11 listopada 2017

Od Harriet CD Alexandra

Odkąd wyczułam krew chłopaka na jego twarzy, walczyłam sama ze sobą by nagle nie dorwać się do jego szyi. Postanowiłam szybko go odwieźć do akademii, co się udało pomimo policji na dole. Nie zwracali na nas uwagi.
Po krótkiej konwersacji z chłopakiem, poszedł do internatu, ja jednak ruszyłam do mojego domu. Samo kierowanie auta stwarzało problemy, a całe moje ciało przeszywał nieprzyjemny ból przez brak zassanej krwi. Pod domem wysiadłam z auta i zaczerpnęłam świeżego powietrze by chodź trochę myśleć racjonalnie. Przebrałam się w nieco sportowe ubrania i truchtem ruszyłam w las w poszukiwaniu jakiegoś człowieka.
Robiło się już szarawo, lecz to tylko przez burzowe chmury, które zmierzały na nasz stan. Pasowało mi to jak najbardziej, gdyż nie będą zwracać na mnie uwagi.
Szybko udało mi się znaleźć młodą kobietę, która sama ćwiczyła w środku lasu. Jakim trzeba być głupcem by samemu tutaj przebywać.. Zaszłam ją od tyłu i dłonią dotknęłam jej policzka. W tym samym czasie zdążyła się odwrócić w moją stronę, lecz szybko osunęła się na ziemie. Jej wzrok błądził po mojej twarzy, więc by mnie nie pamiętała, musiałam zwrócić ją na bok. Wyczucie tętnicy szyjnej i szybkie wkłucie się. Cała akcja trwała zaledwie kilka sekund, a potrzeba krwi została zaspokojona na niecały miesiąc. Cztery rany zagoiły się, a zaraz wracała jej kontrola nad ciałem. Udała się biegiem do mojego domu i akurat zaczęło padać, jakby ktoś lał wodę z wiadra. Pod autem dostrzegłam Miku, który ewidentnie chował się przed burzą. Wyjęłam go stamtąd i weszłam do domku od razu przykrywając pandę kocem.
Odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się sama do siebie. Zauważył to nawet mój towarzysz, który radośnie pomrukiwał. Przygotowałam mu jedzenie oraz wodę i podałam do jego miski. Sama napiłam się szklanki wody by rozmyć metaliczny smak w ustach, który skapnął z kłów. Czułam się znacznie lepiej. Przebrałam się w normalnie ubrania i ogarnęłam swój wygląd.
Gdy Miku "wchłonął" swój posiłek, wzięłam go na ręce i przeniosłam nas do auta, po czym wróciliśmy do akademii. Było jakoś po czwartej, a burza powoli ustawała. Weszłam do akademii by w spokoju przejść sobie do internatu znacznie krótszą drogą.
- Niebezpieczeństwo.. Harriet.. Policja.. Kobieta.. Bar.. Morderstwo.. Śmierć.. 
Głosy w głowie znacznie się zapętliły co niemalże spowodowało utratę przytomności. Były na tyle silne, że musiałam przenieść się w jakiekolwiek inne miejsce niż teraz była. Zdziwiło mnie to, że głosy teraz mnie o tym uświadamiają mimo iż nie było żadnej policji w pobliżu. No prócz jednego z uczniów.. Lecz go również nie było. Może i go nie znałam, ale zdążyłam zauważyć jakim jeździ autem i gdzie pracuje.
Jak się okazało, przeniosłam się do swojego pokoju wraz z moją pandą. Westchnęłam słysząc błogą ciszę, która znacznie mnie uspokoiła. Włączyłam moją ulubioną składankę na laptopie i usiadłam na łóżku. Miku oczywiście wskoczył mi na kolana i musiałam go miziać, inaczej by się na mnie obraził. Przeżyłabym.
   Miałam przymknięte oczy gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi. Odłożyłam zwierza na bok i wstałam kierując się do nich. Przekręciłam klucz w zamku i otworzyłam je, a za nimi stał Alexander. Jego rana była zaklejona i tyle dobrego.
- Chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku - oznajmił nieco zmieszany gdyż pewnie nie spodziewał się mnie tutaj. Auto stoi w innym miejscu, a wcześniej mnie tutaj nie było.
- Jak widać, żyję - powiedziałam lekko się uśmiechając. Gestem ręki wskazałam by wszedł. Nim jednak zamknęłam za nim drzwi, sprawdziłam czy nikogo nie ma na korytarzu, lecz kto by odwiedzał "puste" pokoje. - Widzę, że rana się goi - dodałam przyglądając mu się
- Ee.. Tak. Nie trzeba było szyć, a wystarczyło wzmocnić opatrunkiem - wyjaśnił siadając na jednym z wolnych łóżek.
Nagle na laptopie przyszła mi wiadomość od znajomego, która brzmiała "Włącz wiadomości. Już ! ". Bez czekania, włączyłam je poprzez stronę internetową.
- (...) Z niewyjaśnionych przyczyn bandyci leżeli sparaliżowani na ziemi. Znajdował się również czarny pył nieznanego pochodzenia, który ewidentnie dusił mężczyzn. Właściciel lokalu nic nie wie, lecz jest wdzięczny za ratunek, gdyż to właśnie oni kradli od niego pieniądze. Trwa akcja poszukiwawcza ludzi zwanych bohaterami.. My jednak mamy inne zdanie. Mówiła dla was... (...)
Spojrzałam na chłopaka, a on na mnie i oby dwoje wiedzieliśmy o co chodzi. Szybko jednak dostałam kolejną wiadomość od tej samej osoby " Kolejne wiadomości..". Włączyłam więc inną stację.
- (...) Bandyci zostali złapani, lecz zastanawia nas ich stan. Sparaliżowani leżeli na ziemi, a wokół nich znajdował się czarny proch, jednak nie pochodzi on z żadnej broni palnej. Podejrzewamy tutaj zjawiska paranormalne lub działanie jakiegoś ucznia z Akademii Williston dla ludzi z mocą nadprzyrodzoną. Nie mamy mu za złe, wręcz przeciwnie. Uratował życie właścicielowi lokalu, którzy był regularnie okradany przez bandytów. Oby więcej takich dobrych uczniów, a może kiedyś stworzymy silne państwo dzięki nim. Mówił dla was.. (...)
- Dwa różne światy - mruknęłam włączając ponownie muzykę, która tym razem leciała w tle - Musimy.. znaczy.. muszę ograniczyć wizytę wśród ludzi przez jakiś czas. Zapomną o tym i będzie spokój - dodałam opierając się o oparcie krzesła.

Alexander ? xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonany przez prudence.