro? – zaproponowałem, gdy wyszliśmy z akademika.
- Nie wiem. Prowadź.
Jej wzrok przeniósł się ze mnie tuż za moje plecy, a jej oczy momentalnie się rozszerzyły. Przestraszyła się... czegoś? Niby powinienem się już do tego przyzwyczaić, ale i tak chciałem jej jakoś pomóc. Chociaż nie wiedziałem jak dokładnie.
– Do tego ostatniego mamy w sumie najbliżej – stwierdziłem, starając się odwrócić jej uwagę.
Stanąłem obok ciemnowłosej i poklepałem ją po ramieniu tak, by się odwróciła i nie spoglądała dłużej w tamto przeklęte miejsce. Opuszczone piętro znajdowało się w głównym budynku szkoły, więc byliśmy tam już po kilku minutach wolnego marszu. Zaprowadziłem dziewczynę przed duże, stare, zamknięte drzwi, na których wisiała tabliczka „nie wchodzić”.
- To tutaj? – spytała niepewnie.
- Tak. - Lekkie popchnięcie drzwi sprawiło, że szybko się otworzyły.
- Jesteś pewny, że możemy tu wejść?
- Nie możemy. Ale to zrobimy – uśmiechnąłem się, przekraczając próg.
Chciała zrobić to samo, ale gdy tylko jej stopa dotknęła podłogi, cofnęła się i zrobiła kilka kroków do tyłu, aż dopóki jej plecy nie napotkały ściany. Osunęła się na podłogę.
- Leyna? Nic ci nie jest? – podbiegłem do dziewczyny i uklęknąłem przy niej.
Drzwi za mną zatrzasnęły się z hukiem. Przygryzłem dolną wargę. Choolera. To nie mógł być zwykły zbieg okoliczności. Ciemnowłosa wtuliła się we mnie, a ja pogłaskałem ją lekko po plecach, pomagając jej przy tym wstać.
-Duchy? – pytanie retoryczne. – Przepraszam. Nie powinienem był cię tu sprowadzać – odsunąłem się od niej i spojrzałem się jej prosto w oczy. - Chodźmy stąd.
Rozejrzałam się, ale chyba nic nie zauważyła. Wyjęła z kieszeni jakieś tabletki i wzięła jedną z nich. Narkomanka? Nie, na taką nie wygląda. Chociaż pozory mogą mylić.
- Biorę to po to, by nie widzieć duchów – odpowiedziała na moje niewypowiedziane pytanie.
- Okey. Rozumiem – pokiwałem głową.
Wyszliśmy z budynku. Wiedziałem, że raczej nieprędko tam wrócimy. Uznałem, że przyda jej się trochę świeżego powietrza i otwartej przestrzeni, dlatego zaczęliśmy iść w kierunku parku. Było już po lekcjach, więc nie zdziwiło mnie to, że było tam sporo ludzi. Dużo więcej niż zazwyczaj. Tak, jakby każdy uczeń Akademii postanowił wyjść na spacer i spotkać się ze swoimi przyjaciółmi. Nie przeszkadzało mi to. Wręcz lubiłem, gdy wokoło mnie działo się dużo ciekawych rzeczy. Nikt nie zwracał na mnie i na Leynę specjalnej uwagi. Może to i lepiej? Dzięki temu nikt nie zauważyłby, że dziewczyna widzi znacznie więcej niż pozostali. Chciałem usiąść z nią na jakieś ławce, byśmy mogli spokojnie porozmawiać, ale wszystkie, które mijaliśmy, okazały się zajęte. Cóż; mówi się trudno.
- Gdzie idziemy? – spytała.
- Aktualnie? Przed siebie – powiedziałem półżartem. – Chyba nad jezioro. Myślałem na początku, żebyśmy tutaj zostali, ale nie ma tu dla nas miejsca – odparłem.
- To prowadź – uśmiechnęła się promienie.
Przez całą drogę nie rozmawialiśmy ze sobą zbyt dużo, ale bynajmniej mi to nie przeszkadzało. Miałem wrażenie, że dziewczyna nieco się uspokoiła. Co prawda, nadal była pogrążona we własnych myślach i zbytnio nie zwracała uwagi na otaczający nas świat, ale skoro jej to pomagało, to nie widziałem w tym problemu. Jedynie raz na jakiś czas spoglądała na mnie, ale szybko odwracała wzrok tak, jakby się czegoś wstydziła. Ciekawe. Co mogło jej chodzić po głowie?
Usiedliśmy przy brzegu jeziora Kashi. Rozejrzałem się. Stąd praktycznie mogłem zobaczyć ten zbiornik wodny w całej swej okazałości. Niedaleko nas znajdował się bar, w którym paliły się światła. Tylko to miejsce wydawało się w pewnym stopniu żywe. Tymczasem mnie i Leynę otaczała cisza i spokój. To było całkiem odprężające. Mógłbym się tu położyć i po prostu zasnąć. Rozciągnąłem się, a dłońmi oparłem się o piasek.
- Pięknie tu – powiedziałem bardziej do siebie, niż do niej, a potem spojrzałem się prosto w jej ciemne oczy.

<Leyna?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.